Nieoczywista opowieść wigilijna

Okres Bożego Narodzenia powinien być czasem cudów, dobroci i spotkań z najbliższymi. Niestety nie zawsze tak jest. Często to właśnie podczas świątecznych wizyt czy wigilijnej kolacji „wychodzą” tłumione pretensje czy niewyjaśnione sprawy z mijającego roku. Może czasem warto wyrzucić z siebie żal, złość i rozczarowanie, stanąć w prawdzie o sobie i pogadać z najbliższymi, aby żyło się nam lepiej! Boże Narodzenie to dobry czas na takie rozmowy…

17 października będzie miała swoją premierę świąteczna powieść Karoliny Głogowskiej i Katarzyny Troszczyńskiej pt. Dwanaście życzeń, która ukaże się nakładem Wydawnictwa W.A.B.

Dagna jest dziennikarką i od kilku lat współprowadzi poranny program śniadaniowy. Chociaż szaleńczo poszukuje miłości, wciąż jest sama. Z tego powodu przestała jeździć do domu rodzinnego, gdyż ciągle była nagabywana o brak męża…

Pola jest na skraju depresji, gdyż kilka dni przed ślubem zostawił ją narzeczony. Kobieta jest zdruzgotana i nie widzi już dla siebie przyszłości…

Basia zawsze chciała zostać weterynarzem jak tata. Jednak  po tym, jak ukochany ojciec odszedł do innej kobiety i jego kontakt z córką został mocno ograniczony, dziewczyna wybrała programowanie. Liczby są przewidywalne, w przeciwieństwie do ludzi…

Rita musiała przewartościować swoje życie, kiedy zostawił ją mąż. Zmieniła pracę, zaczęła o siebie dbać i stała się kobietą sukcesu. Jednak w jej życiu wciąż jest pustka…

Róża jest zdecydowanie starszą panią, ale w jej sercu wciąż trwa wiosna. Kobieta chodzi na kurs tańca i prowadzi aktywne życie towarzyskie, chociaż tak naprawdę wciąż czeka na powrót ukochanego z młodości…

Dwanaście życzeń to nieoczywista opowieść wigilijna. To historia kilkunastu osób, które bardziej lub mniej oczywisty sposób połączy jedno wydarzenie. To opowieść wigilijna, bo cała fabuła trwa w zasadzie od 23 do 24 grudnia.

Dlaczego ta powieść jest dla mnie nieoczywistą opowieścią bożonarodzeniową?! Chyba dlatego, że spodziewałam się zupełnie innej historii. Pełnej magii, cudów i tego nieuchwytnego czegoś, co otula nas jak ciepły koc i daje pewność, że to Boże Narodzenie. Tego w niej nie znalazłam. Z drugiej strony powieść czytało mi się bardzo dobrze, była wciągająca i zaskakująca. Dawała nadzieję i radość.

Bardzo ciekawe było przedstawienie historii kilkunastu osób, których losy wciąć i wciąż (lub dopiero co) się przeplatają. Z jednymi bohaterkami chciałabym się zaprzyjaźnić, inne nie do końca przypadły mi do gustu, zupełnie jak w życiu.

Ta powieść nie porywa, ale jest pogodnym czytadłem na wieczór 🙂

 

dwanascie-zyczenKarolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska, Dwanaście życzeń, Wydawnictwo W.A.B.: Warszawa 2018.

Reklamy

Fotografie z przeszłości

Zawsze, kiedy czytam sagi rodzinne, bardzo żałuję, że nie znam historii swojej rodziny. Oczywiście coś tam wiem, potrafię przytoczyć kilka najczęściej powtarzanych anegdot czy opowieści o ważnych wydarzeniach z przeszłości. Niestety z tych skrawków historii mych przodków nie dałoby się ułożyć spójnej opowieści… Może tym bardziej, pełna zazdrości, ale i podziwu, lubię sięgać do rodzinnych sag, dzięki którym czuję, jakbym otwierała magiczne, dotąd szczelnie zamknięte drzwi. Prawdziwe historie są czasem o wiele bardziej zaskakujące niż fikcja literacka…

W sierpniu nakładem Wydawnictwa Editio ukazała się książka Katarzyny Drogi Gospoda pod Bocianem napisana na podstawie prawdziwych wydarzeń z życia pewnej rodziny. Czyta się ją jednym tchem…

