Archive | Listopad 2015

Położna – opiekunka i asystentka

Nie jestem fanką literatury faktu, choć zdarzyło mi się kilka tego rodzaju książek przeczytać; nie posiadam również dzieci i nie jestem w ciąży, a pomimo tego sięgnęłam po książkę, która opowiada o ciąży i porodzie.

Położna to bardzo stary i niezwykle potrzebny zawód, a jednak osoby go wykonujące przez lata były spychane na margines hierarchii szpitalnej, gdzieś pomiędzy pielęgniarki, a salowe, opowiada położna, jedna z rozmówczyń Sylwii Szwed. Z drugiej strony położne nazywano babkami, babuszkami, znachorkami, akuszerkami, mądrymi czy też mundrymi, bo były to bardzo mądre i szanowane kobiety, relacjonuje inna.

Sylwia Szwed jest reporterką, autorką książki Mundra, w której opisała swoje rozmowy z dziesięcioma położnymi. Jak sama pisze w przedmowie, książka ta powstała z egoistycznej ciekawości, gdyż autorka chciała, wiedzieć, co ją czeka, kiedy będzie rodzić własne dziecko. Mundra jest cenną pozycją, gdyż opowiada o porodzie, jednak nie z perspektywy położnicy, ale położnej.

Sylwia Szwed rozmawiała z dziesięcioma zupełnie różnymi kobietami, w różnym wieku, z różnym bagażem doświadczeń, matkami i bezdzietnymi, wierzącymi i ateistkami. Pozwoliła im opowiedzieć o swojej historii, o początkach swojej pracy, o motywach wyboru zawodu, sukcesach i trudnościach, a także o samych pacjentkach. Czytamy o porodach w czasie wojny, okresie komunizmu, ale i tych współczesnych. Zaglądamy do porodówek w Polsce, ale i Tanzanii czy Danii. Dowiadujemy się dlaczego coraz częściej kobiety wybierają porody domowe, a dlaczego jeszcze niedawno każda chciała urodzić w szpitalu.

Mundra jest niezwykle ciekawą książką. Momentami czyta się ją jak najlepszą powieść, a innymi razy jak opowieść akcji czy wręcz grozy. Uważny Czytelnik dostrzeże ogrom pracy i serca, ale także poświęcenia, które położne wkładają w swój zawód.

Ta książka jest bardzo potrzebna, ponieważ skłania do refleksji, ale także powoduje poszerzenie naszych horyzontów i wejście w świat, który dla niektórych pozostaje zamknięty. Może stać się przyczynkiem wielu dyskusji i rozmów, a także nieuchronnych zmian na polskich porodówkach i w myśleniu położnic i ich bliskich. Może być również sposobem na oswojenie lęku, poznaniem tego, co nowe i niepewne.

Zachęcam do przeczytania Mundry kobiety, ale również mężczyzn, bo taka lektura zdecydowanie ubogaca. Polecam!

20151126_190201Sylwia Szwed, Mundra, Wydawnictwo Czarne: Wołowiec 2014.

Księżniczka Lena, chomik i umiar

Każda dziewczynka marzy o tym, aby być księżniczką. Mieszkać w pięknym pałacu, tańczyć na balach i móc wydawać rozkazy. Warto jednak pamiętać, że księżniczki to także zwykłe dziewczynki, które czasem są samotne, czasem tęsknią, czasem nie mają się z kim bawić i również mają marzenia. Wydawnictwo Adamada wydało bardzo piękne i mądre książki w serii Księżniczki kochają zwierzęta przeznaczone w sam raz dla małych księżniczek.

Pierwsza książka w tej serii, którą mam przyjemność przedstawić to Księżniczka Lena i jej chomik autorstwa Aleix Cabrera i Rocio Bonilla.

