Archive | Październik 2015

Święto dizajnu w zoo

Ta niewielka książka jest moim kolejnym skarbem zakupionym podczas krakowskich Targów Książki. Jest ona zdecydowanie przeznaczona dla najmłodszych czytelników, jednak również starsi odnajdą w niej wiele radości i mądrości.

Dwa pingwiny zorganizowały imprezę urodzinową w zoo! Nie było to jednak zwykłe przyjęcie urodzinowe i bynajmniej nie każdy mógł czuć się zaproszony. Pingwiny, posiadające klasę i szyk, a ponadto trudniące się dizajnem, urządziły czarno – białe urodziny! Wszystkie dodatki, począwszy od kwiatów, a skończywszy na torcie, były czarno – białe, a zaproszeni goście obowiązkowo musieli wpasować się w kolorystykę! Pozostałe zwierzęta, te pstrokate i kolorowe, popsułyby efekt, a więc nie zostały zaproszone! W drugiej, kolorowej części zoo zapanował smutek oraz zazdrość i tylko mądry lew umiał odpowiednio skomentować zaistniałą sytuację. Jak zakończyła się czarno – biała historia? Kto okazał się mądrzejszy? I przede wszystkim co zyskały pingwiny?

Na wszystkie pytania uzyskacie odpowiedź, jeśli sięgniecie po mądrą i zabawną książkę Czarno – białe urodziny Kingi Grabowskiej – Bednarz.

Książka Czarno – białe urodziny została ciekawie zilustrowana przez Agnieszkę Czadernę. Ilustracje świetnie współgrają z tekstem. Są bardzo artystyczne i nietuzinkowe. Być może w odbiorze będą za trudne dla mniejszych dzieci, ale z drugiej strony są one niezwykle kształcące. Można bawić się z dziećmi w odnajdywanie poszczególnych zwierząt na kartach opowieści. Sama dostrzegłam wiele szczegółów dopiero przy kolejnym oglądaniu.

Opowieść o pingwinach może być świetnym przyczynkiem do rozmów z dziećmi o inności, wyróżnianiu jednych kosztem pozostałych, o stawianiu siebie ponad innymi i o wynikających z nich uczuciach.

Zdecydowanie polecam Czarno – białe urodziny! Rozsmakujcie się w tej niewielkiej książce 😉

20151024_192551Kinga Grabowska – Bednarz, Czarno – białe urodziny, Wydawnictwo Alegoria: Warszawa 2015.

Reklamy

O przygodach wilka słów kilka

W tym roku po raz pierwszy (o zgrozo!) odwiedziłam krakowskie Targi Książki i oniemiałam z zachwytu, szczególnie przy stoiskach wydawnictw specjalizujących się w literaturze dla dzieci. Przeglądałam wiele ciekawych pozycji, kilka kupiłam (choć chciałoby się więcej) i o wielu na pewno napiszę 😉

Znam większość wydawnictw, które publikują dla dzieci, dlatego skupiałam się właśnie na nich, jednak przypadkiem (chociaż podobno nie ma przypadków) trafiłam na całkiem nowe wydawnictwo, które dopiero co rozpoczęło swoją działalność (od listopada rusza sprzedaż ich książek). Jest mi miło przedstawić Wydawnictwo Adamada 🙂

Adamada wydało serię książek o Przygodach Wilka, które zostały napisane przez Orianne Lallemand i zilustrowane przez Eleonore Thuillier.

20151025_185122

W pewnej wilczej rodzinie urodził się mały wilczek, jednak nie był on taki jak pozostałe wilki, gdyż bał się wszystkiego, nawet własnego cienia! Nie lubił mięsa, a polowania z rodzeństwem były dla niego koszmarem. W końcu rodzice postanowili wyprawić wilka w świat, aby nauczył się prawdziwego życia i pozbył się swoich lęków. Jednak nie było to takie proste, bo wszędzie czaiło się niebezpieczeństwo, a straszne cienie przemykały po lesie. Na szczęście nasz mały wilk miał dobre i chętne do pomocy serce, a spotkane na jego drodze zwierzęta okazywały się być przyjaźnie nastawione. Jakie zwierzęta spotkał wilk? Czy wyleczył się ze swoich lęków? Czy udało mu się z kimś zaprzyjaźnić? Ale tego dowiedzie się, kiedy sięgniecie po historię O Wilku, który bał się własnego cienia.