Historia Gospody pod Bocianem rozpoczyna się pod koniec XIX wieku, kiedy to niejaki Henryk Bogosz niespodziewanie (szczególnie dla siebie) kupuje ziemię na rozstaju dróg gdzieś na Podlasiu i buduje w niej karczmę z miejscami noclegowymi. Późniejsze lata istnienia zajazdu nie zapisały się szczególnie w pamięci kolejnych pokoleń, aż do czasu, kiedy jego potomek, młody Teodor Bogosz, równie niespodziewanie (szczególnie dla rodziny) postanawia odłożyć wyjazd w świat i decyduje się zostać karczmarzem. Historia rodziny Bogoszów byłaby niepełna i zapewne potoczyłaby się zupełnie inaczej, gdyby w życiu Teodora nie pojawiła się młoda szlachcianka Teodora. Państwo Bogoszowie doczekali się czworga dzieci i to dzięki najmłodszemu z nich, Konstantemu, poznajemy niezwykłą historię, która toczyła się jakby wokół Gospody pod Bocianem…

Powieść Katarzyny Drogi to ciekawa, świetnie napisana, chwytająca za serce saga opisująca prawie stuletnie losy jednej rodziny. To także dzieje całej społeczności, w której przyszło Bogoszom żyć, ale również kawał polskiej historii, począwszy od odzyskania niepodległości i wojny polsko – bolszewickiej, poprzez II wojnę światową, komunizm, aż po czasy wolnej Polski. Kapitalnie było przyglądać się losom poszczególnych ludzi na tle przemian politycznych, obyczajowych i społecznych.

Gospoda pod Bocianem to świetny obraz minionej epoki. To genialny portret kobiety – żony, matki, gospodyni, a wreszcie wojowniczki. W osobie Tosi Bogoszowej my, współczesne kobiety, możemy dostrzec losy naszych matek, babek, prababek, które były silniejsze od niejednego mężczyzny, a tak bardzo od nich zależne…

Czytając tą powieść czułam się trochę tak, jakbym oglądała stare fotografie z przeszłości pełne realnych ludzi z ich emocjami, radościami i smutkami. Dlatego tym bardziej jest mi szkoda, że na kartach tej książki nie ma zdjęć. Ach, byłoby cudownie zobaczyć te wszystkie miejsca, tych wszystkich ludzi…

Bardzo polecam!

gospoda Katarzyna Droga, Gospoda pod Bocianem, Wydawnictwo Editio: Gliwice 2018.

O Holokauście dla dzieci

II wojna światowa i Holokaust to jedna z najczarniejszych kart w historii ludzkości. Aby nie powtórzyć tej ogromnej tragedii po raz drugi, należy o niej pamiętać i przekazywać tę wiedzę młodemu pokoleniu.

30 sierpnia miała premierę niezwykła książka Krzysztofa Stręciocha pt. Dom cioci Lusi, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Adamada. Jest to tym bardziej wyjątkowa opowieść, gdyż w prostych, krótkich zdaniach opowiada tragiczną historię z czasów II wojny światowej skierowaną do młodego odbiorcy. Można ją czytać już dzieciom pięcioletnim, ale nadaje się także dla dziesięcio czy jedenastolatków.

Wyobraź sobie, że masz pięć, siedem czy dziesięć lat. Twój świat, dotąd poukładany, spokojny i beztroski, nagle się wali: najpierw tracisz dom, potem rodziców, a wreszcie zabierają ci nawet twoje imię. Aby przeżyć, musisz zamieszkać wśród obcych ludzi i w kilka chwil zmienić całe swoje życie, ucząc się nowej tożsamości. Trudne?! Okropne, przerażające i bardzo smutne. Taki los spotkał Wandzię i wiele innych żydowskich dzieci w czasie wojennej zawieruchy.

dom-cioci-lusi.0.3

 

Dom cioci Lusi to historia małej Wandzi i wielu tysięcy dzieci oddzielonych od swoich najbliższych, pozbawionych domów, poczucia bezpieczeństwa i swojej tożsamości. To także opowieść o cichych, często bezimiennych, bohaterach, którzy z narażeniem własnego życia ratowali obce dzieci. Krzysztof Stręcioch stworzył opowieść o wielkiej nienawiści i jeszcze większej miłości, o zagładzie i heroizmie, o strachu i poświęceniu. Ta opowieść, choć ogromnie smutna, napawa nadzieją i to właśnie tego należy uczyć młode pokolenie.

