Archiwum

Tajemnica wyspy

Uwielbiam kryminały i czasem mam wrażenie, że jestem uzależniona od powieści tego typu, gdyż co rusz mam ochotę na kolejną zagadkę. Kryminały to dla mnie przede wszystkim relaks i mnóstwo rozrywki.

W połowie lipca nakładem wydawnictwa Editio Black ukazała się nowa islandzka powieść kryminalno – historyczna napisana przez  Viktora Arnara Ingólfssona pt. Tajemnica wyspy Flatey.

Akcja powieści Tajemnica wyspy Flatey dzieje się w latach 60 XX wieku na jednej z maleńkich islandzkich wysp. Rodzina rybaków, podczas jednej z wypraw na sąsiednią wyspę, znajduje ciało martwego człowieka. Na początku wydaje się, że to zwykła śmierć, ale kiedy nikt z mieszkańców nie rozpoznaje denata, sprawa trochę się komplikuje. Zaraz potem na wyspę zostaje wysłany młody adwokat Kjartan, aby poznać tożsamość nieboszczyka, wyjaśnić tajemnicę jego śmierci i sprowadzić ciało na ląd.

Na początku książki fabuła toczy się bardzo powoli, gdyż Czytelnik razem z Kjartanem poznaje codzienność mieszkańców wyspy, ich trudy, radości i zwyczaje. Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się o tyle tajemnicza, o ile prosta, jednak z rozdziału na rozdział (akcja nabiera tempa) przekonujemy się, że to tylko pozory, czubek góry lodowej, pod którą kryją się zupełnie niespodziewane okoliczności.

Tajemnica wyspy Flatey to dwie opowieści w jednej książce, które przeplatają się przez całą akcję. Pierwsza z nich to klasyczny kryminał, gdyż jego akcja dzieje się w czasie, kiedy największą pomocą śledczego był jego umysł i umiejętność dedukcyjnego myślenia. Niestety lub stety nie znajdziemy w nim najnowszych technik kryminalistycznych, które pomagają odnaleźć przestępcę, ale tylko mniej lub bardziej prawdziwe zeznania ludzi, pozwalające na zrekonstruowanie wydarzeń i prowadzące do rozwikłania zagadki. Druga to mitologiczne historie zapisane w Księdze wyspy Flatey, z którą wiąże się pewna stara i tajemnicza legenda, którą zechce poznać i jej tajemnicę rozwikłać dociekliwy Czytelnik.

Kiedy akcja powieści rozkręci się na dobre, nie można się od niej oderwać i chciałoby się od razu poznać rozwiązanie obu zagadek. Powieść jest ciekawa, a zakończenie bardzo zaskakujące.

Książka będzie świetną gratką dla fanów klasycznych książek detektywistycznych, ale również dla amatorów historii Skandynawii i jej bogatej mitologii. Momentami czyta się ją także jak powieść obyczajową, kiedy możemy przyglądać się losom i życiu mieszkańców wyspy.

Polecam!

wyspa Viktor Arnar Ingolfsson, Tajemnica wyspy Flatey, Wydawnictwo Editio Black: Gliwice 2017.

 

Rozmowy kontrolowane

Jego nie lubię, zdecydowanie nie lubię. O niej słyszałam dobre rzeczy, aczkolwiek nie czytałam żadnej z jej książek. Dwie zupełnie różne osobowości, które przyjęły propozycję wspólnych rozmów „kontrolowanych” od Ireny A. Stanisławskiej.

On to Piotr Najsztub, przede wszystkim dziennikarz, ale swego czasu także restaurator, trochę skandalista, a na pewno obrazoburca. Ona to Dorota Sumińska, z zawodu lekarz weterynarz, miłośniczka zwierząt i autorka książek o życiu czworonogów (i nie tylko) oraz podróżach.

Najsztub i Sumińska. O Polsce, strachu i kobietach to zapis dziewięciu rozmów między innymi o empatii, prawach ludzi i zwierząt oraz o przyrodzie; o mężczyznach, kobietach, ich potrzebach i rodzinie; o filozofii życia, autorytetach, kłamstwie, miłości do ludzi i zwierząt; o czasie, świecie i strachu, sukcesach i szczęściu. Ta książka to ponad sto pięćdziesiąt stron opinii, argumentów, pytań i odpowiedzi.

