Archive | Czerwiec 2016

Dobre widoki na przyszłość

Dedykuję świętemu Antoniemu!

Odkąd dwa lata temu, z okazji urodzin dostałam książkę Magdaleny Kordel, jestem jej wielką i wierną fanką. Kupuję jej wszystkie książki i jeszcze się nie zawiodłam (i liczę na to, że to się nie zdarzy 😉 ). W tym roku wyszła najnowsza, już czwarta część serii Malownicze, ale jak na razie czeka na specjalnej półce „książek do przeczytania” na swoją kolej (na pewno niedługo o niej napiszę). W tym tygodniu pochłonęłam inną powieść Kordel z 2011 roku, a obecnie na szczęście wznowioną, pt. Okno z widokiem 🙂

Róża z wykształcenia jest archeologiem i pracuje na jednej z warszawskich uczelni. Niestety, ku jej wielkiemu rozczarowaniu, staje się przedmiotem plotek wywołanych perfidnym, a w dodatku fałszywym oskarżeniem. Aby winni ponieśli karę, a sytuacja się wyciszyła, Róża wyjeżdża na urlop. Najlepszym lekarstwem na zregenerowanie sił i powrót do formy dla archeolożki jest wyjazd do babci, która mieszka w niewielkim miasteczku położonym w Sudetach – Malowniczym. Róży wydaje się, że u babci Matyldy czas zatrzymał się w miejscu, dlatego jest to zdecydowanie właściwe miejsce na odpoczynek. Nic bardziej mylnego! Kiedy Róża przyjeżdża do Malowniczego, okazuje się, że jej ulubione miejsce zadumy ma zostać zabudowane, a stojąca przy nim figurka świętego Antoniego wyburzona lub w najlepszym razie przeniesiona! W archeolożce budzi się duch walki, a z orężem świętego nic nie jest jej w stanie przeszkodzić. Róża wpada na pewien szalony pomysł i z pomocą bliskich będzie chciała wcielić go w życie…

Okno z widokiem to niezwykle mądra i pouczająca, a przy tym bardzo zabawna historia. Świetnie się ją czyta, dosłownie jednym tchem, dlatego będzie doskonałą lekturą na urlop. Szczęśliwe się kończy i daje nadzieję na przyszłość, ale nie jest pozbawiona niemiłych i smutnych zdarzeń. Kto zna pisarstwo Magdaleny Kordel nie zawiedzie się, bo to naprawdę wspaniała powieść!

W swoich książkach Magdalena Kordel przenosi nas do małego, urokliwego miasteczka w Sudetach. Malownicze jest dla mnie metaforą małomiasteczkowej swojskości, gdzie wszyscy się znają, a większość lubi 😉 Spotkamy tam dobrych, przyjacielskich ludzi, ale również kilku plotkarzy i nieszkodliwych pijaczków. W Malowniczym jest też mądry, wrażliwy ksiądz proboszcz i jego, twardą ręką prowadząca plebanię, gospodyni. Bez tych drugoplanowych i epizodycznych bohaterów książki Kordel nie miałyby swojego uroku, dlatego świetnie, że są i ubarwiają akcję powieści 😉

Zabawne (ale wierzę, że bynajmniej nie przypadkowe) jest to, że ostatnio zaprzyjaźniłam się ze świętym Antonim, a osoba tego wspaniałego świętego jest ważną postacią tej książki. Święty Antoni jest i czuwa, o czym ostatnio przekonałam się na własnej skórze. Dziękuję Antoni i liczę na dalsze wsparcie!

Serdecznie polecam Okno z widokiem 🙂

DSC_0108 Magdalena Kordel, Okno z widokiem, Wydawnictwo SOL: Warszawa 2015.

Reklamy

Trudna sztuka autonomii

Dla wszystkich (a przynajmniej dla większości) dzieci najbezpieczniejsze miejsce to kolana mamy i taty! Są jednak takie dzieci, którym bardzo trudno zaakceptować fakt, iż z tych kolan czasem trzeba, a nawet należy zejść, aby samodzielnie eksplorować świat!

