Archive | Październik 2017

Ptasia trylogia Pana Poety w komplecie

Początkiem września na księgarskie półki trafiła trzecia część ptasiej trylogii Pana Poety, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i Spółka. Kruk, co kracze pokrakanie to najnowsza książka, która obok Kury, co tyła na diecie i Wróbla, co oćwierkał sąsiadów stanowi serię opowiastek o samoakceptacji i tolerancji dedykowaną przedszkolakom.

Pewien bardzo czarny kruk wstał w wyśmienitym humorze i od samego rana zaczął gadać, a raczej krakać. Krakał pod prysznicem, przy jedzeniu, na spacerze, przy herbacie, a właściwie to wszędzie. Z pewnością przekazywał same ważne informacje, ale brzmiały one pokracznie, albo raczej POKRAKANIE. Co zrobić, aby zrozumieć kruczą mowę?! Jest wyjście z tej patowej sytuacji! Po pierwsze należy chcieć, a po drugie… uczyć się języków obcych.

22768104_1561358193909898_61298699_o

Kruk, co kracze pokrakanie to zabawny, rymowany wiersz o potrzebie uczenia się języków obcych, ale również o chęci porozumiewania się z innymi ludźmi, z którymi nie jest nam koniecznie po drodze.

Atutem utworów stworzonych przez Pana Poetę jest współczesny język, jasny przekaz, dowcipny styl oraz teraźniejsze, znane dzieciom z własnych domowych podwórek, problemy. Jestem przekonana, że przedszkolaki pokochają tę ptasią trylogię.

22768232_1561358173909900_1678700887_o

Opowiastka o kruku oraz pozostałe książki Pana Poety zostały świetnie zilustrowane przez Joannę Młynarczyk. Obrazki są kolorowe, staranne, pełne szczegółów, stworzone z dużą dozą dystansu do życia i bardzo dowcipne. Wraz z tekstem tworzą zwartą i spójną całość. W książce o kruku na kilku ilustracjach zostały ukryte flagi różnych państw, co można wykorzystać do fantastycznych zabaw z przedszkolakami podczas wspólnej lektury.

Polecam!

krukPan Poeta, Kruk, co kracze pokrakanie, Wydawnictwo Prószyński i S-ka: Warszawa 2017.

Reklamy

Współczesna Antygona

25 października na księgarskie półki trafi powieść Alice Feeney Czasami kłamię. Ta książka to czytelnicza petarda: mocna, mroczna, trudna, frapująca. Po tej lekturze długo będziecie myśleć…

Amber Reynolds ma trzydzieści pięć lat i leży w szpitalu. We wstępie do opowieści o swoim życiu pisze, że Czytelnik przed rozpoczęciem lektury powinien wiedzieć o niej trzy rzeczy: po pierwsze, że jest w śpiączce, po drugie, że mąż już jej nie kocha i wreszcie po trzecie, że czasami kłamie. Tyle wiemy na początku, a później w miarę rozwoju historii poznajemy coraz więcej szczegółów, a obraz powoli się rozjaśnia (lub przynajmniej tak się wydaje z otrzymanych przesłanek). Kobieta jest w śpiączce, dlatego też jest zdana na łaskę i niełaskę służby zdrowia oraz swoich bliskich. Nie jest w stanie nic powiedzieć, nie panuje nad swoim ciałem, ale ma świadomość i słyszy oraz czuje wszystkie bodźce z otoczenia.

Historia opowiadana przez Amber biegnie dwutorowo. Z jednej strony dowiadujemy się o wydarzeniach teraźniejszych, słyszanych przez nią rozmowach i próbach przypomnienia sobie, co się zdarzyło i dlaczego leży w szpitalu. W retrospekcji poznajemy wydarzenia z przeszłości Amber, jej relacje z mężem, siostrą i rodzicami, a także jej sytuację zawodową. Natomiast dzięki pamiętnikowi dowiadujemy się o jej dzieciństwie.

Akcja książki powoli się rozkręca, napięcie wzrasta… Fabuła prowadzi do niespodziewanego, szokującego finału. Główna bohaterka jest jak starożytna Antygona, a jej życie to tragedia antyczna, z której nie ma dobrego, a co ważniejsze pozytywnego wyjścia. Cokolwiek postanowi, będzie to dla niej z którejś strony dramatyczne…

Czasami kłamię to mroczny, niepokojący i mocno trzymający w napięciu thriller. To książka, której nie jest się w stanie odłożyć aż do momentu, kiedy się ją skończy. Czytając ją, miałam poczucie, że koniecznie muszę poznać rozwiązanie i to szybko, bo inaczej nie będę mogła spać spokojnie. Z jednej strony chciałam ją odłożyć (dlaczego? bo momentami bardzo mnie przerażała!), a z drugiej nie byłam w stanie. Napawała mnie smutkiem, szczególnie kiedy czytałam wspomnienia z pamiętnika małej dziewczynki.

