Tag Archive | kryminał

Z obsesyjną zachłannością…

Wczoraj swoją premierę miała najnowsza powieść Katarzyny Bereniki Miszczuk pt. Obsesja. To kryminał z wątkami obyczajowymi lub powieść obyczajowa z kryminałem w tle. W tym przypadku nieważna jest nomenklatura, a to, że ta lektura wbija w fotel. Jest świetna i takie książki chce się czytać!

Dwudziestodziewięcioletnia Joanna Skoczek jest rezydentką na oddziale psychiatrycznym w Szpitalu Wschodnim w Warszawie. Jest świeżo po rozwodzie, dlatego podjęła decyzję o powrocie do stolicy z Gdańska, gdzie mieszkała wraz z mężem. Pół roku wcześniej wprowadziła się do niewielkiej kawalerki na Pradze, skąd ma rzut kamieniem do pracy. Wydawać by się mogło, że powoli podnosi się po nieudanym małżeństwie, wdraża się do obowiązków w nowym szpitalu i nawiązuje pozytywne relacje ze swoimi współpracownikami z oddziału. Niestety ten względny spokój nie trwa długo i na głowę Asi zwala się kilka spraw. Najpierw poznaje Łukasza, szpitalnego salowego, który wydaje się bardzo kontaktowy i przyjaźnie nastawiony, ale czy to nie pozory?! Zaraz potem w szpitalu wpada na Tomka (a także wpada mu w oko), kolegę ze studiów, a obecnie nieziemsko przystojnego chirurga, na widok którego szybciej biją serca połowy pracownic szpitala (i nie tylko), przez co nieświadomie staje się wrogiem co najmniej dwóch kobiet. Żeby tego było mało, zaczyna dostawać miłosne liściki od tajemniczego wielbiciela…

W tym samym czasie jedna z pacjentek szpitala zostaje brutalnie zamordowana! Policja zaczyna się zastanawiać czy to odosobniony przypadek czy przebudzenie seryjnego mordercy, który kilka miesięcy wcześniej atakował czarnowłose kobiety w Warszawie.

Co z tym wszystkim ma wspólnego Asia i jej powrót do stolicy?! Być może nic, a może znacznie więcej niż chciałaby wiedzieć…

Obsesja to powieść, którą czytałam z obsesyjną zachłannością. O ile pierwsze kilkadziesiąt stron było głównie spokojnym wprowadzeniem do powieści, o tyle pozostałe trzysta z hakiem to jazda bez trzymanki! Wystarczy sobie wyobrazić: stary szpital, oddział psychiatryczny, ciemne korytarze, jeszcze ciemniejsza szatnia w piwnicy i oddech mordercy, który czuć tuż za plecami… Majstersztyk, a w dodatku tak świetnie utkany, że sporo się nagimnastykowałam, aby rozwiązać zagadkę (co mi się oczywiście nie udało!), a kiedy doczytałam scenę finałową byłam autentycznie zszokowana! Tego się nie spodziewałam!

Wielkim atutem tej książki są bohaterowie. Nie jeden, nie dwóch, a co najmniej siedmiu… Są autentyczni, interesujący, nieszablonowi i bardzo charakterystyczni. Autorka zadała sobie sporo trudu, aby odmalować tak różne postacie, które będą żyły swoim życiem, wniosą sporo wątków do powieści, a przy tym nie zanudzą Czytelnika i nie będą się mylili (co wbrew pozorom naprawdę jest sztuką).

To była pierwsza powieść Katarzyny Bereniki Miszczuk, którą przeczytałam, ale jeśli pozostałe są choć w połowie tak dobre, to już wiem, co będę czytać w najbliższym czasie!

Polecam!

obsesja Katarzyna Berenika Miszczuk, Obsesja, Wydawnictwo W.A.B.: Warszawa 2017.

 

Reklamy

Śledztwo w obliczu osobistej tragedii

Moją słabość do kryminałów znają już chyba wszyscy, a zwłaszcza ci, którzy systematycznie śledzą tego bloga. Dobra powieść detektywistyczna to dla mnie znakomita rozrywka i skuteczny sposób na oderwanie się od codzienności. Kiedy tylko dowiem się, że coś nowego pojawiło się na księgarskich półkach w dziale kryminał, zaraz mam ochotę rzucić wszystko (choć niestety nie zawsze jest to możliwe) i usiąść w fotelu z dobrą książką!

