Archive | Maj 2017

Rycerski i odważny Rikuś

Rikuś to mały, ale bardzo sympatyczny króliczek. Jego oraz jego zwykłe, a z drugiej strony przecież tak bardzo wspaniałe, perypetie uwielbiają dzieci na całym świecie. Pisałam już o dwóch książkach z jego przygodami, a teraz chciałabym polecić kolejną znakomitą opowieść o tym przyjaznym króliczku z oklapniętym uszkiem, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Adamada w marcu. Tym razem Rikuś zostanie… rycerzem!

Kiedy Rikuś tylko może wybiera się na łąkę, kładzie pod swoim ulubionym drzewem i zaczyna… marzyć. Czasami wyobraża sobie, że jest kosmonautą, innym razem, że jest weterynarzem, a jeszcze innym, że śpiewa lub rozwozi ludziom listy w czapce listonosza. Jednak najwspanialszy sen jest wtedy, kiedy Rikuś wyobraża sobie, że jest najprawdziwszym rycerzem na świecie. Dzięki swojej odwadze, potrafi rozprawić się z każdym smokiem, obronić piękną księżniczkę i mknąć po przygody na wspaniałym rumaku. Ale czy Rikusiowi starczy odwagi, aby naprawdę uratować damę swojego serca, czyli przyjaciółkę Anusię?

18818177_1427934533918932_1415377436_o

Rikuś rycerzem Guido van Genechtena to wspaniała opowieść o marzeniach, wielkiej mocy wyobraźni i zabawie. Każdy chłopiec w wieku przedszkolnym chce być przecież rycerzem i pogromcą smoków, a każda dziewczynka marzy, aby stać się księżniczką i spotkać rycerza, który ją uratuje.

Bajka stworzona przez Guido van Genechtena to także fantastyczne opowiadanie o odwadze i pragnieniu bycia potrzebnym. Okres przedszkolny to często dla wielu dzieci czas, w którym potrzebują czuć się potrzebne i niezastąpione. To także okres testowania granic i budowania poczucia własnej wartości, dlatego warto w tym czasie czytać dzieciom książki, w których bohaterowie zmagają się ze sobą, swoimi ograniczeniami i wychodzą z tych prób z sukcesami. Króliczek Rikuś to bardzo pozytywny, wesoły i przyjazny bohater, a dzięki temu świetny przykład dla małych Czytelników.

18818370_1427928100586242_579555782_o

Książki o Rikusiu są przepięknie ilustrowane przez samego autora. Są bajecznie kolorowe, miłe dla oka, dopracowane i pełne szczegółów. Przedszkolaki nie mogą się napatrzeć na te wspaniałe ilustracje.

Ta książka to fantastyczna przygoda dla każdego przedszkolaka i świetny prezent na dzień dziecka. Bardzo polecam!

18789921_1427928193919566_1333807446_o Guido van Genechten, Rikuś rycerzem, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2017.

Reklamy

W poszukiwaniu talentu

Kiedy jakiś czas temu przyszedł do mojego domu znajomy sześciolatek, właściwie od progu, zupełnie jak jakiś krytyk literacki, zapytał: „przyszły już te wilki?”. Chodziło mu oczywiście o nowe przygody Wilka, którego jest wielkim fanem. Kilka dni wcześniej opowiadałam mu, czytając już opublikowane historyjki z życia najbardziej potulnego z wilków, że niedługo dostanę nowe książki z serii, a wtedy dowiemy się, co nowego słychać u naszego ulubieńca. Wreszcie się doczekaliśmy (ja również jestem wielką fanką tych historyjek) i dlatego przedstawiam siódmą już część przygód jedynego w swoim rodzaju Wilka, która nosi tytuł O Wilku, który został gwiazdą rocka.