To powieść dla ludzi o silnych nerwach! Polecam.

czasami-klamie Alice Feeney, Czasami kłamię, Wydawnictwo W.A.B.: Warszawa 2017.

Byliśmy szaleńcami, nie bogami…

Otrzymałeś dobro? To podaj je dalej! Tylko taka ludzkość ma sens” (s. 141)

W październiku 2014 roku na ekrany polskich kin wszedł film Bogowie, o którym głośno było jeszcze przed premierą. Obraz Łukasza Palkowskiego osiągnął wielki sukces przynajmniej z kilku powodów, a dla mnie najważniejsze z nich to: przepiękna muzyka Bartosza Chajdeckiego, wspaniała gra aktorska oraz jedyny w swoim rodzaju temat.

Tytułowi bogowie to zespół lekarzy pod kierownictwem profesora Zbigniewa Religii, który dokonał pierwszego udanego przeszczepu serca w Zabrzu i tym samym stworzył Śląskie Centrum Chorób Serca znane w całej Europie. Wielkiemu wizjonerowi, profesorowi Relidze, partnerowali profesorowie Andrzej Bochenek i Marian Zembala.

W ubiegłym tygodniu miałam wielką przyjemność przeczytać znakomitą książkę, która ma swoje źródło właśnie w tamtych wydarzeniach. Dawid Kubiatowski przeprowadził wywiad z profesorem Marianem Zembalą, uczniem, współpracownikiem i kontynuatorem dzieła profesora Religii. Ta książka nosi tytuł Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka i ma w sobie ogromny ładunek pokory, siły, nadziei i właśnie wiary w człowieka, ale również w Boga.

Przedmowę do książki napisał znany aktor Piotr Głowacki, który w filmie wcielił się w postać profesora Zembali.

Profesor Marian Zembala jest kardiochirurgiem i transplantologiem, od lat piastuje stanowisko dyrektora Śląskiego Centrum Chorób Serca, a nawet ma za sobą półroczne doświadczenie bycia Ministrem Zdrowia. Profesor jest szczęśliwym mężem z ponad czterdziestoletnim stażem i ojcem czworga dzieci.

W publikacji Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka znajduje się jedenaście rozdziałów, czyli jedenaście rozmów, w których profesor Zembala podzielił się z Czytelnikami częścią swojego życia rodzinnego, opowiedział o rodzicach, swojej młodości, wyborach, które zaważyły na jego późniejszym życiu, studiach i początkach swojej pracy zawodowej. Snuta przez profesora opowieść dotyczy także współpracy z legendarnym profesorem Religą, powstawania szpitala w Zabrzu, nieznanych szczegółów z ważnej współpracy polskich lekarzy z kardiochirurgami w Holandii w czasie komunizmu oraz późniejszej pomocy lekarzom na Ukrainie.

Jeden z rozdziałów w całości poświęcony jest także filmowi Bogowie oraz współpracy z twórcami obrazu Palkowskiego. Profesor Zembala kilkanaście razy oglądał ten film, gdyż jak stwierdził „(…) ten film najpiękniej pokazuje właśnie wymiar służebny naszej pracy oraz znaczenie bardzo odpowiedzialnej pracy zespołowej, która wobec chorych starszych, trudniejszych staje się symbolem współczesnej medycyny” (s.29). Pomimo udanej kooperacji z filmowcami,  zabrzańscy lekarze protestowali przeciwko tytułowi filmu, gdyż nie chcieli być uznani za pysznych czy lepszych od innych, co profesor Zembala zabawnie skwitował słowami: „Byliśmy szaleńcami, nie bogami” (s. 15).

Wywiad z dyrektorem Śląskiego Centrum Chorób Serca to lektura wciągająca, bardzo ciekawa i porywająca. Z kart książki i opowieści samego profesora wyłania się trudna, bardzo odpowiedzialna, ale również niezwykle owocna i potrzebna praca lekarza, który jest w stanie wiele z siebie poświęcić dla dobra pacjenta. Profesor Zembala to wielka postać, lekarz oddany chorym, wspierający młodych adeptów medycyny oraz dzielący się z nimi swoim doświadczeniem. Po lekturze książki mam przed oczami profesora Zembalę – człowieka światłego, mądrego, ale również głęboko wierzącego, bardzo zajętego i wciąż robiącego dobro, bo, jak wielokrotnie podczas wywiadu powtarzał, „Bóg nie lubi leniwych”.