W lipcu nakładem Wydawnictwa Editio Black ukazała się książka szwedzkiej powieściopisarki Johanny Mo, pt. Tak sobie wyobrażałam śmierć. Ta powieść łączy w sobie cechy dobrego kryminału, z wciągającą akcją oraz świetnego dramatu psychologicznego.

Główną bohaterką tej historii jest policjantka Helena Mobacke, która po dłuższym urlopie wraca do pracy. Pani komisarz przeżyła osobistą tragedię, ale podnosi się spod strasznego ciężaru i po roku wraca do policji. Chce pracować, chociaż jest świadoma swoich trudności i czasem wątpi czy da radę. Pech chce, że musi rozwikłać sprawę śmierci młodego chłopaka, który został wepchnięty pod pociąg, a przecież chociaż to nastolatek, był czyimś synem. Zaraz potem okazuje się, że na terenie stacji metra giną kolejne osoby. Przypadek? A może czyjś starannie zaplanowany plan? Komisarz Mobacke będzie musiała znaleźć sprawcę lub sprawców i poradzić sobie ze swoimi emocjami. Czy jej się to uda?

Tak sobie wyobrażałam śmierć to bardzo dobry, wciągający i zaskakujący kryminał. Świetnie się go czyta i w pewnym momencie trudno już się od niego oderwać, nie doczytawszy do końca. Jest to książka, która obarcza Czytelnika naprawdę dużym ładunkiem emocjonalnym. Po pierwsze tajemnicze wepchnięcia pod pociąg i trudne śledztwo, po drugie morderca, który dzieli się swoimi przemyśleniami, a wreszcie Helena i jej skomplikowana sytuacja. Dla mnie szczególnie trudne w odbiorze były emocje, które targały panią komisarz, jej  wspomnienia i przeżycia, który rzutowały na pracę. To śledztwo w obliczu osobistej tragedii policjantki jest jeszcze bardziej złożone.

Zapraszam do lektury i z nadzieją czekam na jej kontynuację, bo przecież komisarz Mobacke nie powiedziała jeszcze ostatniego zdania!

Polecam!

johanna mo Johanna Mo, Tak sobie wyobrażałam śmierć, Wydawnictwo Editio Black: Gliwice 2017.

Tajemnica wyspy

Uwielbiam kryminały i czasem mam wrażenie, że jestem uzależniona od powieści tego typu, gdyż co rusz mam ochotę na kolejną zagadkę. Kryminały to dla mnie przede wszystkim relaks i mnóstwo rozrywki.

W połowie lipca nakładem wydawnictwa Editio Black ukazała się nowa islandzka powieść kryminalno – historyczna napisana przez  Viktora Arnara Ingólfssona pt. Tajemnica wyspy Flatey.

Akcja powieści Tajemnica wyspy Flatey dzieje się w latach 60 XX wieku na jednej z maleńkich islandzkich wysp. Rodzina rybaków, podczas jednej z wypraw na sąsiednią wyspę, znajduje ciało martwego człowieka. Na początku wydaje się, że to zwykła śmierć, ale kiedy nikt z mieszkańców nie rozpoznaje denata, sprawa trochę się komplikuje. Zaraz potem na wyspę zostaje wysłany młody adwokat Kjartan, aby poznać tożsamość nieboszczyka, wyjaśnić tajemnicę jego śmierci i sprowadzić ciało na ląd.

Na początku książki fabuła toczy się bardzo powoli, gdyż Czytelnik razem z Kjartanem poznaje codzienność mieszkańców wyspy, ich trudy, radości i zwyczaje. Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się o tyle tajemnicza, o ile prosta, jednak z rozdziału na rozdział (akcja nabiera tempa) przekonujemy się, że to tylko pozory, czubek góry lodowej, pod którą kryją się zupełnie niespodziewane okoliczności.

Tajemnica wyspy Flatey to dwie opowieści w jednej książce, które przeplatają się przez całą akcję. Pierwsza z nich to klasyczny kryminał, gdyż jego akcja dzieje się w czasie, kiedy największą pomocą śledczego był jego umysł i umiejętność dedukcyjnego myślenia. Niestety lub stety nie znajdziemy w nim najnowszych technik kryminalistycznych, które pomagają odnaleźć przestępcę, ale tylko mniej lub bardziej prawdziwe zeznania ludzi, pozwalające na zrekonstruowanie wydarzeń i prowadzące do rozwikłania zagadki. Druga to mitologiczne historie zapisane w Księdze wyspy Flatey, z którą wiąże się pewna stara i tajemnicza legenda, którą zechce poznać i jej tajemnicę rozwikłać dociekliwy Czytelnik.

