Literacki Mount Everest

Z okazji Światowego Dnia Książki postanowiłam napisać tekst zupełnie inny. Tekst bardziej osobisty i trochę przewrotny 🙂 Zapraszam!

W domu mojego dzieciństwa nie było zbyt wielu książek. Niestety. Nie mam również wspomnień, że siedzimy z rodzicami czy dziadkami i czytamy książki. Niestety. Nauka czytania także nie szła mi zbyt dobrze. Bardzo długo głoskowałam i dukałam, nieudolnie składałam litery i nic sensownego nie chciało z tego wyjść.

Mam jedno przykre wspomnienie z dzieciństwa, które dotyczy moich początków nauki czytania. Pamiętam, że zacinając się i dukając, po wielu trudach i mozołach wreszcie przeczytałam książkę Adama Bahdaja Pilot i ja. Uradowana i pełna nadziei pobiegłam do mamy, aby pochwalić się z wielkiego sukcesu i czekałam na (w moim ówczesnym przekonaniu) zasłużone i ogromne pochwały. Pamiętam, że mama była zajęta praniem (wtedy pralki automatyczne nie były łatwo dostępne, dlatego pranie było dużym przedsięwzięciem), a kiedy słuchała mojego wesołego sprawozdania, że właśnie całkiem samodzielnie przeczytałam CAŁĄ książkę, popatrzyła na mnie i powiedziała: „To przeczytaj jeszcze raz”. Do dnia dzisiejszego pamiętam to ogromne rozczarowanie i niedocenienie mojego trudu. Dzisiaj potrafię wczuć się w sytuację, wiem, że mama ciężko pracowała, a ja miałam siedzieć cicho i nie przeszkadzać, ale był to wtedy dla mnie ogromny cios. Wiele lat później, kiedy pracowałam jako opiekunka, Pilot i ja wpadł mi w ręce i z przerażeniem stwierdziłam, że ma nie więcej niż kilka stron, a w dzieciństwie miałam wrażenie, że to literacki Mount Everest, którego nie potrafię czy też nie mam siły zdobyć.

Potem chyba całkiem szybko nauczyłam się czytać, zapisałam się do biblioteki, a kiedy w bodajże piątej klasie wzięłam w ręce Anię z Zielonego Wzgórza, świat stanął przede mną otworem! Od tamtej pory nie było chyba dnia, abym nie przeczytała choć kilka stron…

W liceum poznałam twórczość Doroty Terakowskiej i jej powieści to dla mnie w dalszym ciągu jedne z najlepszych książek jakie czytałam w życiu. Na studiach zakochałam się w Jeżycjadzie Małgorzaty Musierowicz (ale o tym już pisałam 😉 ) i gdybym mogła, to choć na kilka chwil chciałabym usiąść z Borejkami przy stole i napić się tej mocnej i aromatycznej herbaty, którą oni zawsze piją 😉

Książki to moja wielka miłość! Koniec i kropka 😉 Mogę nie oglądać telewizji, mogę nie chodzić do kina (choć bardzo to lubię), ale nie mogłabym nie czytać! Wszystkich, a zwłaszcza dzieci (te w mojej pracy i dzieci wszystkich moich przyjaciół i znajomych) staram się zarażać literaturą. Komu tylko mogę, z okazji różnych uroczystości, kupuję właśnie książki, bo uważam, że to najlepszy prezent i znakomita inwestycja.

Z okazji Światowego Dnia Książki życzę Wam i sobie wielu znakomitych książek i znalezienia czasu na czytanie! Zaprzyjaźnijcie się z książkami, a Wasze życie będzie dużo ciekawsze i piękniejsze!

Advertisements

2 thoughts on “Literacki Mount Everest

  1. Dzięki za ten wpis i podzielenie się swoją historią, chyba faktycznie odmienną od doświadczeń większości miłośników książek. W moim domu czytało się dużo, książki były wszędzie, a jedno z moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa dotyczy spaceru z ojcem do biblioteki… Jestem więc bardzo klasycznym, nudnym przypadkiem. Twoje trudne początki są świetnym przykładem na to, że nie tylko dom rodzinny może dawać wzorce i że nic nie jest przesądzone, nawet jeśli dziecko wychowuje się w rodzinie, gdzie nikt do czytania szczególnie nie zachęca. To podkreśla też wielką rolę bibliotek i ich pracowników, nauczycieli, wychowawców i wszystkich dorosłych, a także wszelkich akcji promujących czytelnictwo.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s