Większość rodziców kocha swoje dzieci i chce dla nich jak najlepiej, dając im poczucie bezpieczeństwa i chroniąc je przed zagrożeniami. Są jednak tacy rodzice (najczęściej zdarza się to mamom), którym bardzo trudno przychodzi pozwolenie dzieciom na swobodę i samodzielność.

DSC_0111

Zarówno dla jednych i drugich (dzieci i rodziców) Guido van Genechten napisał i zilustrował świetną książkę pt. Nie chcę być duży. Autor zadedykował ją wszystkim dzieciom, które kurczowo trzymają się swoich mam i wszystkim mamom, które kurczowo trzymają swoje dzieci.

Pewien Kangurek (zupełnie jak wszystkie kangury na świecie) mieszkał w torbie swojej mamy. Czuł się w niej wspaniale, było mu wygodnie, a przede wszystkim najbezpieczniej! Niestety Kangurek szybko urósł i stał się za duży, aby siedzieć u mamy w torbie. Pomimo tego postanowił, że zostaje w kieszeni, nie będzie nic robił samodzielnie, a świat zdecydowanie bezpiecznie poznawać z mamą u boku! Mama Kangurzyca namawiała go na wyjście, ale on nie chciał. W końcu mama postanowiła pokazać mu piękno świata i dawała przykłady różnych zwierząt, które świetnie się bawią, samodzielnie poznając świat. Niestety nie przyniosło to oczekiwanych skutków, aż do czasu, kiedy Kangurek poznał… innego kangurka!

DSC_0112

Nie chcę być duży to opowieść, która porusza problem lęku u dzieci przed usamodzielnieniem się i odseparowaniem od rodziców, ale z drugiej strony również kwestię pozwolenia dzieciom na autonomię, swobodę i uniezależnienie się.

Jest to bardzo mądra książka dla wszystkich małych Czytelników (od 3 roku życia) i ich rodziców. Została napisana ładnym, literackim językiem i wspaniale namalowana. Ilustracje do tej historii są bardzo duże, kolorowe, wyraziste, dopracowane i pełne szczegółów. Każda ilustracja jest bardzo starannie wykonana i mogłaby być ozdobą niejednego dziecięcego pokoju (ale o tym już gdzieś pisałam 😉 ). Dzięki korelacji tekstu i ilustracji książkę świetnie się czyta i ogląda.

DSC_0113

Jeśli Wasze dziecko nie chce się z Wami rozstawać i/lub jeśli to Wam jest trudno pozwolić dziecku na samodzielność, to ta książka jest dla całej Waszej rodziny! Bardzo polecam 😉

P.S. Jeśli nie macie takich problemów, także zapraszam do lektury, bo Nie chcę być duży to naprawdę fantastyczna i uniwersalna historia 🙂

DSC_0110Guido van Genechten, Nie chcę być duży, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2016.

Karol i jego tata niedźwiedź

Powstało już tyle opowieści o niedźwiedziach, a te sympatyczne (choć w rzeczywistości groźne) zwierzęta nie przestają być tematem książek i historyjek dla najmłodszych Czytelników. Nakładem Wydawnictwa Adamada ukazała się prosta, ale bardzo urocza książka Mój tato jest niedźwiedziem 🙂

Karol jest małym niedźwiadkiem. Jego tata również jest niedźwiedziem. Jest w końcu wielki, okrągły, a jego futro jest miękkie. W dodatku, podobnie jak inne niedźwiedzie, potrafi wspinać się na drzewa po miód i łowić ryby. Pomimo tych i wielu innych niedźwiedzich cech i umiejętności, Karol zastanawia się czy jego tata naprawdę jest niedźwiedziem?! Na szczęście tata ma jeszcze w zanadrzu coś, dzięki czemu Karol nie będzie miał wątpliwości, że jego tata rzeczywiście jest niedźwiedziem. To coś, co małe niedźwiadki (i dzieci) lubią najbardziej! 🙂 Nie zdradzę, co to jest, aby także dorośli Czytelnicy mieli frajdę w czasie czytania tej sympatycznej książki.

