Archiwum

Współczesna Antygona

25 października na księgarskie półki trafi powieść Alice Feeney Czasami kłamię. Ta książka to czytelnicza petarda: mocna, mroczna, trudna, frapująca. Po tej lekturze długo będziecie myśleć…

Amber Reynolds ma trzydzieści pięć lat i leży w szpitalu. We wstępie do opowieści o swoim życiu pisze, że Czytelnik przed rozpoczęciem lektury powinien wiedzieć o niej trzy rzeczy: po pierwsze, że jest w śpiączce, po drugie, że mąż już jej nie kocha i wreszcie po trzecie, że czasami kłamie. Tyle wiemy na początku, a później w miarę rozwoju historii poznajemy coraz więcej szczegółów, a obraz powoli się rozjaśnia (lub przynajmniej tak się wydaje z otrzymanych przesłanek). Kobieta jest w śpiączce, dlatego też jest zdana na łaskę i niełaskę służby zdrowia oraz swoich bliskich. Nie jest w stanie nic powiedzieć, nie panuje nad swoim ciałem, ale ma świadomość i słyszy oraz czuje wszystkie bodźce z otoczenia.

Historia opowiadana przez Amber biegnie dwutorowo. Z jednej strony dowiadujemy się o wydarzeniach teraźniejszych, słyszanych przez nią rozmowach i próbach przypomnienia sobie, co się zdarzyło i dlaczego leży w szpitalu. W retrospekcji poznajemy wydarzenia z przeszłości Amber, jej relacje z mężem, siostrą i rodzicami, a także jej sytuację zawodową. Natomiast dzięki pamiętnikowi dowiadujemy się o jej dzieciństwie.

Akcja książki powoli się rozkręca, napięcie wzrasta… Fabuła prowadzi do niespodziewanego, szokującego finału. Główna bohaterka jest jak starożytna Antygona, a jej życie to tragedia antyczna, z której nie ma dobrego, a co ważniejsze pozytywnego wyjścia. Cokolwiek postanowi, będzie to dla niej z którejś strony dramatyczne…

Czasami kłamię to mroczny, niepokojący i mocno trzymający w napięciu thriller. To książka, której nie jest się w stanie odłożyć aż do momentu, kiedy się ją skończy. Czytając ją, miałam poczucie, że koniecznie muszę poznać rozwiązanie i to szybko, bo inaczej nie będę mogła spać spokojnie. Z jednej strony chciałam ją odłożyć (dlaczego? bo momentami bardzo mnie przerażała!), a z drugiej nie byłam w stanie. Napawała mnie smutkiem, szczególnie kiedy czytałam wspomnienia z pamiętnika małej dziewczynki.

To powieść dla ludzi o silnych nerwach! Polecam.

czasami-klamie Alice Feeney, Czasami kłamię, Wydawnictwo W.A.B.: Warszawa 2017.

Reklamy

Z obsesyjną zachłannością…

Wczoraj swoją premierę miała najnowsza powieść Katarzyny Bereniki Miszczuk pt. Obsesja. To kryminał z wątkami obyczajowymi lub powieść obyczajowa z kryminałem w tle. W tym przypadku nieważna jest nomenklatura, a to, że ta lektura wbija w fotel. Jest świetna i takie książki chce się czytać!

