Archive | Kwiecień 2016

Lekkie czytadło na wieczór

Każda kobieta (nie wiem, jak to jest z mężczyznami, bo niestety nie znam zbyt wielu zagorzałych Czytelników płci męskiej, a szkoda 😉 ) ma czasem ochotę przeczytać romansidło lub po prostu czytadło. Czytadłem nazywam takie książki, przy których nie trzeba za wiele myśleć, można się oddać lekturze, wyłączyć rozum i po prostu się zrelaksować.

Całkiem niedawno wpadła mi w ręce nowa powieść Emily Giffin (Czytelniczki mogą kojarzyć tę autorkę, bodajże, z jej najbardziej znanej książki pt. Coś pożyczonego lub hollywoodzkiego filmu na jej podstawie pt. Pożyczony narzeczony) nosząca tytuł Ten jedyny. Jest to zdecydowanie czytadło, trochę romansidło, ale przy tej książce momentami trudno wyłączyć myślenie, gdyż sporo akcji dotyczy amerykańskiego futbolu i czasem, aby zrozumieć treść (choć inny sposób, to ominięcie tych fragmentów 😉 ) trzeba trochę pogłówkować!

Shea to młoda kobieta, której życie jest bardzo przeciętne, nie całkiem szczęśliwe, ale powiedzmy, że poukładane. Shea ma pracę, którą lubi, choć nie jest to szczyt jej marzeń i ambicji. Ma chłopaka, z którym jest, ale go nie kocha i nie wiąże z nim przyszłości. Jedyne, co jest pewne i w dodatku bardzo ważne w jej życiu to futbol! Shea może nie iść na zakupy, może nie wiedzieć, co jest najmodniejsze w danym sezonie, ale nie może opuścić meczu!

Od dnia pogrzebu matki najlepszej przyjaciółki Shei, coś zaczyna zgrzytać w jej stabilnym życiu. Odkrywa (choć zajmie jej to sporo czasu), co lub kto tak naprawdę jest dla niej najważniejszy. Aby zdobyć tego jedynego, Shea będzie musiała przewartościować swoje życie i dokonać bardzo trudnego wyboru. Co zdecyduje Shea? Czy jej wybór na pewno będzie najwłaściwszy?

Ten jedyny to dosyć gruba powieść (ponad 500 stron), którą całkiem szybko się czyta. Na początku miałam trochę poczucie, że ta książka mnie nudzi i nie wciąga zbyt szybko, ale później ani się obejrzałam, a już ją przeczytałam! Dla Czytelniczek (- ków 😉 ), które nie są fankami sportów, a w szczególności piłki nożnej czy futbolu, ta część akcji może nie być zbyt ciekawa, ale jest do przeżycia (ja również nie przepadam za grą w piłkę).

Generalnie powieść Emily Giffin jest ciekawa, przyjemnie się ją czyta i zdecydowanie wypełnia swoją rolę czytadła na wieczór, czyli daje przerwę od myślenia i relaksuje.

Jeśli chcecie się oderwać od rzeczywistości i odpocząć przy lekkiej lekturze, to zdecydowanie polecam Tego jedynego 🙂

DSC_0159Emily Giffin, Ten jedyny, Wydawnictwo Otwarte: Kraków 2014.

Reklamy

Jakie to szczęście…

Niedawno pisałam o świetnej książce Guido van Genechtena pt. Rikuś, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Adamada, a dzisiaj chciałabym przedstawić kolejną rewelacyjną opowieść tego autora. Zatem zapraszam 😉