Kiedy akcja powieści rozkręci się na dobre, nie można się od niej oderwać i chciałoby się od razu poznać rozwiązanie obu zagadek. Powieść jest ciekawa, a zakończenie bardzo zaskakujące.

Książka będzie świetną gratką dla fanów klasycznych książek detektywistycznych, ale również dla amatorów historii Skandynawii i jej bogatej mitologii. Momentami czyta się ją także jak powieść obyczajową, kiedy możemy przyglądać się losom i życiu mieszkańców wyspy.

Polecam!

wyspa Viktor Arnar Ingolfsson, Tajemnica wyspy Flatey, Wydawnictwo Editio Black: Gliwice 2017.

 

Lipowo na tropie zbrodni po raz ósmy…

Już od maja z niecierpliwością oczekiwałam na wydanie nowej powieści Katarzyny Puzyńskiej Czarne narcyzy, która swoją premierę miała mieć 13 czerwca. Pech chciał, że moja cierpliwość została wystawiona na ogromną próbę, gdyż książkę mogłam zacząć czytać dopiero trzy dni temu! Na szczęście dostałam ją w swoje wygłodniałe oczy i zanurzyłam się w lekturze 🙂 Ach, co to była za przyjemność!

Przede wszystkim dziękuję Pani, Pani Katarzyno, gdyż ósmy tom serii o policjantach (i nie tylko) z Lipowa jest jeszcze lepszy i bardziej znakomity niż wydane do tej pory powieści, których także jestem ogromną fanką! Czytanie tych książek to wielka radość, pomimo niezbyt wesołej fabuły…

Kiedy po ośmiu miesiącach od wydania Domu czwartego (siódmego tomu serii) ponownie zaczytałam się w opowieść o lipowskim posterunku policji, już od pierwszych stron wiedziałam, że losy głównych bohaterów bardzo się zagmatwały. Żaden z nich nie odczuwał spokoju po marcowych wydarzeniach w rodzinnym domu Klementyny… Daniel poddał się marazmowi i wegetował… Weronika chciała mu pomóc, ale jak można pomóc komuś, kto nie przyjmuje pomocnej dłoni… Emilia wplątała się w związek, który zbyt dużo ją kosztował, a Klementyna jak zwykle była jak samotna łajba wśród huczących fal oceanu… Wydawało się, że tylko prokurator Leon Gawroński i inspektor Wiktor Cybulski mają powody do zadowolenia, gdyż akurat dla nich los okazał się łaskawy. Ale czy na pewno?!

22 lipca Brodnica zamieniła się w jeden wielki festyn, gdyż właśnie tam zorganizowano obchody Wojewódzkiego Święta Policji. Chociaż Daniel wcale nie ma ochoty się tam pokazywać, zrobi to poproszony o przysługę. Ku jego początkowemu niezadowoleniu, od pewnej młodej dziennikarki dostaje szczątkowe informacje o dowodach na nieprawidłowości w jego ostatnim śledztwie. W tym samym czasie Weronika zaczyna korespondować z pewną osobą, która prosi ją o pomoc, gdyż grozi jej niebezpieczeństwo… Kiedy jeszcze niepokorny duet, Daniel i Klementyna, znajdują ciało młodej dziewczyny w domu drwala w środku lasu, nikt nie jest w stanie zatrzymać mających się ziścić wydarzeń. Czy morderca działa w pojedynkę i czy ma on coś wspólnego ze starą leśną legendą?! Czy Daniel odzyska swój honor, a może to nieoficjalne śledztwo pociągnie go ze sobą na samo dno, skąd nie ma już powrotu?!

Czarne narcyzy to genialnie skonstruowana fabuła, świetnie opowiedziana historia (a nawet historie, gdyż niejedną opowieść dostrzeże uważny Czytelnik) i bardzo dobrze pod względem językowym i stylistycznym napisana powieść. Katarzyna Puzyńska po raz kolejny (już ósmy 😉 ) pokazała, że jest świetnym psychologiem, obserwatorem ludzkich zachowań i ich motywów, a w końcu (chociaż to powinno być raczej na początku) kapitalną powieściopisarką.