Dwudziestodziewięcioletnia Joanna Skoczek jest rezydentką na oddziale psychiatrycznym w Szpitalu Wschodnim w Warszawie. Jest świeżo po rozwodzie, dlatego podjęła decyzję o powrocie do stolicy z Gdańska, gdzie mieszkała wraz z mężem. Pół roku wcześniej wprowadziła się do niewielkiej kawalerki na Pradze, skąd ma rzut kamieniem do pracy. Wydawać by się mogło, że powoli podnosi się po nieudanym małżeństwie, wdraża się do obowiązków w nowym szpitalu i nawiązuje pozytywne relacje ze swoimi współpracownikami z oddziału. Niestety ten względny spokój nie trwa długo i na głowę Asi zwala się kilka spraw. Najpierw poznaje Łukasza, szpitalnego salowego, który wydaje się bardzo kontaktowy i przyjaźnie nastawiony, ale czy to nie pozory?! Zaraz potem w szpitalu wpada na Tomka (a także wpada mu w oko), kolegę ze studiów, a obecnie nieziemsko przystojnego chirurga, na widok którego szybciej biją serca połowy pracownic szpitala (i nie tylko), przez co nieświadomie staje się wrogiem co najmniej dwóch kobiet. Żeby tego było mało, zaczyna dostawać miłosne liściki od tajemniczego wielbiciela…

W tym samym czasie jedna z pacjentek szpitala zostaje brutalnie zamordowana! Policja zaczyna się zastanawiać czy to odosobniony przypadek czy przebudzenie seryjnego mordercy, który kilka miesięcy wcześniej atakował czarnowłose kobiety w Warszawie.

Co z tym wszystkim ma wspólnego Asia i jej powrót do stolicy?! Być może nic, a może znacznie więcej niż chciałaby wiedzieć…

Obsesja to powieść, którą czytałam z obsesyjną zachłannością. O ile pierwsze kilkadziesiąt stron było głównie spokojnym wprowadzeniem do powieści, o tyle pozostałe trzysta z hakiem to jazda bez trzymanki! Wystarczy sobie wyobrazić: stary szpital, oddział psychiatryczny, ciemne korytarze, jeszcze ciemniejsza szatnia w piwnicy i oddech mordercy, który czuć tuż za plecami… Majstersztyk, a w dodatku tak świetnie utkany, że sporo się nagimnastykowałam, aby rozwiązać zagadkę (co mi się oczywiście nie udało!), a kiedy doczytałam scenę finałową byłam autentycznie zszokowana! Tego się nie spodziewałam!

Wielkim atutem tej książki są bohaterowie. Nie jeden, nie dwóch, a co najmniej siedmiu… Są autentyczni, interesujący, nieszablonowi i bardzo charakterystyczni. Autorka zadała sobie sporo trudu, aby odmalować tak różne postacie, które będą żyły swoim życiem, wniosą sporo wątków do powieści, a przy tym nie zanudzą Czytelnika i nie będą się mylili (co wbrew pozorom naprawdę jest sztuką).

To była pierwsza powieść Katarzyny Bereniki Miszczuk, którą przeczytałam, ale jeśli pozostałe są choć w połowie tak dobre, to już wiem, co będę czytać w najbliższym czasie!

Polecam!

obsesja Katarzyna Berenika Miszczuk, Obsesja, Wydawnictwo W.A.B.: Warszawa 2017.

 

Policzmy wspólnie do 10!

Anita Bijsterbosch jest autorką mądrych, zabawnych i przede wszystkim pięknie ilustrowanych książek dla dzieci (zapraszam na jej stronę: https://anitabijsterbosch.nl/). W ubiegłym roku Wydawnictwo Adamada wydało w Polsce pierwszą książkę tej autorki pt. Wszyscy ziewają. Jest to fantastyczna lektura dla wszystkich maluszków, które… nie chcą spać (pisałam już o niej i polecam wszystkim tym, którzy jeszcze jej nie znają: https://ksiazkowelove.wordpress.com/2016/09/06/na-dobry-sen-dla-maluszka/). Już za kilka dni, 9 maja, odbędzie się premiera nowej książki Anity Bijsterbosch pt. Gdzie jest konik morski?  