Kicek to młody, pełen energii i bardzo rozkicany zając. Co rano odczuwał COŚ, co pchało go do działania i całodniowego kicania. Zajączek nie wiedział czym jest to COŚ, ale był wierny swemu przeczuciu. Kicek, podobnie jak inne zające, miał bardzo dobry i wrażliwy węch, dzięki któremu zawsze zdobywał najsmaczniejsze jedzenie. Codziennie, odkąd pamiętał, węszył, kicał, chrupał, odpoczywał pod ulubioną jodłą i dzięki temu był szczęśliwy. Jednak pewnego dnia zdarzyło się coś zupełnie nietypowego, gdyż Kicek wyczuł w powietrzu pewien zapach. Nie był to jednak zapach jedzenia, był to zapach tajemniczy, cudowny i bardzo przyciągający. Kicek pomknął za swoim węchem, a tam czekała go wielka niespodzianka… Domyślacie się kogo lub co zobaczył Kicek? 🙂 Bez względu na Waszą odpowiedź koniecznie sięgnijcie do książki Jakie to szczęście, że cię znalazłem, bo to naprawdę kapitalna historia!

DSC_0058

Guido van Genechten stworzył cudowną, uroczą i bardzo ładną opowieść. Historia jest na tyle prosta, że spodoba się małym dzieciom, ale także na tyle dowcipna, mądra i napisana z wielkim wyczuciem oraz wrażliwością, że spodoba się nieco starszym Czytelnikom. Moje przedszkolaki słuchały historii Kicka z wielkim zainteresowaniem, ale także były zauroczone ilustracjami.

DSC_0061

Ilustracje do książki Jakie to szczęście, że cię znalazłem to jedne z ładniejszych ilustracji, jakie widziałam w książkach dla dzieci. Są bajecznie kolorowe oraz pełne ciekawych i miejscami zabawnych detali. Gdybym urządzała pokój dla dziecka lub, powiedzmy, przedszkole czy żłobek, to chciałabym, aby właśnie takie obrazy zdobiły ściany tych miejsc. Są to ilustracje, z których aż bije sielskość, beztroska i piękno samej natury.

Kolejnym atutem ilustracji jest to, że na ich podstawie można rozmawiać z małymi Czytelnikami o upływie czasu, o zmieniających się porach dnia oraz porach roku. Można także bawić się w odnajdywanie szczegółów, w nazywanie występujących tam zwierząt czy liczenie kwiatów, drzew lub opadłych szyszek 😉

DSC_0059

Jakie to szczęście, że cię znalazłem Guido van Genechtena to wzruszająca, sympatyczna i bardzo prosta, a zarazem mądra książka o poszukiwaniu szczęścia i znalezieniu miłości.

Bardzo polecam!

DSC_0057Guido van Genechten, Jakie to szczęście, że cię znalazłem, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2016.

Lena i zabawa w lekarza

Mam nadzieję, że pamiętacie Lenę – małą, rozbrykaną i bardzo (BARDZO) rozgadaną dziewczynkę 😉 Pisałam już o jej zabawie w nauczycielkę i o przyjęciu urodzinowym. Z chęcią przedstawiam kolejną przygodę Leny i jej małego braciszka Kubusia.

DSC_0162

Braciszek Leny – Kuba – już nie jest małym dzidziusiem, tylko temperamentnym berbeciem,  dzięki temu może bawić się z nią w najróżniejsze zabawy. Tym razem Lena wymyśliła zabawę w miłą panią doktor i pomimo tego, że nie posiadała do tego potrzebnych akcesoriów, nie było to dla niej żadną przeszkodą. Biały fartuszek do malowania, kuchenne, gumowe rękawice, słuchawki z zestawu muzycznego, kapelusz mamy, teczka taty, łyżka do butów oraz garść wyobraźni i Lena jest najprawdziwszą lekarką! 😉 Oczywiście, aby być lekarzem, trzeba także mieć lekarstwo, ale i to dla Leny nie jest żadnym problemem – przecież łazienka jest bogata w różnego rodzaju płyny, pasty i inne substancje, które można dowolnie mieszać i eksperymentować. Wszystko byłoby dobrze, ale Lenka zapomniała … o swoim braciszku! Wtedy zaczęły się prawdziwe kłopoty, których finałem była bardzo nieprzyjemna wizyta PRAWDZIWEGO pana doktora! Koniecznie zaopatrzcie się w książkę Lena. Mała pani doktor, a dowiecie się, dlaczego niewinna zabawa zakończyła się niezbyt miłym realnym szczepieniem 🙂

