Tag Archive | biografia

Skłodowska Curie – noblistka i skandalistka

Mam duży problem z powieściami biograficznymi. Zapytacie jaki? Otóż zawsze, ilekroć czytam takie książki (wliczają się w to także powieści historyczne) zastanawiam się, ile jest w nich prawdy, ale ile wyobraźni pisarza. O ile większość informacji o życiu i twórczości danej postaci czy też faktów historycznych z jej życia można sprawdzić w tekstach źródłowych, o tyle nie jesteśmy w stanie przywołać myśli, ani odczuć bohatera (chyba, że pozostawił po sobie pamiętnik). Niemniej jednak, lubię czytać takie historie, gdyż zawsze bliżej im do beletrystyki niż czystej biografii (a za biografiami, jak już pisałam, nie bardzo przepadam).

Kilkanaście dni temu do polskich kin trafił film Maria Skłodowska Cuire, a wraz z nim na księgarskie półki biograficzna powieść o tym samym tytule. Autorką powieści o polskiej noblistce jest Magdalena Niedźwiedzka. Film nie jest ekranizacją książki, a oba dzieła powstały niezależne od siebie i tak też należy je odbierać.

Nie byłam jeszcze w kinie, ale jestem świeżo po lekturze książki i muszę przyznać, że zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie i bardzo mi się podobała. Mam chrapkę również na film, dlatego pewnie niedługo się na niego wybiorę 🙂

Główna akcja powieści dzieje się pomiędzy 28 października 1911 a 8 grudnia 1912 roku. Obserwację życia Marii Skłodowskiej – Curie rozpoczynamy od jej udziału w międzynarodowym kongresie fizyków, zorganizowanym przez belgijskiego przemysłowca Ernesta Solvaya. Na tle słynnej konferencji rozgrywa się wielki skandal obyczajowy z udziałem Marii, z powodu którego na włosku wisi jej reputacja oraz ciężko zdobyta pozycja wśród liczących się naukowców…

1911_Solvay_conference Źródło: Wikipedia

Oprócz głównego czasu akcji, oglądamy jak na filmie przeszłość Skłodowskiej: jej dom rodzinny w Warszawie, zmagania, aby móc wyjechać do Paryża na studia (gdyż w Polsce końcem XIX wieku nie przyjmowano kobiet na uniwersytety), pierwszą, nieszczęśliwą miłość, tęsknotę za matką czy biedę, którą musiała znosić w Paryżu. Trochę jak w kalejdoskopie widzimy również poznanie Piotra Curie, ich miłość i krótkie małżeństwo, a także trud wychowywania dzieci, kiedy ciężko jest zrezygnować z tego, co się najbardziej kocha, czyli z nauki i wiążącej się z nią pracy zawodowej.

Maria to była jedyna kobieta w zamkniętym i, chciałoby się rzec, skostniałym środowisku samych mężczyzn – naukowców. Czytając książkę, przyglądamy się niezwykle zdolnej fizyczce, która musiała bardzo ciężko pracować, aby uzyskać dwa noble, ale i tak (szczególnie w kuluarach) wielu mężczyzn próbowało umniejszyć jej rolę w odkryciu pierwiastków i w ogóle skompromitować ją jako kobietę – naukowca. Mężczyznom początku XX wieku bardzo trudno było przyznać, że kobieta może mieć umysł na równi z nimi, a czasami nawet większy.

Książka jest bardzo ciekawa i wciągająca. Było mi bardzo trudno się od niej oderwać. Chciałam usiąść, zapomnieć o rzeczywistości, wyłączyć się i zagłębić się życie Marii Skłodowskiej – Curie. Jestem przekonana, że polska noblistka opisana przez Magdalenę Niedźwiedzką żadnego Czytelnika nie pozostawi obojętnym. Dzięki powieść możemy spojrzeć na Marię jak na kobietę z krwi i kości, która walczyła, kochała, popełniała błędy i upadała. Taką bohaterkę się kocha, nienawidzi, współczuje jej lub dziwi jej wyborom, ale nie można pozostawić obojętnym na jej życie i decyzje, które podejmowała.

Na koniec jeszcze jeden smaczek 🙂 Niewielu Czytelników pewnie wie (ja nie wiedziałam), że Skłodowska – Curie przyjaźniła się z … Einsteinem! I o tej znajomości także garść informacji w książce!

Polecam!

skłodowska Magdalena Niedźwiedzka, Maria Skłodowska Curie, Wydawnictwo Prószyński i S-ka: Warszawa 2017.

Reklamy

Oriana Fallaci – droga do dziennikarskiej pasji

Dorocie, z podziękowaniami!