Nasz dobry znajomy z Dalekiego Lasu wyrósł z pieluch i oswoił lęk przed wszystkim i wszystkimi, obchodził urodziny z przyjaciółmi (wpierw się na nich obraziwszy), zwiedzał Baśniowy Las, szukał dla siebie bardziej twarzowego koloru, podróżował po całym świecie, aż wreszcie znalazł miłość swojego życia. Kiedy okazało się, że ma trochę wolnego czasu, zaczął oddawać się marzeniom i wtedy ktoś dostrzegł w nim niezwykły talent… Wilkowi dwa razy powtarzać nie trzeba, dlatego z wielką werwą spróbował swoich sił w byciu… artystą malarzem, poetą, rzeźbiarzem, kabareciarzem i aktorem. Ale za każdym razem jego przyjaciele lub on sam wyczuwali, że nie tędy droga. Aż wreszcie znalazł się ktoś, kto dojrzał w nim prawdziwy talent, a był nim talent wokalny. Czy Wilkowi uda się znaleźć swój sposób na życie i czy poczuje, co jest dla niego najważniejsze?! Przeczytajcie kolejną z niezwykle barwnych opowieści o Wilku, a zapewniam, że będziecie się przy tej lekturze świetnie bawić!

18745406_1422569037788815_1627136684_o

Ta zabawna opowieść o Wilku napisana przez Orianne Lallemand to historia o próbowaniu, wzlotach, upadkach i szukaniu swojego miejsca na ziemi. Świetnie pokazuje dzieciom, że, aby przekonać się o tym, co lubimy, do czego mamy predyspozycje i talent, trzeba wielu prób. Niczego nie da się wymyślić od razu.

Książka jest dobrą propozycją już dla dwulatków, ale generalnie nadaje się dla wszystkich dzieci w wieku przedszkolnym. Kiedy czytałam ją moim sześciolatkom, prawie nie oddychały, śledząc przygody tego niesamowitego zwierzaka!

Książka już w sprzedaży. Bardzo serdecznie polecam!

18698742_1422569051122147_1401438001_o Orianne Lallemand, O Wilku, który został gwiazdą rocka, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2017.

Niewygodne pytania…

„Kiedy Christina trzymała mnie za rękę, a pani Mina ściskała dłoń mamy, nastała chwila – mgnienie oka, jedno uderzenie serca – gdy wykształcenie, pieniądze i kolor skóry się nie liczyły. Wszyscy byli równi, a jedna kobieta zwyczajnie pomagała drugiej.”!!!

Kiedy dowiedziałam się, że Jodi Picoult napisała nową książkę, byłam bardzo poruszona. Uwielbiam pisarstwo tej Amerykanki, gdyż w każdej swojej powieści porusza ona bardzo współczesne i ważne problemy. Kiedy natomiast usłyszałam, że Jodi Picoult napisała książkę o rasizmie, trochę się zdziwiłam, gdyż jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, o czym może być ta książka. Pomyślałam nawet, że przecież rasizm nie może być zbyt popularny, żyjemy przecież w XXI wieku i cywilizowani ludzie powinni (przynajmniej z zasady) oceniać człowieka po jego postawie i czynach, a nie po kolorze skóry! Ale z drugiej strony, widząc, co się dzieje na świecie, trudno nie zgodzić się z tym, że rasizm w dalszym ciągu ma się całkiem nieźle. Kilka lat temu oglądałam bardzo dobrą kampanię społeczną wyprodukowaną przez firmę Nike, w której występowali czarnoskórzy sportowcy. Jeden z filmów pokazywał piłkarzy, którzy podkreślali, że uwielbiają pozytywne emocje na stadionie, kochają strzelać do bramki, ale są wstrząśnięci tym, że są ludzie, którzy postrzegają ich jako gorszych piłkarzy tylko dlatego, że przeszkadza im ich kolor skóry! Skoro powstają takie książki i skoro tworzy się takie kampanie, to znaczy, że są one bardzo potrzebne!

Bardzo często wzruszam się na filmach, natomiast rzadziej wzruszam się, czytając książki. Na najnowszej powieści Jodi Picoult Małe, wielkie rzeczy byłam głęboko poruszona i wzruszona. Łzy same popłynęły.

Ruth już od szkoły podstawowej miała pod górkę, gdyż jako jedna z niewielu czarnoskórych dzieci, uczęszczała do szkoły, gdzie przeważały dzieci zamożnych, białych ludzi. Nie liczyło się to, że była zdolna i niesamowicie uparta oraz cierpliwie dążyła do raz obranego celu. Liczyło się przede wszystkim to, że była czarna, a więc nigdzie do końca nie pasowała: do białych, przez kolor swojej skóry, a do czarnoskórych przez uczęszczanie do szkoły dla białasów!