DSC_0164

Książki o rezolutnej Lenie, autorstwa Fanny Joly z ilustracjami Roser Capdevila, są bardzo zabawne, sympatyczne i interesujące. Przedszkolaki, którym czytałam opowiadanie o Lenie. Małej pani doktor, były zasłuchane, zaciekawione i z wielkim zainteresowaniem śledziły przebieg akcji. Dzieci bardzo lubią historyjki, które one same mogłyby inicjować i naśladować w zabawie, a świadomość, że Lena jest dziewczynką podobną do nich, niezbyt grzeczną, z bogatą wyobraźnią i trochę przemądrzałą, tylko nadaje tej postaci realizmu.

Ilustracje do opowiadań o Lenie są dowcipne, urokliwe, kolorowe i niebanalne. Świetnie oddają opisaną przygodę i niezwykle trafnie pokazują wszystkie emocje, które Lena przeżywa.

DSC_0163

Wielkość oraz format czcionki, a także podkreślenie niektórych wyrazów czy wyrażeń na inny kolor umożliwia dzieciom podjęcie prób samodzielnego czytania. Wśród swoich przedszkolaków zaobserwowałam chęć do poznania obrazu graficznego niektórych wyrazów, dzieci chcą, aby im pokazać, gdzie jest napisane wybrane przez nich słowo, a to jest dobry punkt wyjścia do wczesnej nauki czytania (np. metodą globalną).

Bardzo serdecznie polecam książkę Lena. Mała pani doktor 🙂 Gwarantuję dobrą zabawę przy tej lekturze 😉

DSC_0160 Fanny Joly, Lena. Mała pani doktor, Wydawnictwo Debit: Bielsko – Biała 2016.

Literacki Mount Everest

Z okazji Światowego Dnia Książki postanowiłam napisać tekst zupełnie inny. Tekst bardziej osobisty i trochę przewrotny 🙂 Zapraszam!

W domu mojego dzieciństwa nie było zbyt wielu książek. Niestety. Nie mam również wspomnień, że siedzimy z rodzicami czy dziadkami i czytamy książki. Niestety. Nauka czytania także nie szła mi zbyt dobrze. Bardzo długo głoskowałam i dukałam, nieudolnie składałam litery i nic sensownego nie chciało z tego wyjść.

Mam jedno przykre wspomnienie z dzieciństwa, które dotyczy moich początków nauki czytania. Pamiętam, że zacinając się i dukając, po wielu trudach i mozołach wreszcie przeczytałam książkę Adama Bahdaja Pilot i ja. Uradowana i pełna nadziei pobiegłam do mamy, aby pochwalić się z wielkiego sukcesu i czekałam na (w moim ówczesnym przekonaniu) zasłużone i ogromne pochwały. Pamiętam, że mama była zajęta praniem (wtedy pralki automatyczne nie były łatwo dostępne, dlatego pranie było dużym przedsięwzięciem), a kiedy słuchała mojego wesołego sprawozdania, że właśnie całkiem samodzielnie przeczytałam CAŁĄ książkę, popatrzyła na mnie i powiedziała: „To przeczytaj jeszcze raz”. Do dnia dzisiejszego pamiętam to ogromne rozczarowanie i niedocenienie mojego trudu. Dzisiaj potrafię wczuć się w sytuację, wiem, że mama ciężko pracowała, a ja miałam siedzieć cicho i nie przeszkadzać, ale był to wtedy dla mnie ogromny cios. Wiele lat później, kiedy pracowałam jako opiekunka, Pilot i ja wpadł mi w ręce i z przerażeniem stwierdziłam, że ma nie więcej niż kilka stron, a w dzieciństwie miałam wrażenie, że to literacki Mount Everest, którego nie potrafię czy też nie mam siły zdobyć.