Dom cioci Lusi jest książką, która porusza bardzo trudny temat wojny i Holokaustu. Dlatego tym bardziej nie jest ona opowieścią, z którą można zostawić małego Czytelnika samego. To lektura, przy której należy towarzyszyć dziecku. Dorosły ma być przewodnikiem, nauczycielem, a nawet pocieszycielem. Szczególnie podczas czytania tej książki warto rozmawiać z dzieckiem, uzupełniając jego wiedzę, rozwiewając jego wątpliwości czy po prostu  pytając, co rozumie z poznanej opowieści. Ta książka to świetny punkt wyjścia dla nauczycieli starszych grup przedszkolnych, edukacji wczesnoszkolnej czy nawet nauczycieli historii w szkole podstawowej.

dom-cioci-lusi.0.4

Książkę Krzysztofa Stręciocha poleca Polin – Muzeum Historii Żydów Polskich. Warto odwiedzić stronę internetową tegoż muzeum, gdyż w najbliższym czasie będą organizowane warsztaty dla dzieci oparte na opowieści o Domu cioci Lusi.

Polecam!

dom-cioci-lusi Krzysztof Stręcioch, Dom cioci Lusi, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2018.

Zdjęcia ilustracji pochodzą ze strony http://www.adamada.pl

Uwaga, pochłania!

Już jutro, 5 września, do polskich księgarń trafi książka, którą się pochłania, albo która wchłania Czytelnika już od pierwszych stron. To Naturalista Andrew Mayne, która ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B.

Trzydziestokilkuletni (lekko wycofany społecznie) doktor biologii informatycznej Theo Cray zostaje oskarżony o zamordowanie byłej studentki. Kiedy składa skrupulatne wyjaśnienia, a technicy ponownie badają zwłoki, zarzuty wobec niego szybko zostają wycofane. W rezultacie policja odkrywa, że dziewczyna zginęła zabita przez dzikie zwierzę, prawdopodobnie niedźwiedzia. Theo nie zgadza się z policją, bo coś nie daje mu spokoju. Dlatego postanawia trochę powęszyć i w rezultacie zaczyna prowadzić prywatne śledztwo, narażając się tym samym stróżom prawa. Kiedy odkrywa niepokojące ślady i coraz więcej ofiar, zaczyna się gra z mordercą, niebezpieczna gra na czas… Sytuacji biologa nie ułatwia fakt, że policja nie dość, że nie zgadza się z naukowcem to jeszcze nabiera wobec niego (nie)słusznych podejrzeń!

Naturalista to rasowy kryminał z dreszczykiem i bardzo naukowy thriller w jednym. Lubię takie „miszmasze” (oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu), czyli ogrom naukowych wiadomości z różnych dziedzin wiedzy (antropologia, biologia, botanika i informatyka!), a do tego zaskakująca, pełna zwrotów akcji, fabuła.

Naturalista jest trochę mroczny, trochę niepokojący i świetnie trzymający w napięciu. Co chwilę pojawia się nowy trop, akcja się zapętla, a profesor Theo praktycznie do samego finału robi jeden krok do przodu i dwa do tyłu. Zakończenie zaskakuje, mrożąc krew w żyłach.

Dużym plusem powieści są krótkie rozdziały, co powoduje, że w mgnieniu oka, ba w sposób iście magiczny dosłownie połyka się prawie pięciuset stronicową książkę.

Andrew Mayne, autor Naturalisty, to znany i lubiany iluzjonista oraz youtuber. Nie wiem jakim jest magikiem (choć ilość wyświetleń i liczba jego fanów mówi sama za siebie), ale wiem, że jest utalentowanym powieściopisarzem. Chętnie przeczytam inne jego książki!

Polecam!

naturalista Andrew Mayne, Naturalista, Wydawnictwo W.A.B.: Warszawa 2018.

Z nutką nostalgii

Pamięci mojej Babci

Wiele razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że życie człowieka to materiał na niejedną powieść. Dzisiaj, dwanaście lat po śmierci mojej babci, bardzo żałuję, że, kiedy żyła, nie byłam na tyle dojrzała, aby poprosić ją o opowieść o jej długim i niełatwym, słodko-gorzkim losie. W pamięci mam tylko kilka rodzinnych wspomnień i garść zdjęć. Być może dlatego bardzo lubię rodzinne bajania o przeszłości i powieści z nutką nostalgii.

5 września nakładem Wydawnictwa W.A.B. ukaże się niezwykła powieść Sofii Lundberg pt. Czerwony notes.  