Samiec konika morskiego jest zupełnie niesamowity, bo to w jego torbie lęgowej dojrzewają młode koniki morskie. Bohater książki tato konik morski ma aż dziesięcioro małych dzidziusiów, to znaczy miał mieć dziesięcioro, bo okazało się, że młodych jest tylko dziewięcioro! Jeden najzwyczajniej w świecie na pewno się zgubił! Tatuś musi więc poszukać dziesiątego konika, dlatego wyrusza na wielką ekspedycję poszukiwawczą na dno oceanu. Tam, wśród wodorostów, ukwiałów, raf koralowych, skał i jaskiń, szuka swojego małego synka, spotykając różne morskie zwierzęta. Czy tato konik morski znajdzie dziesiątego dzidziusia?! Oczywiście, przecież to bardzo troskliwy tata!

18296961_1401546139891105_181556253_o

18318273_1401546129891106_104062721_o

Gdzie jest konik morski? to bardzo kolorowa i zabawna książka. Tekst i ilustracje zostały dostosowane do percepcji małego dziecka. Obrazki są wyraziste. bajeczne, mieniące się kolorami, zawierające niespodziankę na każdej stronie, dzięki otwieranym okienkom. Brak w niej zbędnych, dodatkowych szczegółów, które rozpraszałyby uwagę maluszka. Książka nie posiada tekturowych kartek, ale są to kartki dosyć grube, które trudniej zniszczyć małym rączkom.

Na okładce znajduje się informacja, że jest to książka przeznaczona dla 2,5-latków, jednak jestem przekonana, że jako lektura czytana wspólnie z rodzicami czy starszym rodzeństwem jest znakomita już dla roczniaków i dwulatków.

18297175_1401546103224442_383122937_o

Czytałam tę książkę znajomemu dwulatkowi, który zaśmiewał się z taty konika morskiego, który szukał swojego dziesiątego synka i nie mógł go znaleźć, a po drodze, zaglądając raz za kamień, kolejnym razem za muszlę, wodorosty czy do jaskini, znajdował zupełnie obce potomstwo.

Gdzie jest konik morski? to fantastyczna lektura, która może służyć do nauki liczenia do 10 oraz poznania liczebników. Nauka przez świetną zabawę gwarantowana!

Bardzo polecam!

18297214_1401546159891103_930783957_o Anita Bijsterbosch, Gdzie jest konik morski?, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2017.

„Kto tu jest niepełnosprawny?”

Kiedy studiowałam pedagogikę specjalną, na jednym z zajęć wykładowca zapytał, jak nam się wydaje, jakiego rodzaju niepełnosprawności ludzie boją się najbardziej, w znaczeniu jakiej niepełnosprawności sami nie chcieliby mieć i jakiej nie życzyliby swojemu dziecku? Z sali padały różne odpowiedzi, ale prowadzący skorygował nas, mówiąc, że jeśli zapytamy przeciętną osobę, jaka niepełnosprawność najbardziej komplikuje życie, to ludzie najczęściej wymieniają dysfunkcję narządu wzroku, a konkretnie bycie niewidomym lub posiadanie niewidomego dziecka. Pamiętam, że na tamtych zajęciach dowiedziałam się, że to nieprawda. Jest to mit, który zrodził się z lęku i niewiedzy. Osoby niewidome potrafią świetnie funkcjonować w świecie oraz być samodzielne, a pozostałymi zmysłami (najczęściej dotykiem i słuchem) potrafią sobie zrekompensować ubytek wzroku. Najgorszym podejściem, jakie (tak zwani) pełnosprawni ludzie prezentują względem niewidomych, jest postawa litości i wyręczania. Już od najmłodszych lat warto przekazywać dzieciom, że niepełnosprawny nie znaczy gorszy…

1 marca nakładem Wydawnictwa Adamada ukaże się bardzo interesująca książka o niezwykle intrygującym tytule: O Kamilu, który patrzy rękami. Autorem tej publikacji jest Tomasz Małkowski.