Kiedy czytam książki w formie rozmów zawsze czuję się zaproszona do wspólnego dialogu, dlatego też rozmyślam, komentuję, zgadzam się i absolutnie nie. Z jednej strony poznaję opinię na ważny temat od innych ludzi, a z drugiej uzyskuję potwierdzenie swojego toku myślenia i zgromadzonych argumentów.

Nie jestem miłośniczką zwierząt, ale dzięki tej lekturze popatrzyłam na zwierzaki trochę bardziej przychylnym wzrokiem. Dorota Sumińska ma naprawdę ogromną wiedzę na temat fauny, zwyczajów i potrzeb zwierząt, co było widać w każdych jej słowach. Ta lektura zdecydowanie zachęciła mnie do sięgnięcia po inne książki jej autorstwa.

Dobra książka na wolne popołudnie i świetna propozycja na prezent. Polecam!

Najsztub i Sumińska o Polsce, strachu i kobietach_okładka front Irena A. Stanisławska, Najsztub i Sumińska. O Polsce, strachu i kobietach, Wydawnictwo Czarna Owca: Warszawa 2017.

 

 

Lipowo na tropie zbrodni po raz ósmy…

Już od maja z niecierpliwością oczekiwałam na wydanie nowej powieści Katarzyny Puzyńskiej Czarne narcyzy, która swoją premierę miała mieć 13 czerwca. Pech chciał, że moja cierpliwość została wystawiona na ogromną próbę, gdyż książkę mogłam zacząć czytać dopiero trzy dni temu! Na szczęście dostałam ją w swoje wygłodniałe oczy i zanurzyłam się w lekturze 🙂 Ach, co to była za przyjemność!

Przede wszystkim dziękuję Pani, Pani Katarzyno, gdyż ósmy tom serii o policjantach (i nie tylko) z Lipowa jest jeszcze lepszy i bardziej znakomity niż wydane do tej pory powieści, których także jestem ogromną fanką! Czytanie tych książek to wielka radość, pomimo niezbyt wesołej fabuły…

Kiedy po ośmiu miesiącach od wydania Domu czwartego (siódmego tomu serii) ponownie zaczytałam się w opowieść o lipowskim posterunku policji, już od pierwszych stron wiedziałam, że losy głównych bohaterów bardzo się zagmatwały. Żaden z nich nie odczuwał spokoju po marcowych wydarzeniach w rodzinnym domu Klementyny… Daniel poddał się marazmowi i wegetował… Weronika chciała mu pomóc, ale jak można pomóc komuś, kto nie przyjmuje pomocnej dłoni… Emilia wplątała się w związek, który zbyt dużo ją kosztował, a Klementyna jak zwykle była jak samotna łajba wśród huczących fal oceanu… Wydawało się, że tylko prokurator Leon Gawroński i inspektor Wiktor Cybulski mają powody do zadowolenia, gdyż akurat dla nich los okazał się łaskawy. Ale czy na pewno?!

22 lipca Brodnica zamieniła się w jeden wielki festyn, gdyż właśnie tam zorganizowano obchody Wojewódzkiego Święta Policji. Chociaż Daniel wcale nie ma ochoty się tam pokazywać, zrobi to poproszony o przysługę. Ku jego początkowemu niezadowoleniu, od pewnej młodej dziennikarki dostaje szczątkowe informacje o dowodach na nieprawidłowości w jego ostatnim śledztwie. W tym samym czasie Weronika zaczyna korespondować z pewną osobą, która prosi ją o pomoc, gdyż grozi jej niebezpieczeństwo… Kiedy jeszcze niepokorny duet, Daniel i Klementyna, znajdują ciało młodej dziewczyny w domu drwala w środku lasu, nikt nie jest w stanie zatrzymać mających się ziścić wydarzeń. Czy morderca działa w pojedynkę i czy ma on coś wspólnego ze starą leśną legendą?! Czy Daniel odzyska swój honor, a może to nieoficjalne śledztwo pociągnie go ze sobą na samo dno, skąd nie ma już powrotu?!

Czarne narcyzy to genialnie skonstruowana fabuła, świetnie opowiedziana historia (a nawet historie, gdyż niejedną opowieść dostrzeże uważny Czytelnik) i bardzo dobrze pod względem językowym i stylistycznym napisana powieść. Katarzyna Puzyńska po raz kolejny (już ósmy 😉 ) pokazała, że jest świetnym psychologiem, obserwatorem ludzkich zachowań i ich motywów, a w końcu (chociaż to powinno być raczej na początku) kapitalną powieściopisarką.