Nie lubię biografii, ale za to biografie lubią mnie. Z własnej woli sięgnęłam może po 2-3 tego rodzaju książki, ale co rusz ktoś poleca mi kolejną. W takim wypadku nie mam wyboru i muszę czytać, a kiedy po pięciu stronach już nie mogę się oderwać, to pochłaniam także biografie. Wszyscy, którzy mnie znają, a przede wszystkim znają moją słabość do literatury (aby nie napisać uzależnienie), polecają mi różne książki. Tym razem to koleżanka z pracy namawiała mnie, mamiła i w końcu, nie mając wyboru, zabrałam się za biografię Oriany Fallaci.

Orianę Fallaci znam lub do tej pory znałam tylko ze słyszenia. Wiedziałam, że była znakomitą włoską dziennikarką, pisała książki oraz robiła wywiady z najbardziej znanymi ludźmi świata i szczególnie szeroko pojętej polityki. Na tym moje informacje się kończyły. Oriana Fallaci. Portret kobiety Cristiny de Stefano pokazała mi, że moja wiedza była zgodna z prawdą, ale bardzo powierzchowna.

Oriana Fallaci. Portret kobiety to opowieść o prywatnym życiu dziennikarki, która wiele pisała o innych, jednak swoich prywatnych spraw bardzo strzegła. To opowieść o jej biednym, ale szczęśliwym dzieciństwie, trudach, jakie musiała pokonać, aby wybić się i pisać (w latach 50 i 60 kobieta – dziennikarka to jednak jeszcze rzadkość, aby nie napisać dziwadło), dziennikarskiej pasji, a przede wszystkim marzeniach o tworzeniu prawdziwych książek.

Z kart książki de Stefano wyłania się kobieta silna, niezależna, waleczna, bardzo inteligentna, ale z drugiej strony krucha, delikatna, samotna, pogubiona, bezbronna i nieustannie poszukująca. Jej dorosłe życie ukształtowała sytuacja jej rodziców, a szczególnie rola matki w domu, ale również II woja światowa, która nie zostawiła w sercu Fallaci żadnych złudzeń, natomiast pokazała jej, że tylko walka (ale niekoniecznie zbrojna) ma sens. Nie chcę za wiele zdradzać, bo warto poznać Orianę Fallaci osobiście i samemu wyrobić sobie zdanie na temat tej niezwykłej kobiety.

Książkę czyta się bardzo dobrze, miejscami jak najlepszą powieść, a miejscami jak wspaniałą książkę detektywistyczną, w której ze strzępów informacji powstaje migotliwa i zaskakująca całość. Autorka starała się zachować chronologię, jednak czasem, aby pokazać szerszą perspektywę, wracała do przeszłości czy sięgała przyszłości dziennikarki. Całość jest bardzo interesująca, sensowna i uporządkowana.

Dzięki tej biografii wiem, że będę chciała sięgnąć do książek samej Fallaci.

Serdecznie polecam!

16010488_1291302030915517_1781827252_o Cristina de Stefano, Oriana Fallaci. Portret kobiety, Wydawnictwo Sonia Draga: Katowice 2014.

Prawdziwa historia mamy Muminków

Dwadzieścia – dwadzieścia pięć lat temu, kiedy byłam małą dziewczynką, nie było specjalnych kanałów z bajkami, a jedynie jedna dobranocka przed snem. Dziewiętnasta była magiczną godziną, na którą czekało się cały dzień. Pamiętam, że szczególnie lubiłam środy, bo wtedy telewizja emitowała moje ulubione Muminki 🙂 Kiedy dorosłam, sięgnęłam po oryginalną opowieść o Dolinie Muminków napisaną przez Tove Jansson, ale to temat na zupełnie inną recenzję…

Dzisiaj chciałabym wszystkim Czytelnikom polecić prawdziwą historię o najprawdziwszej mamie Muminków, pisarce i malarce Tove Jansson 🙂 Generalnie nie jestem fanką biografii i literatury opartej na faktach, chociaż przyznam się, że czasem zdarza mi się sięgnąć po tego typu literaturę. Nie mogłam więc przejść obojętnie wobec opowieści o autorce mojej ulubionej dobranocki z dzieciństwa 😉

DSC_0011

Boel Westin stworzyła monumentalną książkę o wielkiej artystce pt. Tove Jansson Mama Muminków. Tove Jansson przyszła na świat w 1914 roku w artystycznej rodzinie: jej ojciec Viktor był rzeźbiarzem, a matka Signe rysowała. Tove miała niezwykle bogate i bujne życie, bardzo nieprzystające do czasów, w których przyszło jej żyć. Była wolna, niepokorna i prowadziła bardzo nowoczesny styl życia. Sama siebie nazywała malarką, ale była artystką wszechstronną: malowała, rysowała, pisała, a nawet współtworzyła sztuki teatralne.