Księżniczka Lena ma mnóstwo zwierząt, bo dostała je od znajomego chłopca z pobliskiej wioski. Bawi się z nimi całymi dniami, ale kiedy pora iść spać, wszystkie jej zwierzęta również zapadają w sen. Co robić w takiej sytuacji, jeśli cały pałac zasypia, a ona jedna nie może zasnąć? W dodatku coś stale trzeszczy, szura i stąpa!? Wszyscy wyśmiewają się z Lenki, że pewnie boi się duchów! Na całe szczęście dostaje od kolegi chomika, zwierzątko, które śpi w dzień, a bawi się w nocy. Hurra, w takim towarzystwie przyjemniej się zasypia! Tylko, że jeden chomik to za mało, więc dostaje cztery, ale szybko się okazuje, że w pałacu jest ich aż trzydzieści! No i teraz to innych mieszkańców pałacu straszy piszczenie, skrobanie i inne niepokojące hałasy! Co tu zrobić, żeby rozwiązać ten problem? Na szczęście księżniczka Lena znalazła rozwiązanie. Jakie? Przeczytajcie sami, koniecznie 😉

Księżniczka Lena i jej chomik to niezwykle urocza i zabawna książka. Opowiada mądrą historię, a ponadto jest napisana zrozumiałym i ładnym językiem. Ta opowieść została także niezwykle starannie namalowana. Ilustracje są kolorowe, bardzo ładne i przy każdym czytaniu wprost ożywają, aż chciałoby się wskoczyć do pałacu i potowarzyszyć Lenie w jej zabawach.

Książka o Lenie zawiera także bonus – praktyczny poradnik opieki nad chomikiem. Z tego krótkiego instruktarzu każda mała dziewczynka (i chłopiec 😉 ), która chce mieć chomika, dowie się co to za zwierzątko, w jaki sposób się zachowuje, gdzie można go kupić, jak o niego dbać i jak z nim postępować. Uważam, że jest to fantastyczna sprawa, gdyż każdy maluch powinien się dowiedzieć, że posiadanie zwierzątka to nie tylko radość, ale i obowiązek.

Ponadto na końcu każdej książki z serii o księżniczkach znajduje się mini słownik, w którym autorka w zrozumiały sposób tłumaczy dzieciom pojęcie, którego idea przyświeca danej historii. W opowieści o Księżniczce Lenie i jej chomiku autorka tłumaczy małym Czytelnikom słowo umiarkowanie. Pojęcie to zostało wyjaśnione w bardzo prosty i przystępny sposób. Bardzo mi się spodobała ta idea słownika, uważam, że jest to strzał w dziesiątkę.

Bardzo serdecznie polecam książkę o Księżniczce Lenie i jej chomiku 🙂

20151126_190218Aleix Cabrera, Rocio Bonilla, Księżniczka Lena i jej chomik, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2015.

O przyjaźni w leśnym zakątku

Nieszczęścia zdarzają się nie tylko ludziom, ale również zwierzętom. Pewnego dnia właściciel psa Burka bardzo się na niego zdenerwował i wyrzucił go z domu. Podobne nieszczęście spotkało kota Perseusza, jednak to on (dumny jak wszystkie koty 😉 ) obraził się na swoją panią i również stał się bezdomny. Burek z Perseuszem oboje samotni i pozbawieni domu, stali się dla siebie przyjaciółmi (w końcu nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło). Postanowili wyruszyć przed siebie i znaleźć mieszkanie. Na swojej drodze spotkali groźnego wilczka Tutka, który zawsze chodził w białej koszulce oraz władczego lwa Włochata, ale i z nimi udało im się nawiązać nić porozumienia. Czwórka przyjaciół znalazła wspólny dom i przeżyła wspaniałe przygody. Zwierzęta poznały Złotą Rybkę Bardzo Złą, pomagały złapać kolorowego, latającego smoka, uratowały małą Łucję z opresji, spędziły wspaniałą wigilię z babcią Bożenką, wybierały Bałwana Roku w Sylwestra oraz robiły wielkie porządki. Jeśli chcecie poznać wszystkie przygody Burka, Perseusza, Tutka i Włochatka, to koniecznie sięgnijcie do książki Elżbiety Pałasz Pies i kot w leśnym zakątku.

Pies i kot w leśnym zakątku to bardzo mądra i miła książka. Przygody zwierzaków są krótkie, a przy tym ciekawe i pouczające. Napisane są prostą, ale przy tym poprawną, a zarazem ładną polszczyzną.

Do każdego opowiadania dołączona jest kolorowa, przyjemna dla oka i bardzo ładna ilustracja autorstwa Elżbiety Jarząbek. Z jednej strony chciałabym, aby ilustracje były większe, ale mam świadomość, że są one w sam raz, gdyż pozostawiają miejsce dla wyobraźni.