Kamil ma 5 lat, starszą siostrę Zuzię, mamę, tatę i psa Lupiego. Razem tworzą zwykłą rodzinę, choć są także trochę niezwykli przez wyjątkowość Kamila, który jest niewidomy od urodzenia. Chociaż Milek (bo tak nazywają go rodzice i siostra) czasem ma trochę trudniej i potrzebuje pomocy, świetnie sobie radzi i jest bardzo samodzielny. W dodatku robi mnóstwo różnych rzeczy zupełnie jak jego pełnosprawni rówieśnicy: jeździ na rowerze, zjeżdża ze zjeżdżalni oraz gra w piłkę! Niestety często, szczególnie wśród obcych ludzi, spotyka się z litością, nadmiernym i niepotrzebnym współczuciem oraz przezywaniem i wyśmiewaniem! Na szczęście Kamil, choć dopiero przedszkolak, ma wobec swojej osoby mnóstwo dystansu, a w dodatku posiada świetne poczucie humoru, które zjednuje mu przychylność otoczenia, a czasem jest powodem utarcia komuś nosa!

kamil1

Książa ta została napisana ze swadą i wielkim poczuciem humoru. Autor nie koloryzuje sytuacji Kamila, ale prawdziwie pokazuje jego trudności i bariery, które musi pokonać, jednocześnie podkreślając, że niewidomy chłopczyk to zupełnie normalne dziecko, które chce spędzać czas ze swoimi rówieśnikami, ma marzenia i tak po prostu (choć czasem nie całkiem zwyczajnie) je realizuje.

O Kamilu, który patrzy rękami to opowieść przeznaczona dla dzieci od 5 roku życia i tych nieco starszych. Uważam, że ta historia przez swoje poczucie humoru zainteresuje nawet dzieci 9 – 10 – letnie.

Tomasz Małkowski napisał bardzo ciekawą i bardzo potrzebną książkę! Niezwykle ważne jest oswojenie dzieci pełnosprawnych z niepełnosprawnymi rówieśnikami, z którymi mogą zetknąć się na podwórkach, świetlicach czy przedszkolach i szkołach, gdyż w ostatnim czasie coraz bardziej popularna staje się edukacja integracyjna. Dzieci i dorośli z różnymi niepełnosprawnościami to normalni ludzie, o pełni praw obywatelskich, którzy mają swoje potrzeby, marzenia, ale także ograniczenia, wynikające z różnych przyczyn. Zasługują na nasz szacunek, który wynika z ich człowieczeństwa. Takie wnioski płyną z tej zabawnej książki, którą polecam czytać wszystkim dzieciom, bez względu na to czy mają wśród swoich rówieśników dzieci niewidome, niesłyszące, upośledzone umysłowo czy z innymi niepełnosprawnościami. Ta książka pokazuje, że niepełnosprawność nie przeszkadza w prowadzeniu pełnowartościowego  życia!

kamil2

Ilustracje do historii Milka zostały stworzone przez Joannę Rusinek. Jest ich w książce sporo, znajdują się prawie na każdej stronie. Są dowcipne i świetnie uzupełniają tekst.

Serdecznie polecam!

kamil Tomasz Małkowski, O Kamilu, który patrzy rękami, Wydawnictwo Adamada: Gdańsk 2017.

 

O rozwijaniu dziecięcych skrzydeł

Dzieci to małe geniusze: bardzo szybko się uczą, nabywając ogromną ilość wiedzy w niezwykle krótkim czasie. Ogromną zaletą jest to, że dzieje się to jakby mimochodem, bez wysiłku, podczas zabawy, manipulacji przedmiotami oraz dzięki obserwacji i naśladownictwu dorosłych. W dodatku, jeśli tylko wzrastają w dobrym, pozytywnym środowisku, mając wsparcie ważnych dorosłych, są nieskrępowane opiniami innych ludzi i wolne od złej (bo negatywnej) krytyki. Jeśli tylko, my dorośli, pozwolimy im na eksperymentowanie i rozwijanie ich pasji, talent, z którym się urodzili, może zmienić się w sposób na życie, a zgodnie ze słowami przypisywanymi Konfucjuszowi (które ostatnio wyczytałam w jednej z mądrych książek): kto wybierze pracę, którą pokocha, nie będzie musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu!