DSC_0108

Nicola Connelly napisała krótką, bardzo prostą, miłą i wesołą historię. To opowieść w sam raz dla najmłodszych Czytelników. Książka przeznaczona jest dla dzieci od trzeciego roku życia, ale osobiście uważam, że będzie świetna już dla roczniaków i dwulatków. Dlaczego? Otóż, poprzez swoją prostą formę. Na każdej stronie (oprócz jednej) znajduje się tylko jedno zdanie i wielka, prosta, kolorowa ilustracja. Dzięki takiej formie maluszek będzie w stanie przez chwilę skoncentrować swoją uwagę. Ponadto taka forma sprzyja wspólnym zabawom czytelniczym rodziców z dzieckiem. Zwykła książka staje się ciekawą interaktywną zabawką 🙂 Rodzice będą mogli trochę poćwiczyć swoją kreatywność i inwencję twórczą, opowiadając o ilustracji czy wymyślając przygody niedźwiedzia, a także wspólnie szukać różnych ciekawych szczegółów na ilustracji.

DSC_0109

Polecam książkę Mój tato jest niedźwiedziem, życząc wielu wspólnych czytelniczych zabaw 🙂

DSC_0107Nicola Connelly, Mój tato jest niedźwiedziem, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2016.

Profesorowa Szczupaczyńska w akcji!

„Tak to już jest – pomyślała Szczupaczyńska (…) – że i zbrodnie mają swój styl. Ludzie przebiegli mordują przebiegle, okrutni – okrutnie, a praktyczni – praktycznie. Tym, co jest pod ręką” (s. 212)

Premiera tej książki miała miejsce w ubiegłym roku. Już wtedy mówiło się, że jest to znakomita pozycja, którą należy przeczytać. To takie „must have” literackiego sezonu. Zdradzę Wam, że osobiście bardzo ostrożnie podchodzę do książek, które „trzeba” przeczytać, bo tak jest trendy i modnie! Z przykrością muszę stwierdzić, że najczęściej takie napędzane marketingiem i bardzo rozreklamowane książki są po prostu średnie, aby nie napisać słabe. Jestem przekonana, że dobre książki nie potrzebują reklamy, bo zachwyceni Czytelnicy są najlepszą rekomendacją.

Jednak tak wiele dobrego słyszałam o tej książce, że postanowiłam się skusić 😉 Rozsmakowałam się w niej i połknęłam prawie jednym tchem! Co to za książka?! Otóż to Tajemnica Domu Helclów Maryli Szymiczkowej 🙂

Akcja książki rozpoczyna się w pewną pochmurną październikową sobotę 1893 roku w kamienicy Pod Pawiem na ulicy Świętego Jana w Krakowie. Główną bohaterką tej wciągającej lektury jest Zofia Szczupaczyńska, żona profesora nauk medycznych Ignacego Szczupaczyńskiego, mieszczanka z arystokratycznymi aspiracjami. Profesorowa Szczupaczyńska jest wierną żoną i wspaniałą panią domu. Niestety nie ma dzieci, ale pogodziła się z ich brakiem. Swój czas oszczędnie gospodaruje pomiędzy nadzorowaniem kucharki, szukaniem służącej, robieniem cotygodniowych zakupów oraz wymienieniem się krakowskimi plotkami. Wszystkie „obowiązki” profesorowej Szczupaczyńskiej są niezwykle ważne, jednak kiedy daleko za Plantacjami, przy końcu ulicy Długiej, w Domu Helclów w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jedna z pensjonariuszek, profesorowa nie waha się wcale, udaje się tam, „gdzie szanująca się kobieta właściwie bywać nie powinna (s. 25)”i zaczyna poszukiwać, odpowiedzi na niewygodne pytania… Siostry zakonne prowadzące dom opieki i pozostali pensjonariusze wstrzymują oddech, ale Zofii Szczupaczyńskiej, raz puszczonej w ruch, nikt nie zatrzyma!