Pies i kot w leśnym zakątku to książka przeznaczona dla dzieci w wieku przedszkolnym. Myślę, że może być towarzyszką przedszkolaków zarówno w domu, jak i przedszkolu przez cały rok, gdyż znajdziemy w niej opowiadania jesienne czy zimowe, ale także opowiadające o Bożym Narodzeniu, Sylwestrze czy Wielkanocy. Takie krótkie historie mogą być fantastycznym przyczynkiem do dłuższych rozmów z okazji różnych tradycyjnych uroczystości znajdujących się w polskim kalendarzu. Znajdziemy tam również historie o potrzebie pomagania, złości czy nudzie oraz po prostu przyjaźni 😉

Serdecznie polecam książkę Elżbiety Pałasz Pies i kot w leśnym zakątku!

20151123_203731Elżbieta Pałasz, Kot i pies w leśnym zakątku, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2015.

Wstrząsająca, ale wspaniała opowieść

Jest to pierwsza z książek Katarzyny Grocholi, którą przeczytałam. Jest niezwykle smutna, wstrząsająca i przerażająca, ale przy tym wspaniała, a nawet pokusiłabym się o określenie, że genialna. Pomimo dramatycznego tematu, który porusza, należy do moich ulubionych pozycji literackich, przeczytałam ją już kilka razy, zupełnie jakby była przestrogą, wykrzyknikiem.

Trzepot skrzydeł opowiada historię młodej kobiety – Hanki, która wychodzi za mąż za wspaniałego, wykształconego, majętnego człowieka, bez nałogów. On kocha swoją żonę, ubóstwia ją, ale czy na pewno to jest miłość? Ten kryształowy mężczyzna, nie jest osobą tak idealną, jak to może wydawać się z boku. Hanka jest maltretowana przez swojego męża, doświadcza upokorzenia i bólu, a jednak nie potrafi się wyswobodzić z tego toksycznego związku.

Hanka cierpi, jest przerażona, ale trwa w małżeństwie. Niektórzy powiedzieliby, że jest po prostu głupia, dlaczego nie odejdzie?! Wszyscy, którzy gdzieś kiedyś zetknęli się z charakterystyką faz przemocy, zapewne wiedzą, że w brew pozorom nie jest to takie proste. Katarzyna Grochola w swojej książce wspaniale opisała przebieg trzech faz przemocy. Pierwsza to faza narastania przemocy, w której sprawca jakby szuka powodów, dla których wymierza partnerowi karę czy też bardzo subiektywną sprawiedliwość.

Ręka boli, ale to nie przeszkadza, nie tak bardzo jak na przykład podbite oko.
Kto w tym państwie miewa podbite oczy? Prostytutka? Wariatka? Awanturnica? Złodziejka? Alkoholiczka?
Otóż kobieta, która szuka guza. Kobiety, które tak bardzo krzywdzą mężczyzn, że ci mimo anielskiej cierpliwości, nie mogą nad sobą w końcu zapanować. Prowokatorki. Oraz, oczywiście, idiotki, które mogły się zderzyć z otwartą szafką w kuchni (s. 102-3).

Druga jest nazywana fazą ostrej przemocy, w której sprawca wyładowuje swoje nagromadzone negatywne emocje na ofierze.

Ale nie mogłam o tym nikomu powiedzieć. Bo będzie, tak jak w życiu bywa- skoro cię uderzył, to znaczy, że miał powód. Przecież bez powodu nikt nikogo nie uderza. Znienacka. Krzesłem. Pięścią. Otwartą dłonią.
W nocy. Rano. Przed obiadem. W łazience.
Nie, to przecież niemożliwe. Sama się o to prosiła. Może to lubi? Gdyby nie lubiła być bita, toby odeszła, prawda?
Nieprawda.
Świata nie ma, kiedy cię ktoś upokarza. Świat zewnętrzny przestaje istnieć. Nie ma rodziców, nie ma prawników, nie ma terapeutów, nie ma przyjaciół. Jesteś tylko ty i on. Oprawca (s. 138-9).

Trzecia, ostatnia faza przemocy, nazywana jest miodowym miesiącem, jest to bardzo niebezpieczny etap, gdyż jest to przyczyna trwania w toksycznych związkach naznaczonych przemocą. Korzący się, przepraszający i obiecujący poprawę kat daje nadzieję swojemu pokrzywdzonemu partnerowi, że w końcu zrozumiał swoje złe zachowanie i zmieni się w kochającego męża czy ojca.