Potem chyba całkiem szybko nauczyłam się czytać, zapisałam się do biblioteki, a kiedy w bodajże piątej klasie wzięłam w ręce Anię z Zielonego Wzgórza, świat stanął przede mną otworem! Od tamtej pory nie było chyba dnia, abym nie przeczytała choć kilka stron…

W liceum poznałam twórczość Doroty Terakowskiej i jej powieści to dla mnie w dalszym ciągu jedne z najlepszych książek jakie czytałam w życiu. Na studiach zakochałam się w Jeżycjadzie Małgorzaty Musierowicz (ale o tym już pisałam 😉 ) i gdybym mogła, to choć na kilka chwil chciałabym usiąść z Borejkami przy stole i napić się tej mocnej i aromatycznej herbaty, którą oni zawsze piją 😉

Książki to moja wielka miłość! Koniec i kropka 😉 Mogę nie oglądać telewizji, mogę nie chodzić do kina (choć bardzo to lubię), ale nie mogłabym nie czytać! Wszystkich, a zwłaszcza dzieci (te w mojej pracy i dzieci wszystkich moich przyjaciół i znajomych) staram się zarażać literaturą. Komu tylko mogę, z okazji różnych uroczystości, kupuję właśnie książki, bo uważam, że to najlepszy prezent i znakomita inwestycja.

Z okazji Światowego Dnia Książki życzę Wam i sobie wielu znakomitych książek i znalezienia czasu na czytanie! Zaprzyjaźnijcie się z książkami, a Wasze życie będzie dużo ciekawsze i piękniejsze!

Powrót do Fjallbacki

W kolejny czwartek wracam z recenzją do urokliwej, aczkolwiek przerażającej Fjallbacki. Tym razem przedstawiam już piątą część sagi kryminalnej Camilli Lackberg, której akcja toczy się na tej szwedzkiej prowincji.

Do tej pory wszystkie zbrodnie we Fjallbace działy się w pobliżu domu Eriki Falck, ale można śmiało napisać, że nie dotyczyły jej bezpośrednio. Akcja tej powieści osobiście dotyka Eriki, dlatego warto zdecydowanie podkreślić, że to jej bardzo osobista historia. Jesteście zaintrygowani?! Mam nadzieję, że tak, bo Niemiecki bękart to naprawdę mocna i wciągająca książka.

Pewnego dnia, pośród staroci na strychu, Erika odnajduje osobiste rzeczy swojej matki. Wśród pamiątek z dzieciństwa, pisarka dostrzega kilka cienkich zeszytów, które okazują się pamiętnikami matki, zakrwawiony niemowlęcy kaftanik oraz hitlerowski medal. Erika chce odczarować swoje smutne dzieciństwo i poznać losy matki, dlatego udaje się do Erika Frankela, emerytowanego nauczyciela historii, aby dowiedzieć się czegoś o medalu. Ku jej zdumieniu i późniejszemu przerażeniu, w niedługim czasie od jej wizyty Erik Frankel zostaje znaleziony martwy w swoim domu. Czy odgrzebywanie starych spraw z czasów II wojny światowej obudziło uśpione upiory? Czy Erika pozna tajemnice swojej matki i ich wpływ na jej późniejsze chłodne relacje z córkami? Jaki jest sens chronić tajemnice sprzed sześćdziesięciu laty?

Przez całą akcję powieści, a przy końcówce już bardzo intensywnie, zastanawiałam się, co oni (bohaterowie z czasów wojny) takiego strasznego zrobili lub czego nie zrobili, a co tak bardzo na nich wpłynęło, że za wszelką cenę próbowali to ukryć! Majstersztyk!