Jej dzieła to nie tylko kryminały. To fantastyczne książki o szerokim kontekście obyczajowym i rewelacyjne powieści psychologiczne. Puzyńska stworzyła świetnych, charakterystycznych bohaterów, którym się albo kibicuje, albo ich nie lubi, nie można przejść obok nich obojętnie. Kolejne części to nowe zbrodnie i przestępstwa, ale także kontynuacja losów kilku stałych bohaterów. Czarne charaktery to osobowości złożone, którymi targają wielkie emocje i którzy zostali kapitalnie przedstawieni od strony psychologicznej.

Policjanci i psychologowie policyjni powinni być wdzięczni Autorce za to w jaki sposób przedstawia ich pracę. Bez lukru i wazeliniarstwa, ale także pokazując ogrom ich pracy To dzięki takim książkom przeciętny obywatel może wyobrazić sobie trud pracy policjanta, któremu kibicuje się, kiedy osiągnie sukces i na którego głowę wylewa się kubeł pomyj, jeśli popełni choć najmniejszy błąd, do którego w końcu ma prawo, jest przecież człowiekiem z krwi i kości, a nie maszyną.

Dobra wiadomość dla wiernych Czytelników pisarstwa Katarzyny Puzyńskiej jest taka, że między wierszami pojawia się informacja o czym będzie kolejny tom 🙂 Pozostaje nam tylko czekać na wiadomość o dacie premiery 😉

Bardzo polecam!

czarne_narcyzy Katarzyna Puzyńska, Czarne narcyzy, Wydawnictwo Prószyński i S-ka: Warszawa 2017.

Kobieta na zakręcie…

Kobieta na zakręcie swojego życia, bez pracy, perspektyw, u boku (nie)właściwego mężczyzny to świetny początek dobrej powieści. Tym lepszej, im pisarz jest zdolniejszy i ma bardziej bujną wyobraźnię. Dodatkowym bonusem jest umiejętność zaskoczenia Czytelnika, tak, aby po pierwszych czterdziestu stronach nie domyślił się przebiegu całej fabuły…

Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej Anny Brody to właśnie trochę taka historia. Marta mieszka w Warszawie ze swoim ukochanym i jest w trakcie pisania drugiej książki. Jej pierwsze dzieło to genialny kryminał, niestety do tej pory nie wydany, bo nikt się jeszcze na nim nie poznał, no ale w końcu książek J. K. Rowling też nikt nie chciał przez lata wydać, a finalnie stały się wielkimi bestselerami!

Na początku Marta ma trochę trudno, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że długo to nie potrwa. Szczególnie, jeśli będzie stosowała się do rad Andrew (swojego narzeczonego, a zarazem mistrza savoir-vivre) oraz jego, idealnej w każdej dziedzinie, asystentki. No, cóż, kiedy Marta jest strasznie uparta, a w dodatku oporna na „dobre” rady. Dodatkowo całą sytuację skomplikuje Kraków, pogrzeb oraz pewien zapyziały i zapuszczony sklepik…

Anna Broda napisała ciekawą i zaskakująca książkę. Chociaż zakwalifikowałabym ją jako lekkie i przyjemne czytadło, to nie jest to książka pusta i bezwartościowa. Autorka świetnie przedstawiła (zestawiając ze sobą) sztuczny świat show-biznesu i nie zawsze proste, ale pozytywne relacje rodzinne. Życie nie jest proste, czasem skazuje nas na cierpienie i każe podejmować trudne decyzje, ale zgodnie z tytułową teorią zakalca, zawsze mamy szansę, aby próbować od nowa…

To fajna lektura na wakacyjne wojaże, polecam!

Teoria_zakalca_okladka Anna Broda, Teoria zakalca Dagny Przybyszewskiej, Wydawnictwo Muza: Warszawa 2017.

Niewygodne pytania…

„Kiedy Christina trzymała mnie za rękę, a pani Mina ściskała dłoń mamy, nastała chwila – mgnienie oka, jedno uderzenie serca – gdy wykształcenie, pieniądze i kolor skóry się nie liczyły. Wszyscy byli równi, a jedna kobieta zwyczajnie pomagała drugiej.”!!!