Jej dzieła to nie tylko kryminały. To fantastyczne książki o szerokim kontekście obyczajowym i rewelacyjne powieści psychologiczne. Puzyńska stworzyła świetnych, charakterystycznych bohaterów, którym się albo kibicuje, albo ich nie lubi, nie można przejść obok nich obojętnie. Kolejne części to nowe zbrodnie i przestępstwa, ale także kontynuacja losów kilku stałych bohaterów. Czarne charaktery to osobowości złożone, którymi targają wielkie emocje i którzy zostali kapitalnie przedstawieni od strony psychologicznej.

Policjanci i psychologowie policyjni powinni być wdzięczni Autorce za to w jaki sposób przedstawia ich pracę. Bez lukru i wazeliniarstwa, ale także pokazując ogrom ich pracy To dzięki takim książkom przeciętny obywatel może wyobrazić sobie trud pracy policjanta, któremu kibicuje się, kiedy osiągnie sukces i na którego głowę wylewa się kubeł pomyj, jeśli popełni choć najmniejszy błąd, do którego w końcu ma prawo, jest przecież człowiekiem z krwi i kości, a nie maszyną.

Dobra wiadomość dla wiernych Czytelników pisarstwa Katarzyny Puzyńskiej jest taka, że między wierszami pojawia się informacja o czym będzie kolejny tom 🙂 Pozostaje nam tylko czekać na wiadomość o dacie premiery 😉

Bardzo polecam!

czarne_narcyzy Katarzyna Puzyńska, Czarne narcyzy, Wydawnictwo Prószyński i S-ka: Warszawa 2017.

Och, moja droga Klementyno…

Kryminały, a szczególnie serie kryminałów należy czytać po kolei. To jedna z mich refleksji po lekturze siódmej części kryminalnej serii o policjantach z Lipowa autorstwa Katarzyny Puzyńskiej! Pierwsze trzy części bardzo mi się podobały, a potem, nie mogąc przeczytać kolejnych trzech, wzięłam się za część siódmą. Historia świetna, trzymająca w napięciu, ale w trzech wcześniejszych częściach wiele zmieniło się w życiu głównych bohaterów, co trochę utrudniło mi (chociaż nie uniemożliwiło) odbiór całości. No, ale po kolei…

Najnowszy kryminał Katarzyny Puzyńskiej nosi tytuł Dom czwarty, a jego główną bohaterką jest bardzo niepokorna komisarz Klementyna Kopp. Klementyna jest świetną policjantką, ma genialny zmysł, który wytropi każdego przestępcę, ale jest również bardzo niedostępna, samotna i … zraniona. Jej przeszłość nie była usłana różami, wiele przeszła, stąd jej szorstkość i gruby mur, który wokół siebie wybudowała.

Kiedy wydaje się, że komisarz Kopp wszystko, co najgorsze ma za sobą i teraz będzie już tylko odpoczywać na zasłużonej emeryturze, zostaje poproszona o przyjazd w rodzinne strony. Kiedy decyduje się na ten krok, ślad po niej ginie. Komendant brodnickiej policji nie widzi nic dziwnego w zniknięciu Klementyny (w końcu Kopp jest jak kotka, która nikomu się nie tłumaczy i często podąża sobie tylko znanymi ścieżkami), ale Daniel Podgórski nie da się zwieźć pozorom i wyrusza na ratunek swojej starej przyjaciółce. W jego trudnej misji będą mu pomagały dwie kobiety, z którymi jego obecna relacja jest co najmniej napięta, czyli Emilia Strzałkowska i Weronika Nowakowska.

Złociny, rodzinna miejscowość Klementyny, przywitają ekipę poszukiwawczą nieprzyjaźnie, aby nie napisać, że wrogo. Trzy dwory, cztery zabudowania, pokłóceni mieszkańcy, tajemnice z odległej przeszłości, niedomówienia i nienawiść. Przeszłość plącze się z teraźniejszością, a miłość z nienawiścią… Nikt nie mówi prawdy, każdy kryje swoje ciemne interesy lub przeinacza fakty… Kiedy okazuje się, że prawda została pogrzebana, ktoś wpada na pomysł konfrontacji wszystkich potencjalnych podejrzanych… Czy to może się udać? Gdzie przepadła Klementyna? Czy komisarz jeszcze żyje i czy jej lipowscy przyjaciele odnajdą ją całą i zdrową?