Okres II wojny światowej i czas nazizmu to straszne lata w historii ludzkości, ale widać, że skoro powstają kolejne książki dotyczące tego zjawiska, to ten temat  nie jest wyczerpany. Wielu ludzi wciąż potrzebuje wiedzy i odkrycia prawdy, aby ukoić swój ból czy wielką stratę. Powieść Lackberg nie jest książką historyczną, nie uzurpuje sobie prawa, aby być za taką uważaną, a pomimo tego jest wierna historycznej prawdzie i warta przeczytania.

Na okładce Niemieckiego bękarta jest napisane, że to najlepsza powieść Camilli Lackberg. Ja nie potrafię tego kategorycznie stwierdzić, gdyż każda część sagi bardzo mi się podobała. Z drugiej strony niepodważalnym faktem jest to, iż jest to świetna książka, którą się połyka (prawie na raz) i którą trudno odłożyć.

Bardzo serdecznie polecam Niemieckiego bękarta! Będziecie zachwyceni i oczarowani tak jak ja 🙂

niemiecki bękart Camilla Lackberg, Niemiecki bękart, Wydawnictwo Czarna Owca: Warszawa 2013.

Króliczek Rikuś ma problem

Wiosna to zdecydowanie dobry czas. Przyroda budzi się do życia, słońce mocniej grzeje i tak w ogóle chce się żyć! Oprócz tego na półkach w księgarniach pojawiają się nowe książki 😉

Wydawnictwo Adamada właśnie wydało kilka bardzo dobrych, aby nie napisać znakomitych, książek dla dzieci! Pierwszą z nich, którą przeczytałam, a później szybko zaniosłam przedszkolakom, jest Rikuś. Autorem i ilustratorem tej opowiastki jest Guido van Genechten, wspaniały i poczytny belgijski pisarz i przede wszystkim ilustrator.

DSC_0032

Rikuś to mały i bardzo sympatyczny króliczek. Z jednej strony, jest taki jak wszystkie króliczki, ma cztery łapki, sympatyczny pyszczek i przede wszystkim dwoje długich uszu. Z drugiej, jest niepowtarzalny, tak jak jedyny w swoim rodzaju jest każdy króliczek. Niestety, Rikuś ma także pewien bardzo poważny problem, jego prawe uszko zamiast sterczeć jak lewe, jest oklapnięte! Rikuś bardzo się tego wstydzi, a inne króliczki wcale mu nie pomagają, ale jeszcze się z niego śmieją! Rikuś robi wszystko, aby prawe uszko porządnie sterczało, ale nic z tego! Wreszcie Rikuś jest tak smutny i rozgoryczony, że ucieka do lasu. Czy znajdzie się ktoś, kto pomoże małemu króliczkowi z oklapniętym uchem? Czy Rikuś zaakceptuje siebie? Czy inne króliczki polubią Rikusia? Koniecznie przeczytajcie książkę o Rikusiu, a na pewno się tego dowiecie 🙂

DSC_0028

Rikuś to bardzo ładna i ciekawa książka dla dzieci w każdym wieku, ale również dla dorosłych 😉 Porusza ona bardzo istotny problem akceptacji siebie, a także akceptacji inności w grupie. Dzieci (ale także niektórzy dorośli) mają problem z zaakceptowaniem różnych swoich cech (szczególnie w wyglądzie), zwłaszcza, jeśli odbiegają one od ogólnie przyjętych norm. Akceptacja siebie to często bardzo trudna sztuka, dlatego należy się jej uczyć już od przedszkola!

Guido van Genechten bardzo ładnie opisał historię Rikusia, jego zmagania ze sobą, niepowodzenia i wynikające z nich emocje, a wreszcie sukces! Ponadto książka została przepięknie zilustrowana przez autora. Każda strona opowiadania to znakomity obraz, który w prosty, a zarazem jasny i wyrazisty sposób przedstawia historię króliczka z oklapniętym uszkiem. Ilustracje do książki są wesołe i kolorowe, kiedy Rikuś jest szczęśliwy, a kiedy króliczek przeżywa negatywne emocje, to napawają Czytelnika smutkiem, a dzięki temu uczą empatii.