Książki z serii Przygody Wilka są przeznaczone dla dzieci od trzeciego roku życia, ale myślę, że mały wilk może stać się dobrym przyjacielem tych młodszych, ale i odrobinę starszych czytelników. Prosty tekst, duże litery, ale i wartka akcja mogą zachęcać przedszkolaki do samodzielnego czytania.

Historia o wilku jest pięknie opowiedziana, ale i doskonale namalowana. Ilustracje są bardzo urokliwe, ale i zabawne. Wilk, który zwykle kojarzy nam się z odwagą i niebezpieczeństwem, przedstawiony z wielkimi przerażonymi oczami i smutną miną budzi współczucie, ale także jest powodem do uśmiechu.

Przedszkolaki, które są pełne lęków czy odczuwają strach przed różnymi rzeczami lub zjawiskami, będą się mogły utożsamić z wilkiem. Myślę, że nauczą się z tej książki, że każdy ma prawo się bać, nawet ten, który wydaje się być wielki i silny. Lęk nie wyklucza odwagi i walki z przeciwnościami, które na nas czyhają.

Bardzo serdecznie polecam książkę O Wilku, który bał się własnego cienia 🙂

20151025_161007 Orianne Lallemand, Eleonore Thuillier, O Wilku, który bał się własnego cienia, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2015.

Życie jest piękne – zawsze!

Powstało bardzo wiele książek o Holocauście, a także historii, których akcja toczy się w niezwykle trudnym i przerażającym czasie II wojny światowej i zagłady wielu niewinnych ludzi. Dziecko Noego Erica – Emmanuela Schmitta jest jedną z takich opowieści.

Akcja ten niewielkiej książki toczy się w Belgii podczas wojny. Lea i Michael Bernstein decydują się na bardzo trudny, ale z drugiej strony odważny krok, postanawiają oddać swojego siedmioletniego syna Josepha pod opiekę hrabiostwa, aby uratować jego życie. Niestety chłopiec nie może u nich zbyt długo zostać, bo wszystkim grozi, w najlepszym razie więzienie, a w najgorszym śmierć. Joseph zostaje więc oddany pod opiekę katolickiego księdza ojca Ponsa i tak zaczyna się jego słodko – gorzka historia.

Opowieść Schmitta czyta się jednym tchem, wzrusza i rozbawia. Poczucie humoru w tej książce kojarzy mi się z uwielbianym przeze mnie filmem Roberto Benigniego Życie jest piękne. Tam, podobnie jak i tu, trud życia w ciężkich czasach pełnych okrucieństwa i dehumanizacji jest zestawiony z bohaterskimi czynami zwykłych ludzi, dostrzeganiem piękna i niepowtarzalności istnienia. Czasem pomimo strachu, lęku czy grożącego niebezpieczeństwa, mamy ochotę się uśmiechnąć, podziękować za daną chwilę, ale i głośno pośmiać, bo dlaczego nie, może ten moment już drugi raz się nie powtórzy!

Dużym plusem tej historii jest fakt, iż została ona opowiedziana z perspektywy siedmiolatka, a więc czyta się ją tak, jakby słuchało się relacji dziecka, które mówi w sposób prostolinijny, emocjonalny, czasem jak gdyby na gorąco zadając sobie pytania o rzeczy i zjawiska, których nie rozumie. Dziecko jest ciekawe świata, poszukuje odpowiedzi, rozmyśla na głos, komentuje i taka jest właśnie narracja tej książki.

Kolejnym wielkim plusem Dziecka Noego jest fakt, iż ta historia wydarzyła się naprawdę! To opowieść o wielkim harcie ducha, szacunku i miłości do drugiego człowieka, poszanowaniu jego inności, poglądów i wierzeń, bez oceniania i narzucania swoich, jako tych najlepszych.