Na szczęście Ruth skończyła szkołę i od ponad dwudziestu lat mogła robić to, co kochała, czyli pracować jako pielęgniarka w prowincjonalnym szpitalu w Mercy – West Haeven. Rewelacyjnie wywiązywała się ze swoich obowiązków, była uczciwa, pracowita i uprzejma dla swoich pacjentek. Jednak pewnego dnia została odsunięta od małego pacjenta, tylko dlatego, że jej kolor skóry nie odpowiadał rodzicom noworodka. Wszystko może skończyłoby się tylko na niesmaku, gdyby nie to, że wkrótce po niegroźnym zabiegu, dziecko zmarło. Zrozpaczeni rodzice widzą tylko jedno wyjście, gdyż aby ukoić swój ból, muszą znaleźć winnego. A skoro czarnoskóra pielęgniarka, pomimo wyraźnego polecenia przełożonej, znalazła się obok noworodka, wiadomym jest, że tylko ona musi być winna! Czy można kogoś oskarżyć tylko dlatego, że nie podoba nam się kolor jego skóry?! Można, ale trzeba się liczyć ze wszystkimi konsekwencjami!

Małe, wielkie rzeczy to świetna, poruszająca, zapadająca w pamięć powieść! Można nie zgadzać się z postawą rodziców, można podzielać ich opinię, ale na pewno nie można stać z boku i patrzeć z obojętnością. Przy tej książce nie można wyłączyć emocji, a w dodatku podczas lektury wychodzą wszystkie nasze uprzedzenia, szczególnie te nieuświadomione. Myślimy w trakcie czytania, a także wtedy, kiedy choć na chwilę odłożymy książkę na bok, walczymy ze sobą, stawiamy się w roli głównej bohaterki, zastanawiamy się, co byśmy zrobili na miejscu rodziców. Jodi Picoult stawia konkretne, czasem niewygodne pytania i oczekuje odpowiedzi. My nie możemy spasować! Musimy odpowiedzieć, a wreszcie musimy opowiedzieć się po jednej ze stron. Tu nie ma wygranych i przegranych. Tu każdy coś zyskuje i każdy traci. Szala bardzo łatwo może się przechylić. Zwycięstwo, nie zawsze będzie się równało zyskowi…

Jodi Picoult jest genialną powieściopisarką. Jestem przekonana, że jeśli znajdą się tacy, którzy zarzucą jej błędy, to na pewno nie będą w stanie zarzucić jej nudy. Jodi Picoult wstrząsa Czytelnikiem, ale także, w dokładnie każdej książce, bardzo go zaskakuje. Przyznam się, że nie czytałam jeszcze żadnej jej książki, która by mnie nie zaskoczyła. Doczytując kilkadziesiąt czy kilkanaście ostatnich stron powieści, zawsze siedzę jak na szpilkach, gdyż niezmiennie za każdym razem jestem ogromnie zaskoczona. Tym razem, przy Małych, wielkich rzeczach było podobnie. Zostałam wprost porażona, nie spodziewałam się takiego rozwiązania!

Bardzo, bardzo polecam najnowszą powieść Jodi Picoult Małe, wielkie rzeczy!

18471875_1409220739123645_1447373386_o Jodi Picoult, Małe, wielkie rzeczy, Wydawnictwo Prószyński i S-ka: Warszawa 2017.

 

Jestem… nawiedzona!