Kiedy dowiedziałam się, że Jodi Picoult napisała nową książkę, byłam bardzo poruszona. Uwielbiam pisarstwo tej Amerykanki, gdyż w każdej swojej powieści porusza ona bardzo współczesne i ważne problemy. Kiedy natomiast usłyszałam, że Jodi Picoult napisała książkę o rasizmie, trochę się zdziwiłam, gdyż jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, o czym może być ta książka. Pomyślałam nawet, że przecież rasizm nie może być zbyt popularny, żyjemy przecież w XXI wieku i cywilizowani ludzie powinni (przynajmniej z zasady) oceniać człowieka po jego postawie i czynach, a nie po kolorze skóry! Ale z drugiej strony, widząc, co się dzieje na świecie, trudno nie zgodzić się z tym, że rasizm w dalszym ciągu ma się całkiem nieźle. Kilka lat temu oglądałam bardzo dobrą kampanię społeczną wyprodukowaną przez firmę Nike, w której występowali czarnoskórzy sportowcy. Jeden z filmów pokazywał piłkarzy, którzy podkreślali, że uwielbiają pozytywne emocje na stadionie, kochają strzelać do bramki, ale są wstrząśnięci tym, że są ludzie, którzy postrzegają ich jako gorszych piłkarzy tylko dlatego, że przeszkadza im ich kolor skóry! Skoro powstają takie książki i skoro tworzy się takie kampanie, to znaczy, że są one bardzo potrzebne!

Bardzo często wzruszam się na filmach, natomiast rzadziej wzruszam się, czytając książki. Na najnowszej powieści Jodi Picoult Małe, wielkie rzeczy byłam głęboko poruszona i wzruszona. Łzy same popłynęły.

Ruth już od szkoły podstawowej miała pod górkę, gdyż jako jedna z niewielu czarnoskórych dzieci, uczęszczała do szkoły, gdzie przeważały dzieci zamożnych, białych ludzi. Nie liczyło się to, że była zdolna i niesamowicie uparta oraz cierpliwie dążyła do raz obranego celu. Liczyło się przede wszystkim to, że była czarna, a więc nigdzie do końca nie pasowała: do białych, przez kolor swojej skóry, a do czarnoskórych przez uczęszczanie do szkoły dla białasów!

Na szczęście Ruth skończyła szkołę i od ponad dwudziestu lat mogła robić to, co kochała, czyli pracować jako pielęgniarka w prowincjonalnym szpitalu w Mercy – West Haeven. Rewelacyjnie wywiązywała się ze swoich obowiązków, była uczciwa, pracowita i uprzejma dla swoich pacjentek. Jednak pewnego dnia została odsunięta od małego pacjenta, tylko dlatego, że jej kolor skóry nie odpowiadał rodzicom noworodka. Wszystko może skończyłoby się tylko na niesmaku, gdyby nie to, że wkrótce po niegroźnym zabiegu, dziecko zmarło. Zrozpaczeni rodzice widzą tylko jedno wyjście, gdyż aby ukoić swój ból, muszą znaleźć winnego. A skoro czarnoskóra pielęgniarka, pomimo wyraźnego polecenia przełożonej, znalazła się obok noworodka, wiadomym jest, że tylko ona musi być winna! Czy można kogoś oskarżyć tylko dlatego, że nie podoba nam się kolor jego skóry?! Można, ale trzeba się liczyć ze wszystkimi konsekwencjami!

Małe, wielkie rzeczy to świetna, poruszająca, zapadająca w pamięć powieść! Można nie zgadzać się z postawą rodziców, można podzielać ich opinię, ale na pewno nie można stać z boku i patrzeć z obojętnością. Przy tej książce nie można wyłączyć emocji, a w dodatku podczas lektury wychodzą wszystkie nasze uprzedzenia, szczególnie te nieuświadomione. Myślimy w trakcie czytania, a także wtedy, kiedy choć na chwilę odłożymy książkę na bok, walczymy ze sobą, stawiamy się w roli głównej bohaterki, zastanawiamy się, co byśmy zrobili na miejscu rodziców. Jodi Picoult stawia konkretne, czasem niewygodne pytania i oczekuje odpowiedzi. My nie możemy spasować! Musimy odpowiedzieć, a wreszcie musimy opowiedzieć się po jednej ze stron. Tu nie ma wygranych i przegranych. Tu każdy coś zyskuje i każdy traci. Szala bardzo łatwo może się przechylić. Zwycięstwo, nie zawsze będzie się równało zyskowi…