Kiedy Doris miała dziesięć lat dostała od ukochanego ojca czerwony notes. Ten mały przedmiot miał odtąd towarzyszyć jej przez całe życie i być świadkiem, a zarazem świadectwem jej bliższych i dalszych znajomości. Zaraz po tamtych urodzinach w życiu dziewczynki wydarzyła się tragedia, która zaważyła na całej jej przyszłości. Ojciec Doris zmarł, a matka wysłała ją w świat za pracą, szepcząc do jej ucha życzenia, które oprócz notesu, miały być jej jedyną pamiątką z domu rodzinnego:

Życzę ci wszystkiego tyle, ile potrzeba (…). Tyle słońca, ile potrzeba, aby rozjaśniło ci dni. Tyle deszczu, ile potrzeba, żebyś doceniła słońce. Tyle radości, ile potrzeba na wzmocnienie duszy, ale też tyle smutku, ile potrzeba, byś potrafiła docenić drobne przyjemności w życiu. I tyle spotkań, ile potrzeba, abyś przywykła do pożegnań. (s.44)

Niemalże stuletnie życie Doris obfitowało zarówno w słońce, jak i w deszcz, w radości, ale i przykrości, a także w mnóstwo spotkań i równie wiele pożegnań. U progu śmierci staruszka postanowiła podzielić się swoją historią z najbliższą krewną – cioteczną wnuczką Jenny. Ta opowieść będzie niezapomnianą wędrówką przez czas i przestrzeń dla młodej kobiety, a dla samej Doris wzruszającym powrotem do tego, co przeminęło.

Czerwony notes to wciągająca, zabawna, ale i wzruszająca powieść. To historia o miłości, przyjaźni, tęsknocie, cierpieniu i potędze rodzinnych więzów. To także, albo przede wszystkim, opowieść o ludziach i tym, jak wiele znaczą dla siebie i jak wiele mogą sobie podarować osoby napotkane w różnych momentach życia.

Książkę czyta się jednym tchem, tym bardziej, że losy z przeszłości Doris zostały poprzeplatane teraźniejszymi wydarzeniami. Z jednej strony bardzo chce się poznać młodość staruszki, a z drugiej szybko dowiedzieć się jak rozwiąże się jej obecny problem. Dopiero po przeczytaniu całej opowieści wyłania się pełny obraz długiego i pełnego zakrętów życia Doris.

Serdecznie polecam!

czerwony-notes Sofia Lundberg, Czerwony notes, Wydawnictwo W.A.B.: Warszawa 2018.

Uprowadzeni

Jestem przyzwyczajona do kryminałów o wielkiej objętości, zdecydowanie opasłych tomów, pełnych zawiłej fabuły, nagłych zwrotów akcji i mnóstwa wątków pobocznych. Dlatego, kiedy w moje ręce wpadła Kołysanka Bartłomieja Piotrowskiego, byłam bardzo zaskoczona. Ta książka jak na kryminał jest dosyć cienka (zaledwie dwieście kilka stron), stąd wydaje się, że trudno będzie w niej zmieścić wielowątkową intrygę, która wciągnie od pierwszych stron. A jednak, pomimo niewielkiej objętości, autorowi udało się stworzyć ciekawą fabułę o zaskakującym finale.

Swego czasu internet okrążył film, który pokazuje jak łatwo jest w miejscu publicznym uprowadzić dziecko, dosłownie sprzed oczu siedzących nieopodal rodziców. Ten spot mroził krew w żyłach, ale powstał właśnie po to, aby uwrażliwić opiekunów wychodzących w miejsca publiczne z małymi dziećmi. Przypomniałam sobie o nim podczas lektury Kołysanki

Od kilkunastu miesięcy Gliwice paraliżuje strach przed tajemniczym porywaczem i mordercą dzieci: Panem Kołysanką. Policja oraz rodzice zamordowanych dzieci są bezbronni: nikt niczego nie widział, nikt niczego nie słyszał… Nie ma żadnych śladów czy motywu, dlatego wszyscy żyją w strachu, bo każde dziecko może być następne! Kiedy w tajemniczych okolicznościach znika sześcioletnia dziewczynka, zaczyna się walka z czasem. Może uda się ją odnaleźć zanim będzie za późno?! Do poszukiwań dziecka przyłącza się niepokorna i nieprzepadająca za sobą para: Gaja Wolf i Oskar Krul. Czy pomimo wzajemnej animozji byli wojskowi będą w stanie połączyć swoje siły, aby odnaleźć dziewczynkę?