Bardzo serdecznie polecam Dziecko Noego! To wyjątkowa lektura, przekonajcie się o tym sami 😉

20151020_213232 Eric – Emmanuel Schmitt, Dziecko Noego, Wydawnictwo Znak: Kraków 2005.

Wielokulturowa opowieść

Bardzo lubię tę pisarkę. Jej książki po prostu dobrze się czyta, są wciągające i według mnie zawsze zawierają w sobie jakiś rodzaj magii, kryją w sobie tajemnicę, którą chce się odkryć czy też zgłębić. Mam na myśli Elif Shafak, o której już pisałam przy Bękarcie ze Stambułu i zapewne jeszcze kilka razy o niej ode mnie przeczytacie 😉

Lustra miasta, do czytania której pragnę wszystkich Czytelników zaprosić, to powieść o wielu płaszczyznach, kulturach i czasach (charakterystyczna rzecz dla tej znakomitej tureckiej pisarki). Akcja powieści toczy się w XVII – wiecznym Madrycie. Europę ogarnęła gorączka zwalczania przeciwników chrześcijaństwa, więc jest to czas wielkiej pracy Świętej Inkwizycji. Ludzie wpadają w jej sidła poprzez swoje haniebne czyny lub na skutek donosu zmartwionych sąsiadów.

W tych trudnych okolicznościach poznajemy rodzinę Pereirów: lekarza, a zarazem filozofa Antonia, jego żonę Isabel, ich syna Andersa oraz brata Antonia – lekkoducha i bawidamka Miguela.

Gdzieś po drugiej stronie miasta mieszka i pracuje srogi inkwizytor Alonso Perez de Herrera, zwalczający grzeszników, a zarazem sam będący pełen niszczących go demonów i wszędobylskiego strachu.

W zupełnie innej części Europy poznamy Seyha Suleymana Sedefa Efendiego oraz rabbiego Jakuba, którzy też będą mieli wiele do opowiedzenia w tej historii.

Elif Shafak jest znakomitą pisarką i bardzo dobrą obserwatorką. W jej powieściach zachwycają mnie przede wszystkim opisy miejsc i wydarzeń. Są one przepięknie zilustrowane słowem i pełne szczegółów. Z jednej strony bardzo chciałoby się uczestniczyć w dziejących się wydarzeniach, być ich częścią, obserwować je z bliska i, kolokwialnie mówiąc, na gorąco, ale z drugiej strony ta plastyczność opisu pozwala na wyobrażenie sobie, że uczestniczy się w nich osobiście.

Kolejna rzecz, która mnie porywa w jej powieściach, to dygresje. W mowie potocznej dygresje nie są pożądane, gdyż zakłócają sens i sedno omawianych rzeczy. Natomiast, moim skromnym zdaniem oczywiście ;-), dygresje w powieściach ubarwiają całość, dodają smaku, zupełnie jak przyprawy zupie.

Kiedy Shafak w Lustrach miasta opisywała życie pewnej gruszy stale i stale rodzącej pyszne owoce, stała się ona jedną z ważnych postaci na kartach powieści. Dla mnie majstersztyk!

Gdybym miała porównać pisarstwo Shafak do innej powieściopisarki, to zdecydowanie byłaby to twórczość Olgi Tokarczuk. Nie jestem literaturoznawcą, nawet nie uzurpuję sobie prawa do tego, aby nim być, gdyż nie mam ku temu, ani wiedzy, ani wykształcenia, ale kierując się intuicją, sklasyfikowałabym je razem. Obie pisarki świetnie opowiadają, sięgają gdzieś do wnętrza człowieka, do jego pragnień i dążeń, potrafią pisać o historii, z jednej strony dalekiej, ale z drugiej strony takiej, która jeszcze gdzieś tam się toczy, przecież to co wydarzyło się wczoraj dzisiaj jest już historią!

Gorąco polecam Lustra miasta Elif Shafak, to zdecydowanie fantastyczna opowieść!

20151019_205208 Elif Shafak, Lustra miasta, Wydawnictwo Literackie: Kraków 2011.