Kiedy pierwszy raz mnie odepchnął tak mocno, że uderzyłam głową o ścianę w przedpokoju i upadłam, byłam pewna, że żałuje.
Wziął mnie na ręce, zaniósł do sypialni, przybiegł z lodem, tulił mnie do siebie i mówił:
– Przepraszam, nie wiem, co się ze mną dzieje, wybacz mi, ja cię kocham, nie zasługuję na ciebie, przepraszam.
A, ja, patrząc na jego przerażone oczy, wiedziałam, że nie mogę go odepchnąć i pogrążyć w tej rozpaczy (s. 71-2).

Trzepot skrzydeł jest fantastycznie napisaną opowieścią, którą czyta się jednym tchem. Relacja Hanki z jej mężem, niewiara jej koleżanek, rozstania i powroty, to wszystko jest bardzo rzeczywiste, wręcz namacalne, jakby działo się tuż za ścianą. Pamiętam, że pewnego dnia oglądałam Katarzynę Grocholę w bodajże jednym z programów śniadaniowych, w którym akurat rozmawiano o przemocy w związkach. Pani Grochola powiedziała wtedy, że zaraz po publikacji Trzepotu skrzydeł jeden z jej znajomych powiedział, że zabije swoją żonę za to, że opowiedziała jej o ich życiu. Katarzyna Grochola była w szoku, nie wiedziała, że tak blisko niej, w domu jej znajomych rozgrywa się piekło! Trzepot skrzydeł był fikcją literacką, a jednak mógł nią nie być…

Bardzo polecam!

20151115_191142Katarzyna Grochola, Trzepot skrzydeł, Wydawnictwo Literackie: Kraków 2008.

Baśniowa przygoda Wilka

Pamiętam, że jest taki fragment w Akademii Pana Kleksa, w którym pan Kleks poprosił Adasia, aby udał się do bajki o Dziewczynce z zapałkami i przyniósł pudełko zapałek. Chcielibyście kiedyś wybrać się do którejś z Waszych ulubionych bajek? A może kiedyś marzyliście, aby móc podróżować po wielu bajkach? Myślę, że byłoby to całkiem miłe wydarzenie.

Podobna przygoda przydarzyła się naszemu dobremu znajomemu Wilkowi, jednak jemu nie było już tak miło. No cóż, jeśli jest się wilkiem, nawet takim o dobrym sercu, nikt przecież nie wierzy w jego szczere zamiary, ale w każdej sytuacji wietrzy podstęp… No, ale od początku 😉

Nadeszła piękna wiosna i z tej okazji w lesie miało się odbyć przyjęcie. Wilk postanowił, że upiecze szarlotkę, ale nie było to takie proste, gdyż nie wiedział jak się do tego zabrać. Zdecydował, że wybierze się do lasu i tam znajdzie pomoc. Na swojej drodze spotkał trzy świnki, które budowały swoje domki, a zobaczywszy Wilka przeraziły się nie na żarty i już miały uciekać, lecz, ku ich zdumieniu, Wilk okazał się wspaniałym pomocnikiem. W zamian za pomoc świnki podarowały Wilkowi przepis na szarlotkę według pomysłu ciotki Roży. W poszukiwaniu mąki trafił do domu Mamy Kozy i siedmiu koźlątek, ale ta wizyta nie okazała się dla Wilczka miła. Następnie spotkał na swojej drodze Czerwonego Kapturka, a także wielu innych bajkowych bohaterów… Jak się zapewne domyślacie, żadna spotkana przez Wilka postać z bajki nie ucieszyła się na jego widok, ale prędzej czy później Wilk okazywał się godny sympatii. Jak się skończyła wizyta Wilka w Baśniowym Lesie? Kogo jeszcze spotkał Wilk? Dowiecie się tego, jeśli sięgniecie do opowieści Orianne Lallemand i Eleonore Thuillier O Wilku, który trafił do Baśniowego Lasu.

Kolejna przygoda Wilka to wiele wspaniałej zabawy i mnóstwo radości. Odgadywanie tytułów bajek, do których trafił Wilk czy przypominanie sobie ich historii to tylko niektóre z zabaw, które mogą towarzyszyć tej lekturze. Uważny Czytelnik (zarówno mały, jak i duży 😉 ) może pobawić się w odnajdywanie mnóstwa innych bajkowych bohaterów, z którymi nie rozmawiał Wilk, ale którzy pojawiają się na kartach książki na przepięknych ilustracjach.