Jodi Picoult jest genialną powieściopisarką. Jestem przekonana, że jeśli znajdą się tacy, którzy zarzucą jej błędy, to na pewno nie będą w stanie zarzucić jej nudy. Jodi Picoult wstrząsa Czytelnikiem, ale także, w dokładnie każdej książce, bardzo go zaskakuje. Przyznam się, że nie czytałam jeszcze żadnej jej książki, która by mnie nie zaskoczyła. Doczytując kilkadziesiąt czy kilkanaście ostatnich stron powieści, zawsze siedzę jak na szpilkach, gdyż niezmiennie za każdym razem jestem ogromnie zaskoczona. Tym razem, przy Małych, wielkich rzeczach było podobnie. Zostałam wprost porażona, nie spodziewałam się takiego rozwiązania!

Bardzo, bardzo polecam najnowszą powieść Jodi Picoult Małe, wielkie rzeczy!

18471875_1409220739123645_1447373386_o Jodi Picoult, Małe, wielkie rzeczy, Wydawnictwo Prószyński i S-ka: Warszawa 2017.

 

Uwaga: lektura pobudza do refleksji!

Jakiś czas temu burzliwie rozmawiałam z jedną z koleżanek z pracy o zajęciach dodatkowych w szkole podstawowej. Zaczęło się właściwie od tego, że moja rozmówczyni stwierdziła, że jedna godzina tygodniowo zajęć z filozofii jest zbędna. Nie zgadzam się z tym zdaniem, gdyż uważam, że dobrze prowadzona filozofia daje dzieciom możliwość nauczenia się mądrego stawiania pytań i prowadzenia kulturalnej rozmowy, a także rozwija logiczne myślenie oraz poszerza horyzonty. W wielu przedszkolach pojawiają się już zajęcia z filozofii i jasnym jest, że dzieci nie poznają tam teorii filozoficznych, ale najzwyczajniej w świecie zamieniają się w małych myślicieli, którzy próbują rozwiązywać ważne problemy, oczywiście na miarę ich możliwości. Jestem przekonana, że jeśli nauczymy dzieci myśleć i damy im ku temu możliwości, wyrosną z nich myślący i refleksyjni ludzie, a takich trudniej jest oszukać i zmanipulować.

Nieżyjący już kilka lat Leszek Kołakowski to znakomity polski filozof, eseista i publicysta, zafascynowany szczególnie filozofią kultury i religii. Od końca lat 60 XX wieku na stałe związany z Uniwersytetem w Oxfordzie oraz prowadzący gościnne wykłady na amerykańskich uczelniach.

Leszek Kołakowski to wielki popularyzator filozofii, człowiek, który pragnął wprowadzić filozofię pod przysłowiowe strzechy. Napisał wiele książek, które skierowane są do przeciętnego czytelnika, aby przybliżyć mu idee, traktaty czy myśli i prądy filozoficzne. W lutym nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się książka Leszka Kołakowskiego pt. Ułamki filozofii.

Ułamki filozofii to niewielka książka, która przywołuje sześćdziesiąt dwie myśli filozoficzne takich myślicieli jak: Arystoteles, Heidegger, Husserl, Berkeley, Pitagoras, Platon, Spinoza, Marek Aureliusz, Nitzsche, Hegel, Kierkegaard, Pascal, Jaspers i wielu, wielu innych. Leszek Kołakowski pozwolił sobie skomentować najbardziej znane myśli, odnieść je do kontekstu, z którego czasem zostały wyrwane, nadać im sens i zaprosić czytelnika do dialogu, a nawet skusić go do refleksji czy zakwestionowania niektórych powiedzeń, które na stałe wdarły się do kulturalnego dziedzictwa współczesnego człowieka.

Zachęcam do podróży z Leszkiem Kołakowskim przez różne nurty filozoficzne i fenomenalne, będące w powszechnym użyciu, myśli wielkich twórców, takie jak: „Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki”, „Wiem, że nic nie wiem”, „Myślę, więc jestem”, „Tabula rasa” czy „Niebo gwieździste nade mną i prawo moralne we mnie”.

Uwaga: ta lektura otwiera szerzej oczy i pobudza do refleksji! Polecam!

17916539_1377628962282823_496625697_o Leszek Kołakowski, Ułamki filozofii, Wydawnictwo Prószyński i S-ka: Warszawa 2017.