Tajemnica Domu Helclów to znakomita, wyjątkowo barwna i po prostu fascynująca książka. Język powieści jest niezwykle literacki i wyrafinowany. Z jednej strony Czytelnik może śledzić przebieg śledztwa, a z drugiej oglądać obraz magicznego, mieszczańsko – arystokratycznego XIX – wiecznego Krakowa. Zabawnie przyglądać się wielkiemu dziś miastu, które przed stu dwudziestu laty ograniczało się do rynku, kończyło na Plantacjach (dzisiejszych Plantach), a takie dzielnice jak na przykład Łobzów były odległymi wsiami 😉 Dla współczesnego Czytelnika znakomite opisy ówczesnej obyczajowości mogą być szokujące, ale również dające do myślenia (nie mówiąc o tym, że niektóre bawią do łez 😉 ). Dosłownie wybuchnęłam śmiechem, czytając ten krótki fragment powieści: „(…) zważywszy, że wzrok nadal miała rozmarzony, mogło tu dojść nawet do złożenia pocałunku na dłoni. W biały dzień” (s. 154)! Wyobrażacie sobie?! W biały dzień!!!

Pozwolicie, że podam jeszcze jedna zaletę Tajemnicy Domu Helclów i kończę tę przydługą recenzję 😉 Otóż fantastyczne, ale to znakomite są tytuły, a raczej résumé rozdziałów. Autorka (a raczej autorzy, gdyż M. Szymiczkowa to pseudonim owocnej współpracy Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego) na początku każdego rozdziału w dowcipny, symboliczny sposób przygotowuje Czytelników na to, czego mogą się spodziewać po danym fragmencie. Muszę się Wam przyznać, że czytając te opisy niewiele rozumiałam 😉 Dlatego wracałam do nich po przeczytaniu poszczególnych rozdziałów, a wtedy sytuacja, z lekko zamglonej i tajemniczej, zdecydowanie się przejaśniała!

Bardzo serdecznie polecam Tajemnicę Domu Helclów! Gwarantuje cudowną zabawę 🙂

helclowie Maryla Szymiczkowa, Tajemnica Domu Helclów, Wydawnictwo Znak: Kraków 2016.

Pieskie życie

Zastanawiacie się czasem, co powiedziałby Wasz pies lub kot, gdyby mógł mówić? Czy opowiadając o Waszym wspólnym domu, miałby takie same spostrzeżenia jak Wy czy zupełnie inne?! 😉 Niestety zwierzęta nie mówią, a my możemy się tylko zastanawiać, co chciałyby nam powiedzieć, gdyby mogły. Na szczęście jest wyobraźnia 😉 Marta Altes w książce Nie! przedstawia zupełnie nieprawdopodobną historię…

Poznajcie miłego, sympatycznego, wesołego i bardzo pomocnego psa imieniem Nie. Ten psiak całymi dniami robi wszystko, aby jego rodzinie żyło się lepiej. Dzięki niemu członkowie rodziny mogą szybciej dotrzeć w różne miejsca, nie zatrują się żadnymi potrawami, mają szansę na bogactwo (oczywiście dzięki znalezionym przez niego skarbom w ogrodzie 😉 ) oraz mają zagwarantowaną pomoc przy zbieraniu prania i porządkowaniu gazet. Wszystko byłoby naprawdę super, gdyby nie to, że cała rodzina ma trochę inne spojrzenie na pomoc niesioną im przez psa 😉 Dlaczego? Czy to możliwe, że rodzina nie docenia starań Nie?! O nie – chciałoby się krzyknąć! 😉 Zapraszam do lektury tej zabawnej książki o bardzo zaskakującym zakończeniu 🙂

nie

Książka napisana i namalowana przez Martę Altes jest krótka, bardzo dowcipna i przewrotna! Narratorem opowieści jest mały, zabawny piesek, który wiele namiesza w życiu swojej rodziny, ale zawsze ma dobre chęci i darzy ich wielką miłością.