O Wilku, który trafił do Baśniowego Lasu to bardzo ciekawa, sympatyczna opowieść. Dzisiaj czytałam ją przedszkolakom i muszę przyznać, że słuchały jej z szeroko otwartymi oczami, gdyż zrobiła na nich bardzo pozytywne wrażenie i była po prostu ciekawa. Dzieci prześcigały się w odgadywaniu, jakich bohaterów spotkał Wilk i co od nich dostał.

O Wilku, który trafił do Baśniowego Lasu to także fajna, bez narzucającego się dydaktyzmu, opowieść o tym, że warto dać innym ludziom drugą szansę lub w ogóle szansę na pokazanie swoich dobrych stron i że nie warto oceniać po pozorach, bo można się łatwo pomylić.

Opowieści o Wilku są przeznaczone dla dzieci od trzeciego roku życia, ale zarówno młodsi, jak i starsi Czytelnicy, znajdą w tej serii wiele ciekawych wątków i przeżyją mnóstwo dobrej zabawy.

Bardzo serdecznie polecam opowieść O Wilku, który trafił do Baśniowego Lasu 😉 A zapomniałabym, w książce bonus, przepis na szarlotkę ciotki Róży, niejeden Czytelnik to łasuch (nie tylko literacki 😉 ), a więc życzę dobrej zabawy i smacznego! 😉

20151119_195547Orianne Lallemand, Eleonore Thuiller, O Wilku, który trafił do Baśniowego Lasu, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2015.

Moja słabość do Borejków

Wszyscy, którzy czytali moją recenzję Jeżycjada – moja miłość od pierwszego wejrzenia i wiedzą, że 6 listopada została wydana kolejna część Jeżycjady – Feblik, dziwią się zapewne, dlaczego nic o tej książce nie ma napisałam. Feblika przeczytałam już kilka dni temu, ale kompletnie nie miałam czasu o nim napisać, no cóż, czasem życie jest ważniejsze 😉 Kończy się dla mnie długi i miły weekend, dlatego czas podzielić się moimi wrażenia mi po lekturze.

Końcem października przypomniałam sobie Wnuczkę do orzechów, gdyż akcja Feblika dzieje się jakby w środku akcji Wnuczki… od soboty 10 sierpnia 2013 do wtorku 13 sierpnia tegoż roku (a Wnuczki… od niedzieli 28 lipca do wtorku 13 sierpnia 2013).

Główną bohaterką tej części Jeżycjady jest Agnieszka Żyra, studentka malarstwa. Agnieszkę poznajemy w tym samym czasie, w którym Ignaś niesiony na skrzydłach amora pędzi do Poznania, aby złapać pociąg do Wrocławia, gdzie czeka na niego Magdusia. Jak to zwykle w życiu i literaturze bywa los postanowił zadrwić z Ignasia, utrudnić mu wyjazd do ukochanej, ale łaskawie zetknąć go z Agnieszką oraz jej trudną rodziną.

Oprócz czytania o perypetiach Ignasia, możemy zajrzeć do domu Patrycji i odpoczywać razem z resztą Borejków, którzy spędzają u niej wakacje. Zupełną niespodzianką była dla mnie wizyta u Górskich Laury z Adamem, którzy skrócili swój urlop z bardzo ważnego powodu 😉

Skoro Feblik dzieje się jakby we Wnuczce… możemy przeczytać także o Dorocie, Józefie i Idzie, która wreszcie pozna adoratora swojej młodej przyjaciółki;-)

Zupełnie fantastycznie czytało mi się listy pomiędzy Gabrysią, a Idą, w których siostry wymieniały się obserwacjami i relacjami z przeżywanych sierpniowych dni. Jeden z ostatnich listów Idy bardzo mnie ucieszył, ale i wzruszył.

Feblik jest cudną, uroczą książką. Brawo dla Pani Małgorzaty Musierowicz za tą fantastyczną powieść. Bardzo Pani za nią dziękuję, gdyż sprawiła mi ona wielką przyjemność i dała ogromną radość. Czytając Feblika marzyłam, aby przenieść się w okolice Kostrzyna i choć na krótką chwilę usiąść przy stole razem z Borejkami!