Boel Westin postawiła sobie za zadanie szczegółowo opisać życie jednej z najbardziej znanych pisarek na świecie i świetnie jej się to udało. Biografia prezentuje postać Tove w każdej dziedzinie życia, pokazuje jej dzieciństwo, młodość, życie zawodowe i prywatne, które, jak to zwykle u artystek bywa, totalnie się przenikało.

Biografka nie uzurpuje sobie prawa do oceniania mamy Muminków, ale przedstawia Czytelnikowi, w jaki sposób Tove żyła, jak pracowała i jak tworzyła. Skupia się na faktach, pokazując janssonowską rzeczywistość bez koloryzowania i bez lukru. Na kartach książki Westin możemy zobaczyć niezwykłe, fascynujące, choć nie zawsze łatwe życie niepokornej artystki.

Biografia Tove jest bardzo treściwa (żeby nie napisać gruba 😉 ), gdyż autorka zamieściła w niej mnóstwo zdjęć malarki, jej rodziny, przyjaciół, ale również fotografie jej obrazów oraz ilustracji do prasy i książek.

DSC_0012

Biografka, mówiąc kolokwialnie, wykonała kawał dobrej roboty i książka o Tove jest bardzo ciekawą, fascynującą lekturą. Miejscami była dla mnie niezwykle zaskakująca! Dzięki niej dowiedziałam się o kilku nieznanych mi dziełach mamy Muminków i już kilka z nich zamówiłam (i pewnie o nich napiszę 😉 )!

Książkę o Tove Jansson chcę polecić przede wszystkim tym, którzy podobnie jak ja uwielbiają Muminki i ich Dolinę, ale również wszystkim fanom biografii. Życzę Wam mnóstwa wspaniałych wrażeń z tej pysznej lektury 🙂

DSC_0010 Boel Westin, Tove Jansson Mama Muminków, Wydawnictwo Marginesy: Warszawa 2012.

 

Hanka Bielicka – królowa kabaretu w kapeluszu

Być kobietą, być kobietą … Mieć z pół kilo biżuterii, kapelusze takie duże i od stałych wielbicieli wciąż dostawać listy, róże… – ten fragment piosenki Alicji Majewskiej zawsze kojarzył mi się i zawsze będzie mi się kojarzył z królową polskiego kabaretu panią Hanką Bielicką. Jestem stosunkowo młoda, dlatego nie znam większości twórczości pani Hani, a jednak kojarzę starszą panią w nieodłącznym kapeluszu na scenie kabaretowej, gdzie wygłaszała swoje przezabawne monologi. Mam sentyment do dobrego kabaretu, gdyż lubię się śmiać, dlatego kiedy wpadła mi w ręce książka Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu. Wspomnienia, anegdoty, niepublikowane monologi Zbigniewa Korpolewskiego, postanowiłam zaraz ją przeczytać! Połknęłam ją przez niespełna dwa popołudnia, bo jest to książka, którą czyta się jednym tchem.
Zbigniew Korpolewski ma świetne pióro, dosadne, zabawne i wysmakowane literacko. Nic zresztą dziwnego, gdyż autor wspomnień o Hance Bielickiej jest również autorem … jej monologów! Nie wiem, czy jesteście tym zdziwieni?! Ja byłam, gdyż zawsze mi się wydawało, że są to monologi pisane na gorąco czy też mówione na gorąco! A tu taka niespodzianka.
Autor książki nie uzurpuje sobie prawa do opisywania całego życia artystki, a więc to dzieło nie jest biografią, jednakże z kart opowieści i przeróżnych anegdot możemy dowiedzieć się co nieco o życiu królowej polskiego kabaretu. Poznajemy ją jakby przypadkiem, gdzieś w tle historii o jej scenicznej twórczości. Hanka Bielicka to znakomita aktorka komediowa, która zawsze marzyła o byciu aktorką … dramatyczną! O takich i innych smaczkach i ciekawostkach z życia artystki opowiada nam Korpolewski, a jest przy tym dowcipny i niezwykle taktowny. To dzieło to także niepublikowane monologi, a więc na kartach książki możemy przeczytać wiele tekstów, które na scenie deklamowała aktorka. Niektóre z nich mogą być niezrozumiałe dla młodszego Czytelnika, z powodu nieznajomości kontekstu politycznego, ale większość z nich jest ponadczasowa i ponad politycznymi kontekstami, a dzięki temu nadal aktualna.
Bardzo serdecznie polecam książkę Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu. Wspomnienia, anegdoty, niepublikowane monologi Zbigniewa Korpolewskiego! Uważajcie – i Wy możecie umrzeć ze śmiechu 😉

umarłam ze śmiechu Zbigniew Korpolewski, Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu. Wspomnienia, anegdoty, niepublikowane monologi,  Prószyński i Spółka: Warszawa 2011.