Już prawie trzy tygodnie temu, 23 kwietnia, obchodziliśmy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Zgodnie z moją świecką tradycją, ustanowioną w ubiegłym roku (sic!), z okazji tego wyjątkowego dnia postanowiłam napisać tekst nierecenzencki i zdecydowanie bardziej osobisty. Wybaczcie mi, moi drodzy Czytelnicy, tę małą nieścisłość, co do terminu, ale kwietniowe weekendy były dla mnie wyjątkowo świąteczno-rodzinno-przyjacielskie, a więc byłam wtedy zdecydowanie offline 😉

No, ale do rzeczy! W poniedziałkowe popołudnie 24 kwietnia, dzień po święcie książki, a wiec i książkoholików, trafiłam na bardzo ciekawy artykuł pani Anny Dziewit-Meller opublikowany w Tygodniku Powszechnym, pt. „Czytanie książek: lamentem i pogardą nikogo się nie zachęci”  (https://www.tygodnikpowszechny.pl/czytanie-ksiazek-pogarda-i-lamentem-nikogo-sie-nie-zacheci-147764). Ten znakomity tekst, z wieloma trafnymi uwagami na temat stanu czytelnictwa w Polsce, zainspirował mnie do napisania poniższych kilkunastu zdań.

Kiedy poznaję nowe osoby, nie jestem zbyt rozmowna. Zdecydowanie wolę się wtedy przyglądać, obserwować i słuchać, rzadko się odzywam (a tym, którzy znają mnie dłużej, trudno w to uwierzyć). Dystans tracę z czasem, a wtedy nabieram zaufania i zaczynam… gadać. Wtedy naprawdę trudno mnie zatrzymać.

Kiedy w ubiegłym roku zmieniłam pracę, było mi trudno z kilku powodów. Jednym z nich była nieśmiałość w nawiązywaniu nowych znajomości i brak bezpośredniości, ale wtedy pomogły mi… książki. Tak, nie pomyliłam się, książki! W nowym miejscu pracy zaczęłam, od słowa do słowa, opowiadać o moich doświadczeniach, a temat książek zaczął się jakoś mimowolnie. A jako, że czytanie to moja ogromna pasja i wśród tej tematyki czuję się jak ryba w wodzie, poszło jak z płatka!

Pamiętam, że pewnego dnia, kilka miesięcy po rozpoczęciu przeze mnie nowej pracy, jedna z koleżanek powiedziała mi, że kiedy nie było mnie wśród nich, nie rozmawiało się tyle o książkach! A teraz wszyscy gadają o literaturze, pożyczają sobie książki, wymieniają się refleksjami o nich i prześcigają się w polecaniu sobie nowych, ciekawych lektur! Czy wynika z tego, że wcześniej wszystkie te osoby były nieczytające? Absolutnie nie! Wręcz przeciwnie, jednak gdy do ich zespołu dołączył ktoś tak pozytywnie nawiedzony, jak ja i zaczął z przejęciem i pasją mówić o książkach, koło poszło w ruch.

Nie chciałabym zostać źle zrozumiana i zgodnie z tekstem w Tygodniku Powszechnym wyjść na tą lepszą, bo czytającą! Absolutnie nie. Zależy mi na tym, aby podkreślić, iż ten artykuł natchnął mnie do tego, aby napisać trochę o tym, że tylko ludzie z pasją zmieniają świat! Nikogo nie przekonamy groźbami, straszeniem czy wywyższaniem się i z tym zgodzę się z Autorką przywołanego przeze mnie artykułu.

Od czterech lat pracuję w przedszkolu. Uczyłam różne dzieci, zarówno pochodzące z domów, w których rodzice czytali i takich, w których książki nie były codziennością. Zauważyłam natomiast jedno: dzieci uwielbiają słuchać głośnego czytania. Uwielbiają słuchać dobrych, mądrych książek. Dopytują się ciągle: kiedy nam pani poczyta, albo: czy kupiła pani już tę książkę, którą nam pani obiecała lub czy może pani jeszcze raz ją przynieść! Czytaliśmy wybrane historie i opowiadania, a nawet całe książki kilkanaście razy pod rząd. I nikt mi nie powie, że dzieci tak po prostu nie lubią czytania. Owszem, nabywają niechęci do czytania i książek, ale jest to temat na zupełnie inny tekst.

Zgadzam się także z tym, że to hobby nie jest dla wszystkich, tak jak nie wszyscy lubią podróże, motoryzację, piłkę nożną czy wycieczki wysokogórskie. Ale z drugiej strony, kiedy jeszcze niedawno jeździłam do pracy komunikacją miejską, ciągle widywałam mnóstwo ludzi w różnym wieku, z różnych środowisk i z różnych zawodów, czytających przeróżne książki, także na czytnikach czy telefonach komórkowych.