Już nie mogę się doczekać kolejnej (już obiecanej 😉 ) części Jeżycjady, która będzie się nazywała Ciotka Zgryzotka.

Bardzo serdecznie polecam Feblika oraz resztę książek z serii Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz. Kończę tą krótką recenzję, gdyż pędzę przeczytać Feblika jeszcze raz!

20151115_191128Małgorzata Musierowicz, Feblik, Wydawnitwo Akapit Press: Łódź 2015.

Worek z opowieściami

W 1920 roku do brzegów Stambułu dopływa rosyjski statek. Pasażerowie tego statku to Rosjanie, którzy nie potrafili lub nie mogli żyć w porewolucyjnym porządku. Wśród przybyszów znaleźli się młodziutka Agrypina Fiodorowna Antipowa i jej mąż generał Paweł Pawłowicz Antipow. Stambuł miał stać się ich nowym miejscem na ziemi, nowym domem. Po szczęśliwym, aczkolwiek trudnym początku, miasto przestało być dla nich przyjazne…

W 1966 roku Agrypina wraz z mężem wprowadzają się do pięknej nowej kamienicy nazwanej Pałacem Cukiereczek. Ten piękny pałacyk to prezent od Pawła dla schorowanej żony, to dar miłości, prośba o przebaczenie.

W 2002 roku w dziesięciu mieszkaniach kamienicy Pałacu Cukiereczek, mieszczącej się przy ulicy Żurnalowej numer 88 w Stambule, zamieszkują bardzo różne osobowości. Jest tam dozorca i jego silna żona, student ze swoim ogromnym psem, dwaj fryzjerzy -bliźniacy Cemal i Celal, rodzina Ognistych, Hadżi Haci z synem, synową i wnukami, Metin Twardziel z żoną Nadią, profesor uniwersytecki, Błękitna Kochanka, Tijen Czyścioszka z córką i Madame Babcia. Wszyscy ci mieszkańcy to paleta indywidualności, można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że to straszni dziwacy. O każdym z nich dowiadujemy się wielu interesujących rzeczy i poznajemy ich perypetie.

Pałac Cukiereczek lata świetlności ma już za sobą, żeby tego było mało, przy murach kamienicy pojawiają się stosy śmieci. Śmieci są codziennie wywożone, ale codziennie ich przybywa. W całej kamienicy unosi się straszliwy fetor, mieszkańcy nie są w stanie normalnie mieszkać i funkcjonować. Każdy próbuje wymyślić jak pozbyć się śmieci, ale nie jest to takie proste. Kiedy pewnego dnia na murach kamienicy pojawia się ostrzeżenie, jest to początek końca.

Pchli pałac to kolejna z książek Elif Shafak, którą bardzo polecam. Jest to przede wszystkim opowieść o ludziach. O indywidualistach i dziwakach, o ich skomplikowanych sytuacjach życiowych i relacjach między nimi. Kamienica żyje własnym życiem, w jej murach spotkamy ludzi z zasadami i bez zasad, ludzi słabych i silnych, pogubionych i szukających celu, tych pozostających w związkach i samotnych.

Pchli pałac to powieść wielowątkowa. Jest jak worek z różnymi opowieściami, który przy każdym oglądaniu pozwala nam dostrzec nowy detal, nową historię.

Pchli pałac czyta się miejscami jak dobry kryminał. Czytelnik poznając kolejnych mieszkańców Pałacu Cukiereczek dostaje nowe tropy, odnajduje nowe ślady, które mogą go zaprowadzić do odkrycia tajemnicy. Każdy mieszkaniec tego domu ma jakiś sekret i swoją własną historię.

O jednych bohaterach powieści dowiadujemy się więcej, a o niektórych niestety zdecydowanie mniej, choć chciałoby się jeszcze o nich przeczytać. Jest to dla mnie jedyna wada tej powieści jaką odnalazłam.

Bardzo serdecznie polecam Pchli pałac. Myślę, że z radością przeniesiecie się do niewielkiej kamienicy Pałacu Cukiereczek i zanurzycie się w tej opowieści, podobnie jak uczyniłam to ja 😉

20151105_193755Elif Shafak, Pchli pałac, Wydawnictwo Literackie: Kraków 2009.