Na początku lutego nakładem nowopowstałego Wydawnictwa Kinderkulka ukazała się niezwykła książka Andrei Beaty, zilustrowaną przez Davida Robertsa, pt. Ignaś Kitek, architekt.

Ignaś Kitek (nie będzie dużą przesadą, jeśli to napiszę) już od kołyski, konstruował fantastyczne wieże, budynki, kościoły czy mosty. Choć pewnie nawet nie znał tego słowa, pasjonował się architekturą. Mimo, że sprawiał tym wiele kłopotów swoim rodzicom (i sąsiadom), w nieskrępowany sposób rozwijał swój talent. Niestety, w końcu Ignaś musiał pójść do szkoły, a w dodatku pech chciał, że wychowawczynią jego klasy została pani Alinka. Może i pani Alinka chciała przekazać dzieciom wiedzę, ale niestety swoją działalnością zabijała w nich pasje, a w końcu zabroniła Ignasiowi interesować się architekturą. Chcąc, nie chcąc Ignaś zaprzestał zabawy w budowanie, ale jego życie straciło sens. Bo jak tu bawić się i uczyć, kiedy nie można robić tego, co się najbardziej kocha?! Na szczęście ta historia bardzo dobrze się skończyła, a sprawiła to pewna wycieczka w plener. Dlaczego?? Przeczytajcie sami 🙂

16880196_1328355837210136_868315249_o

Ignaś Kitek, architekt to zabawna, przewrotna książka, która daje wiele do myślenia. Polecałabym ją dla 5 – 6 – latków i dzieci nieco starszych, ale także (lub przede wszystkim) dla dorosłych. Jej przesyłanie powinno być szczególnie ważkie dla rodziców i nauczycieli.

Jest to książka dla wszystkich, którzy opiekują się i wychowują dzieci, a którzy często nieświadomie niszczą dziecięce marzenia i wspaniałe talenty. Dorośli projektują na dzieci swoje marzenia i niespełnione pasje, a także obarczają ich swoimi lękami i niepowodzeniami. Jasnym jest, że w większości nie są to działania zamierzone i świadome, co nie zmienia faktu, że niestety wpływa to na dzieci destrukcyjnie. Pozwólmy dzieciom na rozwinięcie (swoich!) skrzydeł.

Historia Ignasia to także opowieść o dążeniu do swoich marzeń i rozwijaniu swoich talentów, pomimo wielu, czasem bardzo trudnych przeciwności. O tym także jest ta książka.

Ilustracje stworzone Davida Robertsa są dowcipne, kolorowe i bardzo dopracowane. Zostały one wykonane akwarelami, piórkiem, tuszem, ołówkiem, a także wykorzystano do nich papier milimetrowy. Wszyscy architekci będą zachwyceni oglądając te małe dzieła sztuki 😉

16805390_1328355827210137_362241706_o

Ignaś Kitek, architekt może być też fajnym przyczynkiem do rozmów o zawodach, a w tym konkretnym przypadku o zawodzie architekta. W najbliższych planach Wydawnictwa książki o innych niezwykłych dzieciach i ich talentach.

Kiedy pisałam tę recenzję po sieci krążyła już świetna kampania (bodajże niemieckiej firmy), która doskonale wpisuje się w idee spełniania swoich marzeń i rozwijanie talentów pomimo wszystkim przeciwnościom. Jeśli jeszcze nie widzieliście, zobaczcie koniecznie 🙂

https://www.youtube.com/watch?v=To9COZq3KSo

Polecam książkę Ignaś Kitek, architekt 🙂 

ignas_kitek_architekt_okladka_ksiazki A. Beaty, Ignaś Kitek, architekt, Wydawnictwo Kinderkulka: Warszawa 2017.