Jestem przekonana, że pokolenie dzieci, którym się czytało i które zaraziło się pasją i miłością do literatury, wyrośnie na pokolenie, które będzie czytało. A nawet, jeśli z jakiegoś powodu, gdzieś po drodze, dziecko, stając się dorosłym, zagubi w sobie chęć czytania, to w przyszłości samo będąc rodzicem, na nowo odkryje radość z czytania i zaszczepi ją swojemu potomstwu. Tym bardziej większa rola nauczycieli z pasją, szczególnie tych przedszkolnych i wczesnoszkolnych oraz bibliotek, świetlic i ośrodków kultury, w których dzieci mogą zostać zarażone dobrą literaturą.

Z okazji Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich życzę wszystkim Czytelnikom, aby swoją pasją zarażali innych, a dzięki temu zmieniali świat na lepszy!

 

Policzmy wspólnie do 10!

Anita Bijsterbosch jest autorką mądrych, zabawnych i przede wszystkim pięknie ilustrowanych książek dla dzieci (zapraszam na jej stronę: https://anitabijsterbosch.nl/). W ubiegłym roku Wydawnictwo Adamada wydało w Polsce pierwszą książkę tej autorki pt. Wszyscy ziewają. Jest to fantastyczna lektura dla wszystkich maluszków, które… nie chcą spać (pisałam już o niej i polecam wszystkim tym, którzy jeszcze jej nie znają: https://ksiazkowelove.wordpress.com/2016/09/06/na-dobry-sen-dla-maluszka/). Już za kilka dni, 9 maja, odbędzie się premiera nowej książki Anity Bijsterbosch pt. Gdzie jest konik morski?  

Samiec konika morskiego jest zupełnie niesamowity, bo to w jego torbie lęgowej dojrzewają młode koniki morskie. Bohater książki tato konik morski ma aż dziesięcioro małych dzidziusiów, to znaczy miał mieć dziesięcioro, bo okazało się, że młodych jest tylko dziewięcioro! Jeden najzwyczajniej w świecie na pewno się zgubił! Tatuś musi więc poszukać dziesiątego konika, dlatego wyrusza na wielką ekspedycję poszukiwawczą na dno oceanu. Tam, wśród wodorostów, ukwiałów, raf koralowych, skał i jaskiń, szuka swojego małego synka, spotykając różne morskie zwierzęta. Czy tato konik morski znajdzie dziesiątego dzidziusia?! Oczywiście, przecież to bardzo troskliwy tata!

18296961_1401546139891105_181556253_o

18318273_1401546129891106_104062721_o

Gdzie jest konik morski? to bardzo kolorowa i zabawna książka. Tekst i ilustracje zostały dostosowane do percepcji małego dziecka. Obrazki są wyraziste. bajeczne, mieniące się kolorami, zawierające niespodziankę na każdej stronie, dzięki otwieranym okienkom. Brak w niej zbędnych, dodatkowych szczegółów, które rozpraszałyby uwagę maluszka. Książka nie posiada tekturowych kartek, ale są to kartki dosyć grube, które trudniej zniszczyć małym rączkom.

Na okładce znajduje się informacja, że jest to książka przeznaczona dla 2,5-latków, jednak jestem przekonana, że jako lektura czytana wspólnie z rodzicami czy starszym rodzeństwem jest znakomita już dla roczniaków i dwulatków.

18297175_1401546103224442_383122937_o

Czytałam tę książkę znajomemu dwulatkowi, który zaśmiewał się z taty konika morskiego, który szukał swojego dziesiątego synka i nie mógł go znaleźć, a po drodze, zaglądając raz za kamień, kolejnym razem za muszlę, wodorosty czy do jaskini, znajdował zupełnie obce potomstwo.

Gdzie jest konik morski? to fantastyczna lektura, która może służyć do nauki liczenia do 10 oraz poznania liczebników. Nauka przez świetną zabawę gwarantowana!

Bardzo polecam!

18297214_1401546159891103_930783957_o Anita Bijsterbosch, Gdzie jest konik morski?, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2017.