Dom czwarty jest bardzo ciekawy, wciągający, emocjonujący, pasjonujący, a miejscami nawet trochę mroczny (na szczęście tylko trochę, gdyż nie jestem fanką mrocznych kryminałów). Szczególnie podobała mi się, zastosowana w powieści, metoda konfrontacji wszystkich podejrzanych i pozostałych postaci dramatu. Postawienie naprzeciwko siebie ludzi, którzy mają wiele do ukrycia i jeszcze więcej do stracenia, skojarzyło mi się z metodyką pracy mistrza dedukcji Herkulesa Poirota. To naprawdę świetna zabawa dla Czytelnika.

Historia morderstwa w Złocinach oraz poszukiwań komisarz jest równie ciekawa, co dalsze losy Daniela, Emilii, Weroniki oraz przeszłość Klementyny. Na szczęście w finale powieści wszystko się wyjaśnia, a poszczególne wątki układają się w całość, jednak to autorka musi mieć ostatnie słowo, dlatego dała nam poczuć przedsmak kolejnej powieści, która mam nadzieję, będzie już wkrótce.

Bardzo polubiłam postać tej niepokornej Klementyny, niezwykle wyrazistej i świetnie scharakteryzowanej! Polecam i Wam!

puzynska Katarzyna Puzyńska, Dom czwarty, Wydawnictwo Prószyński i Spółka: Warszawa 2016.

Wielki powrót profesorowej Szczupaczyńskiej

Dla Kingi w podziękowaniu za pyszną lekturę 😉

Kiedy w ubiegłą sobotę dowiedziałam się, że wydano drugą powieść o mojej ukochanej profesorowej Zofii Szczupaczyńskiej, doznałam euforii. To było dla mnie wielkie zaskoczenie, więc tym bardziej, bardzo się ucieszyłam! Nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę czytać! Na szczęście już nazajutrz, w deszczową niedzielę, mogłam się zaszyć z gorącą herbatą i książką w fotelu i pogrążyć w świecie krakowskiej socjety końca XIX wieku.

Jak zapewne niektórzy Czytelnicy wiedzą (a inni się dowiedzą 😉 ) Zofia Szczupaczyńska jest żoną krakowskiego profesora medycyny, Ignacego Szczupaczyńskiego, stuprocentową mieszczanką, ze szlacheckimi aspiracjami. Jest także idealną panią domu, bardzo inteligentną i (choć nigdy nie przyznałaby się do tego) mającą wielkie pragnienia i aspiracje bycia zauważoną i potrzebną. W pierwszej powieści pt. Tajemnica domu Helclów profesorowa Szczupaczyńska pomaga rozwikłać pewną trudną zagadkę związaną z domem pomocy fundacji Helclów.

W drugiej części Zofię czeka o wiele trudniejsze zadanie. Ktoś ośmielił się zhańbić i podnieść rękę na bezbronne dziewczę. A, jak się później okaże, ta zbrodnia to prawdopodobnie czubek góry lodowej, która może zatrząś w posadach Kraków – miasto kultury i inteligencji…

Aby tego było mało, w przeddzień Wielkiejnocy jedna ze służących profesorostwa Szczupaczyńskich składa wymówienie, a w dodatku nie bezpośrednio na jej, Zofii, ręce, lecz przez drugą służącą, Franciszkę! Co za brak kultury i dobrego smaku!

Rozdarta zasłona to świetna książka, a zarazem dobry, wciągający kryminał. Autorzy z niezwykłą wnikliwością opisali sytuację XIX-wiecznego Krakowa, zarówno miasta bogatych mieszczan, ale i biednych, zdanych na siebie, żyjących w nędzy i beznadziei ludzi.

Bardzo dobrze czytało mi się zwłaszcza opisy sytuacji społecznej i obraz ówczesnego, zamkniętego, mieszczańskiego, krakowskiego środowiska, pełnego zakłamania i dulszczyzny.

Zofia Szczupaczyńska została fantastycznie scharakteryzowana. Wyobrażam ją sobie jako kobietę z krwi i kości, która wiele wie i ma sporo mądrych przemyśleń, ale jako stateczna matrona, żyjąca w środku męskiego świata, nie jest w stanie lub nie może wiele pokazać. Jest dla mnie wzorem kobiety, która jako szyja, która kręci głową domu, decyduje o wszystkim, ale jakby mimochodem, robiąc wrażenie, że przyjmuje wolę męża, pana domu.