Magiczna książka

Jest to książka magiczna. Magiczna, bo jakkolwiek chcielibyśmy ją poczytać czy pooglądać, to nie ma problemu. Możemy ją czytać od początku do końca i od końca do początku, od góry do dołu lub do góry nogami! A przy tym z każdej strony ma sens, a ponadto przekazuje nam pewną wiadomość!

Zapraszam do lektury książki Co za szczęście! Co za pech! Thomasa Hallinga.

Dziewczynka o imieniu Amanda pewnego pięknego, słonecznego dnia wybrała się na spacer. Thomas Halling autor tej małej, ale jakże mądrej książeczki pokazuje nam dzień, który przeżyła dziewczynka jako szczęśliwy lub pechowy. W zależności od naszego humoru czy samopoczucia lub okularów, przez które zwykle oglądamy świat (różowych lub ponurych, czarnych) możemy dostrzec szczęście, które spotkało Amandę lub pech, który ją prześladował.

Przeszła przez ulicę. Co za pech! Gdyby nie to, pogłaskałaby milutkiego psa.

Skręciła w lewo. Co za szczęście! Gdyby nie to, na głowę spadłaby jej doniczka z kwiatami.

20151013_165757

Opowieść o Amandzie została zilustrowana przez Evę Eriksson, która ciekawie przedstawiła wydarzenia z jej dnia. Czynności, które wykonała dziewczynka są przedstawione w kolorze. A te domniemane, które mogły się wydarzyć, szczęśliwe czy pechowe, są ukazane w odcieniach szarości.

Książka może być fantastycznym początkiem do rozmowy z dziećmi na temat przysłowiowego szczęścia czy pecha lub dostrzegania ich w swoim życiu. Z drugiej strony to rewelacyjny przyczynek do rozmowy o tym, że nasze życie może być szczęśliwe, jeśli nadamy mu taki sens lub pechowe, jeśli ciągle dostrzegamy w nim pecha!

Myślę, że opowieść o Amandzie będzie ciekawa zarówno dla dzieci (już w wieku przedszkolnym), jak i dorosłych. Czytając ją czy dyskutując na jej temat możemy się wiele nauczyć i zmienić patrzenie na własne życie.

Bawmy się razem z Amandą i pamiętajmy, co za szczęście, że możemy o niej czytać 😉 Polecam!

20151013_165742

20151013_165733 Thomas Halling, Eva Eriksson, Co za szczęście! Co za pech!, Wydawnictwo EneDueRabe: Gdańsk 2010.

Miłosna opowieść dla dzieci

Dzisiaj miałam napisać zupełnie o czymś innym, ale odebrałam książki, które kupiłam swojej chrześnicy i wśród nich było to małe cudo. Po wyjściu z księgarni szłam ulicą, czytałam tę książkę dla dzieci i uśmiechałam się przy tym szeroko, więc musiałam wyglądać co najmniej dziwnie 😉

Szukając ciekawego, oczywiście książkowego, prezentu, przypadkiem natknęłam się na miłosną opowieść dla dzieci napisaną przez Agnieszkę Frączek i zilustrowaną przez Elen Lescoat. Książka ta nosi tytuł Kocham cię! i opowiada oczywiście o miłości.

Agnieszka Frączek niezwykle prosto, a zarazem bardzo mądrze opisała uczucie miłości jakim każdy mały człowiek darzy swoich najbliższych: mamę, tatę, babcię, a nawet pluszowego misia. Autorka tej książki jest poetką, dlatego ta miłosna historia jest napisana wierszem, dzięki czemu świetnie się ją czyta i słucha oraz szybko zapada w pamięć.

Agnieszka Frączek tworząc tą opowieść, sięgnęła do doświadczeń znanych dzieciom, dlatego jest ona łatwa w odbiorze, a przy tym niezwykle realistyczna. Myślę, że wiele dzieci rzuca się na swoich tatusiów po ich powrocie z pracy ze słowami:

Tatuś! Jesteś nareszcie! Tak się stęskniłam, jakbyś ze dwieście albo ze trzysta lat był w tym biurze!