Skłodowska Curie – noblistka i skandalistka

Mam duży problem z powieściami biograficznymi. Zapytacie jaki? Otóż zawsze, ilekroć czytam takie książki (wliczają się w to także powieści historyczne) zastanawiam się, ile jest w nich prawdy, ale ile wyobraźni pisarza. O ile większość informacji o życiu i twórczości danej postaci czy też faktów historycznych z jej życia można sprawdzić w tekstach źródłowych, o tyle nie jesteśmy w stanie przywołać myśli, ani odczuć bohatera (chyba, że pozostawił po sobie pamiętnik). Niemniej jednak, lubię czytać takie historie, gdyż zawsze bliżej im do beletrystyki niż czystej biografii (a za biografiami, jak już pisałam, nie bardzo przepadam).

Kilkanaście dni temu do polskich kin trafił film Maria Skłodowska Cuire, a wraz z nim na księgarskie półki biograficzna powieść o tym samym tytule. Autorką powieści o polskiej noblistce jest Magdalena Niedźwiedzka. Film nie jest ekranizacją książki, a oba dzieła powstały niezależne od siebie i tak też należy je odbierać.

Nie byłam jeszcze w kinie, ale jestem świeżo po lekturze książki i muszę przyznać, że zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie i bardzo mi się podobała. Mam chrapkę również na film, dlatego pewnie niedługo się na niego wybiorę 🙂

Główna akcja powieści dzieje się pomiędzy 28 października 1911 a 8 grudnia 1912 roku. Obserwację życia Marii Skłodowskiej – Curie rozpoczynamy od jej udziału w międzynarodowym kongresie fizyków, zorganizowanym przez belgijskiego przemysłowca Ernesta Solvaya. Na tle słynnej konferencji rozgrywa się wielki skandal obyczajowy z udziałem Marii, z powodu którego na włosku wisi jej reputacja oraz ciężko zdobyta pozycja wśród liczących się naukowców…

1911_Solvay_conference Źródło: Wikipedia

Oprócz głównego czasu akcji, oglądamy jak na filmie przeszłość Skłodowskiej: jej dom rodzinny w Warszawie, zmagania, aby móc wyjechać do Paryża na studia (gdyż w Polsce końcem XIX wieku nie przyjmowano kobiet na uniwersytety), pierwszą, nieszczęśliwą miłość, tęsknotę za matką czy biedę, którą musiała znosić w Paryżu. Trochę jak w kalejdoskopie widzimy również poznanie Piotra Curie, ich miłość i krótkie małżeństwo, a także trud wychowywania dzieci, kiedy ciężko jest zrezygnować z tego, co się najbardziej kocha, czyli z nauki i wiążącej się z nią pracy zawodowej.

Maria to była jedyna kobieta w zamkniętym i, chciałoby się rzec, skostniałym środowisku samych mężczyzn – naukowców. Czytając książkę, przyglądamy się niezwykle zdolnej fizyczce, która musiała bardzo ciężko pracować, aby uzyskać dwa noble, ale i tak (szczególnie w kuluarach) wielu mężczyzn próbowało umniejszyć jej rolę w odkryciu pierwiastków i w ogóle skompromitować ją jako kobietę – naukowca. Mężczyznom początku XX wieku bardzo trudno było przyznać, że kobieta może mieć umysł na równi z nimi, a czasami nawet większy.

Książka jest bardzo ciekawa i wciągająca. Było mi bardzo trudno się od niej oderwać. Chciałam usiąść, zapomnieć o rzeczywistości, wyłączyć się i zagłębić się życie Marii Skłodowskiej – Curie. Jestem przekonana, że polska noblistka opisana przez Magdalenę Niedźwiedzką żadnego Czytelnika nie pozostawi obojętnym. Dzięki powieść możemy spojrzeć na Marię jak na kobietę z krwi i kości, która walczyła, kochała, popełniała błędy i upadała. Taką bohaterkę się kocha, nienawidzi, współczuje jej lub dziwi jej wyborom, ale nie można pozostawić obojętnym na jej życie i decyzje, które podejmowała.

Na koniec jeszcze jeden smaczek 🙂 Niewielu Czytelników pewnie wie (ja nie wiedziałam), że Skłodowska – Curie przyjaźniła się z … Einsteinem! I o tej znajomości także garść informacji w książce!

Polecam!

skłodowska Magdalena Niedźwiedzka, Maria Skłodowska Curie, Wydawnictwo Prószyński i S-ka: Warszawa 2017.