Ilustracje do książki, podobnie jak tekst, są wesołe, przepełnione dobrym humorem i dowcipem. Przedszkolaki będą się zaśmiewać, widząc te ilustracje 🙂

nie1

Ta opowieść dedykowana jest dla dzieci od 3 lat. Spodoba się zarówno przedszkolakom, jak również starszym dzieciom, ale myślę, że przypadnie do gustu także dorosłym Czytelnikom 🙂

Opowieść o Nie ma służyć przede wszystkim dobrej zabawie. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie znalazła w niej szczypty walorów edukacyjnych (nie musiałam się wysilać, aby je znaleźć, aby była jasność 😉 )! Nie! jest napisana z perspektywy psa, dzięki czemu młody Czytelnik szybko się zorientuje, że gdyby ta sama historia została opowiedziana z perspektywy człowieka, byłaby zupełnie inną, a na pewno mniej zabawną opowieścią. Dzięki tej lekturze młodzi Czytelnicy w prosty sposób zobaczą i doświadczą, że często nasze zachowania i starania mogą zostać niezrozumiałe lub odczytane zupełnie na opak przez inną osobę, a przez to będą zinterpretowane jako niepożądane i nieprzyjemne. To bardzo ważna nauka, gdyż dostrzeganie perspektywy drugiego człowieka jest bardzo trudne i każde dziecko będzie musiało się tego nauczyć.

Polecam opowieść Marty Altes Nie! 🙂

nie2Marta Altes, Nie!, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2016.

Rikuś chce się zaprzyjaźnić!

Znacie Rikusia?! Ten sympatyczny króliczek z oklapniętym uchem to bohater opowieści autora i ilustratora książek dla dzieci Guido van Genechtena pt. Rikuś. Jakiś czas temu pisałam o tej mądrej i pogodnej książce o samoakceptacji i akceptacji w grupie, a teraz polecam drugą część przygód Rikusia pt. Rikuś i Anusia.

2

Rikuś to wesoły i miły króliczek, który dobrze czuje się wśród innych króliczków (dlaczego wcześniej nie czuł się zbyt pewnie w grupie, przeczytacie w pierwszej części jego przygód). Kiedy Rikuś poznał Anusię, lubił obserwować jej zabawy oraz słuchać, jak śpiewa. W dodatku, zawsze kiedy Rikuś widział Anusię, coś łaskotało go w brzuszku! Króliczek bardzo chciał bawić się z Anusią i zostać jej przyjacielem. Niestety był zbyt nieśmiały, aby do niej podejść, a także bał się, że Anusia go nie zaakceptuje. Wymyślił, że śliczna króliczka spojrzy na niego łaskawszym (i przyjacielskim) okiem, kiedy stanie się lepszą wersją siebie. Może Anusia będzie wolała go w długich spodniach lub w okularach lub kiedy będzie chodził wyprostowany jak żołnierz?! Niestety kiedy wszystkie zabiegi Rikusia pozostały niezauważone przez Anusię, króliczek wpadł na pomysł, aby stać się kimś tajemniczym! Czy w ten sposób Anusia zauważy Rikusia? Czy spełni się marzenie Rikusia i króliczek zaprzyjaźni się z Anusią? Serdecznie zapraszam do przeczytania opowiadania o przygodzie Rikusia i Anusi 🙂

4

Guido van Genechten stworzył (i namalował) piękną, mądrą opowieść o samoakceptacji, nieśmiałości, pewności siebie i odwadze. Ta historia pokazuje, że czasem nam (dzieciom i dorosłym) trudno dostrzec w sobie cechy, za które warto nas lubić, które przyciągną do nas innych ludzi, a które niewątpliwie posiadamy! Chcemy się zmieniać na siłę, na pokaz, a przecież tylko my, prawdziwi i oryginalni, mamy szansę na najprawdziwszą i szczerą przyjaźń. My, a nie lepsza (czytaj: idealna i nieprawdziwa) wersja nas! Tego warto uczyć dzieci, o tym warto z dziećmi rozmawiać, a Rikuś i Anusia to świetna propozycja, wspaniały przyczynek dla takich rozmów 🙂

Rikuś i Anusia spodoba się wszystkim przedszkolakom, ale również dzieciom trochę starszym.