Opowieść o niepokornym

Całkiem niedawno z wielką przyjemnością pisałam o fantastycznej książce Amy Harmon Prawo Mojżesza, a teraz chciałabym wszystkich zaprosić na drugą powieść tej znakomitej pisarki pt. Pieśń Dawida.

Tag, a tak naprawdę Dawid, to zbuntowany młodzieniec, pochodzący z bogatego domu. Alkohol, imprezy i wydawanie rodzinnych pieniędzy to był jego sposób na życie. Kiedy przeżył zaginięcie siostry, załamał się i wielokrotnie próbował popełnić samobójstwo. Na szczęście los zetknął go z Mojżeszem, równie niepokornym jak Tag i również bardzo poranionym. Przyjaźń, która ich połączyła, najbardziej zaskoczyła ich samych…

Kilka lat po poznaniu Mojżesza, Tag bardzo się zmienił, przestał mieć myśli samobójcze, założył firmę, zdobył grono oddanych i zaufanych współpracowników. Wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze, a w dodatku do jego baru przychodzi Millie – wspaniała i bardzo atrakcyjna dziewczyna. Pierwszy raz od dawna Tag jest gotowy na prawdziwy, szczery związek, bo zakochuje się w Millie. Jednak pewnego dnia wydarza się coś, co sprawia, że świat Taga rozbija się na kawałki… Czy Tag będzie umiał poskładać swoje życie? Czy decyzje Taga są odpowiedzialne i właściwe? Czy przyjaciele mu pomogą?

Wszyscy, którzy przeczytali Prawo Mojżesza zapewne pamiętają Dawida, zwanego Tagiem. Pieśń Dawida to historia Taga. Jeśli nie czytaliście Prawa Mojżesza, to zdecydowanie polecam sięgnąć najpierw do tej książki, ale nieznajomość jej treści nie przeszkadza we właściwym odbiorze Pieśni Dawida, gdyż każda z tych powieści to zupełnie odrębna historia (dodatkowo autorka robi podsumowanie wcześniejszej opowieści).

Zawsze, kiedy czytam pierwszą książkę danego autora, to kolejne porównuję do tej pierwszej. Myślę, że nie jestem w tym odosobniona 🙂 Tak też przydarzyło mi się, kiedy sięgnęłam do Pieśni Dawida. Pierwszą książkę Amy Harmon przeczytałam jednym tchem, była bardzo wciągająca i niezwykle ciekawa. Nie mogłam się od niej oderwać. Trochę inaczej było w przypadku Pieśni Dawida. Mam wrażenie, że opowieść o Tagu zdecydowanie wolniej się rozkręcała i mimo, że czytało mi się ją dobrze, to jednak nie powodowała u mnie szybszego bicia serca. Historia Taga była interesująca, mądra i miejscami bardzo zaskakująca, jednak po pierwszej genialnej powieści mam odrobinę niedosytu.

Pieśń Dawida to książka o przyjaźni, o zaufaniu i o odpowiedzialności. Jest to historia, na kartach której możemy sobie odpowiedzieć na pytanie o to czy mamy prawo do samotności, do przejmowania odpowiedzialności za bliskich, pozbawiania ich możliwości podejmowania decyzji i chronienia ich bez względu na okoliczności. Amy Harmon potrafi znakomicie kierować uwagę Czytelnika na pytania, które targają głównym bohaterem, a które może sobie w życiu zadawać sam Czytelnik. Pieśń Dawida zdecydowanie daje do myślenia.

Książka będzie miała premierę 14 października. Polecam!     

 dsc_0059 Amy Harmon, Pieśń Dawida, Wydawnictwo Helion: Gliwice 2016.

Bez happy endu?!