20151013_173118

czy też chce pomagać swoim mamusiom, na przykład w pieczeniu ciasta:

Mogę miksować…? Mogę! To super! Ojej, jak pachnie! Już za minutę całe (mniam) ciasto znajdzie się w brzusiu. Jak ja cię kocham, moja mamusiu!

20151013_173130

Oprócz uroczego tekstu wielkim atutem tej książki są piękne, kolorowe ilustracje. Przedstawiają one główną bohaterkę w otoczeniu najbliższych, ukochanych osób. Jest zapracowany tata, który ma jeszcze siłę na figle i psoty, jest dająca całusa mamusia, pachnąca ciastem, jest ukochany pluszak, z którym lepiej się zasypia czy wreszcie daleko mieszkająca babcia, która przyjechała z niespodzianką. Uśmiechamy się mimowolnie na sam widok tych urokliwych ilustracji.

Ta książka może być świetnym prezentem dla dziecka (a zbliża się grudzień i wiele okazji mikołajowo – światecznych), ale sądzę, że rodzice i dziadkowie też ucieszyliby się z tej niewielkiej opowieści miłosnej!  Serdecznie polecam!

20151013_173054 Agnieszka Fraczek, Elen Lescoat, Kocham cię!, Wydawnictwo Debit: Bielsko – Biała 2010.

Opowieść onkocelebryty

Kiedy czytam o chorobach, a szczególnie chorobie nowotworowej, zastanawiam się, co ja zrobiłabym w takiej sytuacji. Załamała się czy wręcz przeciwnie walczyła?! Podziwiam te osoby, które pomimo wszystko nie poddały się i walczyły, dzięki temu mogą być dla przeciętnego człowieka przykładem, a o ich zmaganiach możemy poczytać.

Tego księdza poznałam (cóż poznałam to za duże słowo, raczej poczytałam w tym wypadku 😉 ), kiedy zachorował na raka mózgu. Mówi o sobie, że jest onkocelebrytą, czyli osobą znaną z tego, że ma raka (s. 223). Bardzo miło jest mi przedstawić księdza Jana Kaczkowskiego, który wraz z Piotrem Żyłką napisał książkę Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość.

Życie na pełnej petardzie to wywiad rzeka Piotra Żyłki z księdzem Janem – niepokornym, często o niewyparzonej gębie (jego słowa 😉 ). To książka o zmaganiu się z chorobą, ale głównie książka o życiu. To opowieść o domu rodzinnym, o miłości, szacunku oraz o opiekuńczości, o rodzicach i rodzeństwie. To wreszcie wspomnienia o babci Wisi, która żyła wiarą i przekazała ją swojemu wnukowi. To historia o szkole, zdobytych tam doświadczeniach i wielkich niepowodzeniach. To również opowieść o seminarium, o wielu sukcesach i trudnościach z tamtego okresu. To wreszcie historia o kapłaństwie, o celibacie, o byciu spowiednikiem i pracy kapelana w szpitalu.

Ksiądz Kaczkowski opowiada w książce również o założonym przez siebie hospicjum w Pucku im. Św. Ojca Pio. Wspomina o początkach tej instytucji, wielu pokonanych już przeszkodach, ale i stojących przed placówką zadaniach i rozbudowie.

Jan Kaczkowski jako ksiądz, wyraża również w książce swoją opinię i przekazuje istotne informacje o wielu nurtujących współczesnych ludzi zagadnieniach z dziedziny bioetyki, takich jak aborcja, in vitro, antykoncepcja czy kara śmierci.

Życie na pełnej petardzie czyta się niezwykle szybko. Książka porusza niejednokrotnie bardzo trudne tematy, więc jest poważna, ale nie pompatyczna. Ksiądz Kaczkowski jest szczery w swoich opowiadaniach, niejedno już w życiu przeżył, a mimo to zachował pogodne usposobienie, da się go lubić. Z linijek książki możemy wyczytać, że ksiądz Kaczkowski to dobry, wrażliwy człowiek o dużym poczuciu humoru i dystansie do siebie.

Bardzo serdecznie polecam książkę o najsłynniejszym księdzu wśród onkocelebrytów 🙂

20151006_191017 Ksiądz Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka, Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość, Wydawnictwo WAM: Kraków 2015.