Kryminały, w których dzieje się krzywda dzieciom są książkami trudnymi w odbiorze, ale również takimi, w których tym bardziej kibicuje się śledczym, aby odnaleźć i ukarać sprawcę. Dlatego z jednej strony Kołysanka to niełatwa powieść, a z drugiej jest natomiast bardzo dobrze skonstruowaną historią, z wciągającą i szokującą fabułą. Jest nawet taki moment w książce, w którym już wydaje się, że sprawa zostanie szybko wyjaśniona, przy czym czuje się niedosyt, że to już, że poszło tak prosto, ale nie, nie dajcie się zaskoczyć, nie będzie wcale prosto!

Dla mnie chyba największym plusem tej książki jest wątek, w którym poznajemy Pana Kołysankę, a raczej jego drogę do realizacji obranej misji, czyli w zasadzie czynniki, które uruchomiły w nim szaleństwo. To według mnie najbardziej interesujący, a zarazem przerażający motyw powieści.

Polecam tą niepozorną, ale bardzo treściwą lekturę!

kolysanka Bartłomiej Piotrowski, Kołysanka, Wydawnictwo Editio: Gliwice 2018.

Kiedy szpital staje się domem

Wyobraźcie sobie, że macie wypadek i trafiacie do szpitala. Czeka Was poważna operacja, a potem długa rehabilitacja. Do tego wszystkiego nie wiecie, jakie są rokowania i czy kiedykolwiek dojdziecie do pełnej sprawności. Okropna wizja, prawda?! Tym bardziej przykra, jeśli ma się kilka czy kilkanaście lat i zamiast beztroskich zabaw z rówieśnikami, trzeba leżeć w szpitalu…

Taki wypadek przydarzył się Kacprowi. Najpierw operacja, a potem przymusowy pobyt w szpitalu, gdzie Największy Ważniak Świata, Tylko Trochę Mniejszy Ważniak oraz inni lekarze co rusz głośno deliberowali nad jego stanem zdrowia. Kiedy okazało się, że chłopiec musi zostać w szpitalu, a bez bolesnych ćwiczeń nie będzie poprawy, załamał się. Najpierw pojawił się strach, smutek, potem złość, bunt, a wreszcie beznadzieja. Wtedy odwiedził go Tomek, kolega z klasy i dzięki niemu Kacper poznał Julkę, małą elfią dziewczynkę, która zaprosiła chłopców do magicznej krainy. W taki oto sposób trójka przyjaciół rozpoczęła niezwykłe przygody w Jukato.

jukato.0.3

Jukato to piękna, wzruszająca i niezwykle mądra książka Magdaleny Kiermaszek, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Adamada. Jest przeznaczona dla dzieci od 7 roku życia.

Opowieść o trójce przyjaciół i stworzonej przez nich magicznej krainie to fantastyczna książka dla dzieci hospitalizowanych, po operacjach, po wypadkach czy w trakcie długiej rehabilitacji, które nie mogą dojść do siebie i potrzebują wsparcia. Jestem przekonana, że to lektura, która w dużych ilościach powinna znajdować się na dziecięcych oddziałach w szpitalach czy podobnie jak leki powinna być wypisywana na receptę dla każdego małego pacjenta, aby pomóc mu uporać się z trudną sytuacją choroby.

Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że Jukato powinna być także lekturą obowiązkową dla rodziców oraz lekarzy pracujących z dziećmi.

Książka Magdaleny Kiermaszek to opowieść o strachu i odwadze, o cierpieniu, przyjaźni i sile wyobraźni. Autorka świetnie opisała emocje, które targają dzieckiem w trudnym okresie hospitalizacji, pokazała wielką moc przyjaźni i mądrość rówieśników, którzy (jeśli tylko im pozwolić) są w stanie okazać małemu pacjentowi ogromne wsparcie.

jukato.0.6

Wielkie ukłony należą się w stronę pani Magdaleny, która miała genialny pomysł, aby stworzyć tak prostą, a zarazem tak mądrą historię. Jukato bez zbędnego dydaktyzmu, z wielkim szacunkiem do małego człowieka, a przy tym z ogromnym ładunkiem pozytywnej energii ma szansę stać się klasyczną opowieścią na miarę Oskara i pani Róży!

Piękne ilustracje do książki wykonała Kamila Kozłowska. Niektóre z nich są czarno – białe, a inne bajecznie kolorowe.

Bardzo polecam!

jukato.0.1 Magdalena Kiermaszek, Jukato, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2018.

Zdjęcia ilustracji pochodzą ze strony: http://www.adamada.pl