Rozdartą zasłonę czytało mi się świetnie także z tego powodu, że na kartach powieści odnajdywałam wiele znakomitych i bardzo zabawnych smaczków o obecnie bardzo znanych i zasłużonych krakowskich osobistościach, którzy po koniec XIX wieku nie spełniali nałożonych na nich oczekiwań, a wręcz byli skandalistami i buntownikami!  Pewien młokos Wyspiański maluje niedawno odbudowany kościół Franciszkanów i w związku z tym na pewno będzie trzeba robić w tej sprawie kwestę! Lucjan Rydel przynosi wstyd ojcu profesorowi medycyny i zamiast, jak porządny człowiek, zająć się medycyną lub prawem, buntuje się i pisze jakieś nic nie warte wiersze! A Włodzimierz Tetmajer żeni się z chłopką, czym do spazmów doprowadza pól Krakowa!

Rozdarta zasłona to bardzo dobra książka! Serdecznie gratuluję autorom niezwykle udanego dubla! Polecam!

15608523_1265650703480650_1626893352_o Maryla Szymiczkowa, Rozdarta zasłona, Wydawnictwo Znak: Kraków 2016.

Kryminalny bumerang

W swoim czytelniczym życiu wracam do kryminałów jak bumerang. I nie chodzi mi tutaj o to, że czytam jeden kryminał dwa-trzy razy (choć dobry kryminał można przeczytać ponownie, a radość i emocje z czytania mogą być podobne, jak za pierwszym razem), ale o to, że sięgam do kryminałów systematycznie. To znaczy, że czytam powieść obyczajową, ale zaraz mam ochotę na kryminał, potem znów biorę jakąś beletrystykę, ale już widzę na półce znajome nazwisko na okładce (które jakby puszczało do mnie oko) i znów muszę sięgnąć do kryminału. Czuję się jak w nałogu 😉

No, ale poważnie. Od kilku lat jestem wielką fanką radia Rmf Classic. To zdecydowanie moje radio, dlatego słucham go na okrągło. Jakiś czas temu na jego falach, występowała Gaja Grzegorzewska, autorka kryminałów rodem z Krakowa, która opowiadała o znanych detektywkach. Tak poznałam tę pisarkę, dlatego jeszcze przed wakacjami wypożyczyłam sobie jej najnowszą książkę pt. Betonowy pałac. Niestety po kilkunastu stronach porzuciłam tę powieść, bo jakoś nie mogłam się do niej przekonać…

Kilka dni temu została mi jednak polecona jej pierwsza książka pt. Żniwiarz i to już zupełnie inna bajka. A jeśli zostaniemy przy terminologii bajkowej, to muszę przyznać, że to literackie spotkanie miało bardzo dobre zakończenie!

Główną bohaterką Żniwiarza jest Julia Dobrowolska, młoda kobieta, która zaraz po studiach założyła biuro detektywistyczne w Krakowie. Jej codzienność to dosyć trywialne sprawy: rozwody, zdrady czy zaginione zwierzęta. Jednak pewnego dnia do drzwi jej biura puka mecenas Romański, który w imieniu swojej klientki prosi Julię o pomoc. W Bułkowicach, niewielkim miasteczku na południu Polski, została zamordowana Agnieszka Lipska, absolwentka prawa, pochodząca z dobrego i bogatego domu. Kto zabił Bogu ducha winną dziewczynę i jaki miał w tym cel? W Bułkowicach robi się gorąco, bo oprócz Julii sprawą zajmuje się miejscowa policja i dziennikarz śledczy Wiktor Bergen. Powietrze stoi (i to nie tylko od sierpniowego upału), a wokoło iskrzy od emocji i ukrytych zadr i tajemnic…

Żniwiarz to kapitalna, trzymająca w napięciu i elektryzująca powieść. Momentami siłą powstrzymywałam się od obgryzania paznokci z emocji! Doskonała, ciekawa historia, od której nie sposób się oderwać.

Ponadto Gaja Grzegorzewska stworzyła świetne postacie. Zarówno Julia Dobrowolska, jak Wiktor Bergen oraz sierżant Duraj to wielkie indywidualności, które próbują postawić na swoim i, znajdując mordercę, wygrać tę ambicjonalną grę.

Już nie mogę się doczekać, kiedy dostanę kolejną książkę o detektywce Julii Dobrowolskiej…

Bardzo polecam!

15034351_1222224061156648_1282590803_o Gaja Grzegorzewska, Żniwiarz, Wydawnictwo Literackie: Kraków 2016.