DSC_0030

Przedszkolaki, którym czytałam opowiadanie o Rikusiu, bardzo uważnie słuchały tekstu, były zainteresowane i z zaciekawieniem oglądały ilustracje. Książka jest zdecydowanie przyjemna i mądra, dlatego warto ją czytać dzieciom.

Bardzo serdecznie polecam!

DSC_0027 Guido van Genechten, Rikuś, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2016.

 

Nie ma tego złego…

Pamiętam, że kiedyś, jeszcze w trakcie studiów, postanowiłam sobie, że przez jakiś czas dla relaksu i odstresowania przeczytam sobie przed snem jedną wybraną baśń. Z jednej strony chciałam poznać piękne, wartościowe i mniej znane baśnie Andersena czy braci Grimm, a z drugiej był to fajny sposób na powrót do beztroskich dni dzieciństwa. Do tej pory lubię bajki i baśnie, czyli utwory, które czyta się dzieciom, a które równie dobrze oddziałują na dorosłego Czytelnika.

Już jakiś czas temu kupiłam sobie niezwykłą opowieść, stworzoną przez Tomiego Ungerera, która według mnie posiada cechy najpiękniejszej baśni: Trzej zbójcy. Jest to fantastyczna opowieść i szkoda by było, gdybyście jej nie poznali, dlatego bardzo zachęcam do lektury 🙂

Trzej zbójcy zaczynają się jak najprawdziwsza baśń: dawno, dawno temu żyło sobie trzech zbójców. Nosili oni długie czarne peleryny i takież wysokie kapelusze. Każdy z nich posiadał straszną broń: strzelbę, topór i rozpylacz do pieprzu, którymi to narzędziami zatrzymywali powozy, zastraszali ludzi i okradali ich. W swojej jaskini gromadzili łupy, a mieli ich tam niezliczone ilości. Jednak pewnej nocy zbójcy zatrzymali powóz z jedną małą pasażerką – sierotką Tiffany. Z braku innych skarbów, zbójcy zabrali ze sobą małą dziewczynkę, która bardzo się z tego powodu ucieszyła! To zdarzenie spowodowało, że życie trzech zbójców już nigdy nie miało być takie samo…

tz3

Historia trzech zbójców jest absolutnie nieprawdopodobna. Za każdym razem, kiedy przewracałam kartkę, byłam coraz bardziej zaskoczona. To opowieść o walce dobra ze złem, a nawet o przekuwaniu złych skłonności w dobre owoce.

Przeuroczy i bardzo wartościowy tekst uzupełniają niezwykłe, barwne, miejscami przerażające, a miejscami zabawne, ilustracje stworzone przez autora. Tomi Ungerer ma bardzo bogatą wyobraźnię i wielką wrażliwość, dzięki czemu stworzona przez niego baśń jest genialna i bardzo wartościowa.

trzej zbójcy

Tomi Ungerer ma niezwykły talent do pisania prostych, ale jakże pięknych i mądrych opowieści. We wszystkich jego dziełach dostrzegam wielką afirmację pozytywnych, pełnych miłości i radości relacji międzyludzkich. Mam wrażenie, że przez swoje historie Tomi Ungerer chciałby nam, Czytelnikom, powiedzieć, że nawet skrzynie pełne złota i klejnotów są bezwartościowe, jeśli gromadzimy je bezmyślnie i nie mamy się nimi z kim podzielić.

Trzej zbójcy są przeznaczeni dla Czytelników w każdym wieku. Zarówno dzieci, jak i dorośli odnajdą w tej baśni coś dla siebie.

Bardzo, bardzo serdecznie polecam!

tz2 Tomi Ungerer, Trzej zbójcy, Wydawnictwo Format: Wrocław 2009.