Współczesna europejska cywilizacja wyrosła z kultury i tradycji judeochrześcijańskiej, stąd większość ludzi, bez względu na swoje przekonania religijne i światopoglądowe, orientuje się w najbardziej znanych opowieściach starotestamentowych. Myślę, że między innymi z tego właśnie powodu nie muszę przypominać historii o Mojżeszu, który został uratowany dlatego, że córka faraona znalazła go pływającego w koszu po Nilu. Matka porzuciła syna, bo wiedziała, że tylko wtedy czeka go życie, którego ona sama nie mogła mu zapewnić…

Na kanwie tej historii Amy Harmon stworzyła znakomitą powieść pt. Prawo Mojżesza.

Pewnego dnia w koszu na pranie został znaleziony maleńki chłopiec. Od początku miał pod górkę, bo nie dość, że został porzucony, to w dodatku jego matka zmarła niedługo po porodzie. Aby tego było mało, kobieta była uzależniona od narkotyków, dlatego maleństwo urodziło się uzależnione od kokainy i było bliskie śmierci. Nazwano go dzieckiem cracku, szacowano, że nie będzie się prawidłowo rozwijał, a personel szpitala, chcąc uczcić to, że przeżył, nadał mu imię Mojżesz.

Chłopiec nie miał jednak tak wiele szczęścia, jak jego słynny imiennik. Nie trafił na mądrych ludzi, ale przez całe dzieciństwo tułał się po bliższej i dalszej rodzinie, która wcale nie traktowała go jak szczęście… Kiedy Mojżesz dorósł i nikt nie miał zamiaru zaprzątać sobie nim głowy, trafił pod opiekę swojej ponad osiemdziesięcioletniej prababci…

Georgia jest najmłodszym dzieckiem w rodzinie. To spokojna, opanowana i dobrze ułożona dziewczyna. Zawsze chętnie pomagała rodzicom w stadninie koni, którą prowadzili oraz w ich działalności wychowawczej (byli rodziną zastępczą). W jej domu ciągle pojawiały się dzieci potrzebujące pomocy, jednak dopiero spotkanie z niepokornym, zbuntowanym i wolnym Mojżeszem zmieniło jej życie na zawsze…

Czy beztroska dziewczyna (z dobrego domu) może stworzyć mądry związek z facetem z ogromnym bagażem (trudnych) doświadczeń? Czy budowanie relacji z kimś, kto tego nie potrafi ma sens? Czy cena za taką miłość nie będzie zbyt wysoka?

Prawo Mojżesza to opowieść o miłości, o nadziei, ale i o wierze. To historia o zawiedzionej nadziei i ponownym budowaniu zaufania. To opowieść o strachu i odwadze, o walce i poddawaniu się przeciwnościom…

Prawo Mojżesza to fantastyczna powieść! Została napisana z wielką pasją, dlatego jest niezwykle emocjonująca, wciąga Czytelnika i nie pozostawia miejsca na bierność.

Czytając ją, niejednokrotnie byłam bardzo zaskoczona. Czasem musiałam się chwilę zatrzymać, bo znajdowałam wiele powodów do refleksji i jeszcze więcej do myślenia… Gwarantuję, że nie zostaniesz po niej, a nawet w trakcie czytania, obojętnym! We mnie poruszyła niejedną strunę w sercu i duszy…  Czyta się ją jednym tchem, mnie to zajęło 2 dni, z tym, że drugiego musiałam iść do pracy i z ciężkim sercem odłożyłam lekturę na półkę!

Na okładce tej książki widnieje napis: „Ta historia nie kończy się happy endem”. Czytając ją, ba, nawet wcześniej, otwierając ją nie chciałam uwierzyć, że to możliwe! Bo przecież tylko historie życiowe, prawdziwe mogą kończyć się nieszczęśliwie, ale literatura powinna przynosić pokrzepienie, dawać nadzieję… Nie będę Wam zdradzać czy w końcu się rozczarowałam czy nie, bo warto, naprawdę WARTO tę książkę osobiście przeczytać!

Prawo Mojżesza będzie miało premierę 31 sierpnia. Bardzo, bardzo polecam!

DSC_0009Amy Harmon, Prawo Mojżesza, Wydawnictwo Helion: Gliwice 2016.