Bardzo serdecznie polecam Rikusia i Anusię Guido van Genechtena!

1 Guido van Genechten, Rikuś i Anusia, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2016.

Bez świętych ani rusz!

Ta książka czekała na mnie kilka miesięcy. Kupiłam ją na początku roku, jednak czasem mi się wydaje, że moja półka z książkami DO PRZECZYTANIA nie chce się skurczyć (w sumie to dobrze 😉 ), dlatego dopiero teraz miałam czas, aby się za nią zabrać. W związku z tym ostatnich kilka dni minęło mi na rozmyślaniu nad żywotami świętych za sprawą świetnej książki Szymona Hołowni Święci codziennego użytku 🙂

Bardzo lubię książki Szymona Hołowni i jego styl literacki, który jest lekki i zrozumiały dla przeciętnego (czytaj: również niezaznajomionego ze sprawami kościelno – religijnymi) Czytelnika, a przy tym doskonale opisujący często trudne, poważne tematy. Ważnym jest także to, że Hołownia ma świetne poczucie humoru, które odnajdziemy na kartach jego książek.

Święci codziennego użytku są kwintesencją stylu Hołowni: poważny temat ubrany w prosty (ale, co bardzo ważne, nie prostacki) tekst, kompetentny przekaz oraz wiele dobrego humoru!

Czasem człowiek ma potrzebę modlitwy. Ma problem, który sam się nie rozwiąże, marzenie, któremu trzeba by pomóc czy intencję, z którą chciałby się do kogoś zgłosić. Co robić w takich sytuacjach?! Szymon Hołownia odpowiada najprościej: wybrać sobie świętego, do którego nie ma kolejki i modlić się z wiarą, że święte wstawiennictwo pomoże i Pan Bóg wysłucha naszej prośby!

Święci codziennego użytku to zbiór 52 esejów, z których dowiadujemy się historii i życiorysów (być może to za duże słowo, gdyż Hołownia nie uzurpuje sobie prawa do stworzenia żywotów świętych, on jednie opowiada o, w jego opinii, najistotniejszych informacjach) wielu świętych zaprzyjaźnionych z Szymonem Hołownią. Zaprzyjaźnionych, gdyż autor podkreśla, że na różnych etapach swojego życia poznawał poszczególnych świętych i w przeróżnych sprawach modlił się za ich wstawiennictwem, doznając wielu łask i odczuwając ich przywiązanie i miłość.

Święta Weronika, święta Fotyna, święty Charbel, święty Sergiusz, święta Urszula i wielu innych świętych, błogosławionych, ale także sług bożych czekających na wyniesienie na ołtarze, może być naszą pomocą w różnorakich potrzebach.

Atutem tej książki o świętych jest współczesny język, barwna akcja (mimo, że to nie powieść) czy umieszczone na jej kartach ciekawe i bardzo zabawne anegdoty. Rewelacyjnym dodatkiem do książki są 52 karty z portretami świętych, które można wyciąć i nosić przy sobie, aby przypominać sobie o świętych patronach 🙂

Myślę, że każdy Czytelnik znajdzie swojego własnego świętego, poczuje do niego miętę i po prostu zacznie się do niego modlić! Ja też wybrałam jednego (oczywiście na początek, gdyż jest z czego, a raczej z kogo, wybierać!), wyjątkowego świętego i uciekam się do niego w modlitwie 🙂

Serdecznie polecam Świętych codziennego użytku, gdyż warto mieć swojego przyjaciela po właściwej stronie mocy 😉

DSC_0108 Szymon Hołownia, Święci codziennego użytku, Wydawnictwo Znak: Kraków 2015.