Bardzo polecam Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka.

P.S. Mottem tej recenzji uczyniłam słowa profesora Mariana Zembali, którymi kieruje się w swoim życiu.

spotkania Dawid Kubiatowski, Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka, Wydawnictwo Editio: Gliwice 2017.

 

O, kupa!

Pracując z dziećmi w przedszkolu ponad cztery lata, mogę śmiało powiedzieć (parafrazując Terencjusza), że wszystko, co ludzkie przestało być mi obce. Etap przedszkolny to czas, w którym dzieci bardzo mocno zaczynają interesować się swoim ciałem i jego budową. Do tego dochodzi również (szczególnie wzmacniająca się w grupie rówieśniczej) koncentracja na kupach, bąkach, moczu itp. Dlatego w życiu każdej nauczycielki przedszkola (i rodziców oczywiście) jest czas, kiedy na okrągło i namolnie słyszy rozmowy o fizjologii, śmiechy i ciągłe powtarzanie wyrazów związanych z wydalaniem.

W takich sytuacjach warto pokazywać dzieciom, że fizjologia, a zatem także i tak bardzo fascynujące wydalanie, jest rzeczą jak najbardziej naturalną i spotykaną przecież w świecie ludzi i zwierząt. Na przedszkolaków najlepszym sposobem jest rozmowa i zaspokojenie ciekawości, a wtedy dzieci uspokojone zdobytą wiedzą, przechodzą z nią do porządku dziennego i ich prowokowanie słownictwem umiera śmiercią naturalną.

Kilka lat temu nakładem Wydawnictwa Hokus-Pokus ukazała się świetna książka o kupie pt. O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę. Pamiętam, że jeden z moich ówczesnych czterolatków nauczył się tej opowieści na pamięć (sic!), bo tak często prosił rodziców, aby mu ją czytali. A to znaczy, że temat jest pilny, naglący i warto w sposób merytoryczny, ale i dowcipny zaspokajać ciekawość przedszkolaków.

Są również dzieci, które mają problem z wypróżnianiem i które z różnych przyczyn powstrzymują wydalanie, dlatego warto czytać im książki, pokazujące, że nie jest to powód do wstydu, gdyż wydalanie to najbardziej naturalna rzecz na świecie.

22219346_1544195152292869_158892529_o

W połowie września nakładem Wydawnictwa Adamada ukazała się dowcipna książka znakomitego Guido van Genechtena. Ta historyjka to Wielki Konkurs Kup opowiadająca o pewnym niesamowitym królestwie, którym rządził lew Król Kupko I.

Król Kupko I jest pasjonatem kup i puszczania bąków. Zafascynowany wydalaniem, raz do roku urządza Wielki Konkurs Kup i z tego powodu wszystkie zwierzęta z całego królestwa chwalą się swoimi „dziełami”. Imię zwycięzcy zostaje wyryte na pamiątkowej tablicy. W tym roku Król Kupko wymyślił dodatkową trudność w konkursie: zwierzęta miały pochwalić się swoimi wytworami kupkowymi, ale miały je pokazać w ciekawych prezentacjach. Zwierzęta prześcigały się w pomysłach, aby wypaść jak najlepiej. Były więc kupki w pudełkach na ciastka, wieże z kupek, konstrukcje z kupek, a nawet prezentacja o śmiesznej nazwie „Kupeczki na kółeczkach” oraz wiele innych ciekawych pomysłów. Śmiechu i podziwiania prac było mnóstwo! Król Kupko miał trudny orzech do zgryzienia, ale wybrał zwycięzcę! Jego imię pojawiło się na pamiątkowej tablicy laureatów!

22279267_1544195142292870_919460591_o

Wielki Konkurs Kup to zabawna i bardzo pomysłowa, a przy tym niezwykle naturalistyczna książka Guido van Genechtena! Jak zwykle sam autor stworzył ilustracje do książki, dlatego moim zdaniem to właśnie obrazki są najwspanialszą częścią tej publikacji!

22219215_1544195135626204_1017860315_o

Dodatkową zaletą takich publikacji jest zdobywanie wiedzy o zwyczajach żywieniowych zwierząt i ich odchodach, po których można rozpoznawać poszczególne gatunki.

Polecam!

22243828_1544195188959532_1784036630_o Guido van Genechten, Wielki Konkurs Kup, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2017.